Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NBA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NBA. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2015

Plusy i minusy NBA (3) - Hashtag Free D'Angelo

Młodzi zawodnicy popełniają błędy. To naturalne. Gdy poszedłeś do swojej pierwszej pracy też popełniałeś błędy. Powinieneś o tym wiedzieć. Powinien o tym też wiedzieć Byron Scott. Albo i nie.

Wyobraź sobie swoją pierwszą pracę. Grasz w koszykówkę, mieszkasz w Los Angeles, na twoje mecze przychodzi szereg gwiazd, do tego możesz uczyć się zawodu od jednego z najlepszych zawodników w historii NBA. Z pozoru wszystko wygląda pięknie. Jednak twoim szefem jest osoba, której nie lubisz – wiesz że nie zasługuje na swoje stanowisko, ale tutaj jest, bo tak się składa, że kiedyś zasłużyła się dla klubu. Wiesz też, że prawdopodobnie nie będzie jej tu za rok, ale to nie jest ważne – grasz w Los Angeles, więc liczy się tu i teraz. Masz przypięty stereotyp, że to co robisz jest na już. Więcej, twoim szefem jest osoba, która deprecjonuje twoje umiejętności po kilku rozegranych meczach. 

Innymi słowy, twoim szefem jest Byron Scott.

Do czasu myślałem, że Porucznik jest niczym więcej jak maskotką, swego rodzaju gąbką, która wszystko wchłonie, bo po prostu nie chcesz by ten podejmował jakiekolwiek decyzje wiążące. Ale niespodziewanie Lakers liczą się ze zdaniem Byrona bardziej niż powinni.

Bo skoro ten sezon i tak jest spisany na straty, daj się rozwijać młodym. Daj im grać w końcówkach spotkań, niech popełniają swoje błędy, nie strasz ich że jak nie poprawią skuteczności to wylądują na ławce – nie o to chodzi. 500 cegieł D’Angelo Russella lepiej zrobi dla przyszłości Lakers niż 500 usprawiedliwionych cegieł Kobiego Bryanta – te nie prowadzą ciebie donikąd. Nie udawaj, że próbujesz wygrywać mecze, bo jeżeli tak, tym gorzej dla ciebie. Nie bądź też zdziwiony, gdy twój rookie rozgrywający nie ma takiego wpływu na drużynę, gdy:

1)gra ze skrzydłowymi, którzy nie pokazują się w obronie, a do tego potrzebują piłkę w rękach – Lou Williams, Kobe, Clarkson, Swaggy P – Russell przez to jest nikim więcej jak widzem, spot-up shooterem, który ma się dostosować.

2)nie ma w składzie wysokich, którzy mogą rozciągnąć grę i rzucić z dystansu ->nie ma miejsca pod koszem, przez co Russell ma utrudnione zadanie, by wjeżdżać pod obręcz.

Nie wiemy jakim zawodnikiem jest D’Angelo Russell w tej NBA i dopóki pewne osoby nie odejdą z tego Los Angeles, możemy się nie dowiedzieć. Wiemy tyle, że ma potencjał. Ale jak niektórzy zawodnicy czy trenerzy sprawiają, że wszyscy wokół są lepsi niż w rzeczywistości – suma większa niż liczba składników – tak Byron Scott sprawia, że jest na odwrót. Czy Byron Scott miał coś wspólnego z drugim sezonem True Detective?

Efekt Franka Kamińskiego/ Zaborczość George’a Karla
Trójka Kemba Walker-Frank Kamiński-Cody Zeller grała ostatnie 20 minut meczu z Kings i w tym czasie była +25. To jest o tyle niesamowite, że to trio wraz z Linem/Lambem/Batumem całkowicie zamordowało small-ball Sacramento, który do momentu pojawienia się na parkiecie Kamińskiego i Zellera działał świetnie. Kamiński krył Rudy’ego Gaya i z wyjątkiem jednej in-your-face trójki radził sobie nadspodziewanie dobrze w defensywie. Do tego wniósł flow w ataku, lepszy ball-movement, a Kings całkowicie gubili się na zasłonach i bezmyślnie zmieniali krycie jak np. tu, gdzie Collison zeswitchował na Kamińskiego.

George Karl próbował prawie wszystkiego – ustawienia z dwoma wysokimi, dwóch rozgrywających, small-ballu czy ultra-small-ballu, który jest jedną z głupszych decyzji trenerskich tego sezonu. W ostatnim posiadaniu Karl zdecydował się na bronienie remisu ustawieniem bez żadnego wysokiego, gdzie Rudy Gay niejako był odpowiedzialny za protekcje obręczy. Nie muszę pisać jak to się skończyło – Kemba minął Rajona Rondo, po czym wjechał pod kosz jak w masło i łatwo zdobył dwa punkty.

Nie żeby Kings w drafcie wybrali centra, który jest stworzony do gry defensywnej… Niechęć Karla do gry Willie Cauley-Steinem jest niewytłumaczalna, szczególnie w momencie, gdy – hej – musimy bronić wyniku, Boogie nie może grać przez uraz i nie mamy obrońcy obręczy. Domyślam się, że po części wynika to z archaicznego podejścia Karla, gdzie każdy rookie musi zasłużyć sobie na grę czy niech czeka na swoją szansę. Dlatego najlepiej go zgnoić, mimo że całe Sacramento krzyczy graj Willie Cauley-Steinem.

Mogliśmy narzekać, że w Sacramento nie było widać ręki trenera, ale czwarta kwarta tego meczu to mały im back George’a Karla.

Zbiórki w Milwaukee
W Milwaukee na początku sezonu szwankuje mnóstwo rzeczy i jedną z nich niezmiennie są zbiórki. Bucks w zeszłym sezonie byli siódmym najgorzej zbierającym teamem w NBA, ale wraz z przyjściem Grega Monroe miało się to zmienić. I owszem, faktycznie coś w tym względzie drgnęło, niestety w drugą stronę. Kozły są najgorzej zbierającą drużyną w lidze i to wygląda naprawdę źle. By to jakoś uzmysłowić, spójrzcie na to posiadanie.

Paul George oddaje szybką trójkę, nie trafia i piłka odbija się od obręczy. Czterech zawodników Bucks w między czasie patrzy jak piłka zręcznie pada łupem Lavoya Allena. Z tego idą łatwe punkty drugiej szansy PG. Powtórzę, nie może być tak, że czterech graczy patrzy jak Lavoy Allen – samotny Lavoy Allen – zbiera obok piłkę. Brakuje koncentracji, często brakuje siły (np. tutaj Parker nie może wyboksować Allena, chociaż tu powinien być Monroe, mając na uwadze, że Mahinmi nie nadążył za akcją) czy szwankuje ustawienie. To nie jest odosobniony przypadek i momentami Bucks wyglądają jakby nie umieli zbierać. Mając na uwadze zasięg ramion zawodników Milwaukee, ich mobilność i skoczność, nie powiem, to zaskakuje. 

Rzut z jednej nogi Mudiaya
Nie widziałem specjalnie dużo meczów Nuggets w tym sezonie, ale nie trudno zauważyć, że Emmanuel Mudiay potrafi naprawdę sporo w grze drive&kick i ma wielką łatwość w dostawaniu się pod kosz. Ale nie o tym. Moją uwagę przykuł jego komiczny rzut z jednej nogi. Coś takiego.

Podczas ataku na kosz Mudiay próbuje znaleźć sobie wolną przestrzeń i po minięciu pierwszego obrońcy decyduje się na rzut. Wyskakuje z lewej nogi, zatrzymuje się w powietrzu i prawą nogą szuka kontaktu z przeciwnikiem – próba wymuszenia faulu. Im dalej od kosza tym te akcje są trudniejsze do finiszowania, jako że rzut rozgrywającego Nuggets to póki co jeden wielki bałagan. Co lepsi obrońcy będą też po prostu oddawali pozycje rzutowe, szczególnie im właśnie dalej od kosza.

Ale tutaj widać ciąg na kosz Mudiaya, który dzięki swojemu atletyzmowi i szybkości będzie miał takich sytuacji coraz więcej. Kwestia na ile poprawi swój rzut i na ile będzie potrafił wymuszać faule, bo łatwość w kreowaniu sobie pozycji rzutowych możemy już momentami dostrzec. 

Backcourt Phoenix
Cichą historią tego sezonu jest Brandon Knight, który sprawia, że Jason Kidd po każdym treningu z Michaelem Carterem Williamsem gdzieś samotnie chlipie w kącie. To znowu ty? Knight w Phoenix znalazł swoją rolę jako shooter i może skupić się bardziej na zdobywaniu punktów. Wciąż nieźle radzi sobie w kreowaniu innych zawodników, ale nie musi robić tego przez cały mecz – tak jak to miało miejsce w Milwaukee, gdzie był głównym rozgrywającym. Ciekawa sprawa z Knightem jest taka, że ten – statystycznie – gra mniej więcej to samo co grał w Milwaukee tylko częściej rzuca, co przekłada się na jego zdobycze punktowe.

Nie powinno być jednak wątpliwości, że to Eric Bledsoe jest centralnym punktem Suns. Już możemy zaobserwować pewien jakościowy skok u combo-guarda Suns. To tylko 13 meczów, w których Bledsoe rzuca więcej trójek i zdobywa średnio o 6,2 punktów na mecz więcej (17->23.2) przy lepszej skuteczności (44,7% ->48%). He’s the man.

Duet Bledsoe-Knight w 26.9min/mecz jest tylko +2.5, ale ich współpraca wygląda coraz lepiej, bo obaj z każdym meczem robią progres. Najlepszym elementem repertuaru tej dwójki jest po prostu tzw. rzut z dupy. 

Nie możesz zostawić im centymetra przestrzeni, bo każdy z nich może zdobyć punkty praktycznie z niczego. To wymęcza przeciwnika w obronie -> nie możesz na chwilę zrelaksować się w defensywie. Świetnie się to ogląda, szczególnie gdy któryś ma swój dzień. 

Stepback Ryana Andersona
Ryan Anderson wykręca świetne cyferki na początku sezonu w Nowym Orleanie i może zdobywać punkty na szereg sposobów. Jest czymś więcej niż tylko trójką z dystansu. Tak jak tutaj, gdzie wykorzystuje swoją przewagę fizyczną nad niższym PJ Tuckerze. 

Anderson dostaje piłkę na dystansie, wykonuje zwód, odbija się od przeciwnika, kroczek do tyłu, oddaje rzut i myk. Dużą rzeczą w tej akcji jest to, że Tucker zrobił wszystko dobrze – nie zostawił miejsca na trójkę, krył blisko i nisko na nogach. Ale stepback Ryana Andersona jest jak kebab o 2 nad ranem w drodze powrotnej z melanżu. Money

Dziękuje za przeczytanie.

czwartek, 19 listopada 2015

Ciekawy przypadek Derricka Favorsa

Pamiętam jak kilka miesięcy temu, bodajże była to Wielka Sobota, oglądałem jak się okazało jeden z moich ulubionych filmów – „Boogie Nights”. Pomijając tematykę filmu sprzeczną z nadchodzącym świętem jedna rzecz szczególnie rzuciła mi się w oczy. Dwie, w zasadzie.

Obie dotyczyły tej samej postaci - Rollergirl granej przez Heather Graham (blond striptizerka z „Kac Vegas” jak nie kojarzysz). By przedstawić lepiej scenerię dla osób, które nie widziały filmu – SHAME ON YOU! – Rollergirl była aktorką porno. To tylko przydomek, ale nikt nie zwracał się do niej po imieniu. Poniekąd tłumaczy to fakt, że na imię miała Brandy. Nie wyróżniałoby jej w zasadzie nic, gdyby nie wrotki, które miała na sobie zawsze i wszędzie.

Można nawet powiedzieć, że nigdy nie przestawała grać…

Jest scena, gdy główny bohater – Dirk Diggler – po raz pierwszy spotyka rzeczoną Rollergirl w domu producenta, rozmawiają, po czym ta rzuca się na niego. Zaczynają się całować, gdy nagle Dirk Diggler zadaje pytanie nowo poznanej dziewczynie: „Aren’t you gonna take your skates off”? Ta odpowiada: „I never takes my skates off”. Uroku tej scenie dodaje fakt, że wszystko obserwuje producent, popalając cygaro. Klasyka.

Nieważne. Druga rzecz jest istotniejsza.

„Boogie Nights” wypuszczony do kin był w 1997 i choć Heather Graham nie była główną bohaterką filmu to zrobił się na nią swego rodzaju hype. Bill Simmons w podcaście dotyczącym „Boogie Nights” nazwał ją – cytuje z pamięci  – „kobietą, którą miałeś w top5 osób, z którymi możesz zdradzić swoją dziewczynę”. Złapała momentum i poniekąd wykorzystała sytuację - zaraz potem otrzymała główną rolę w znaczącym filmie, którego nazwy nie pamiętam. Wiem tylko, że ten okazał się kiszką. Była wschodzącą gwiazdą, która z perspektywy czasu… nigdy tam nie dotarła – ani do istotnych ról w poważnych filmach, ani do „gwiazdorstwa”. Zawsze była „w pobliżu”. Nawet gdy dostała mini - ale jednak - rolę w budżetowym „Kac Vegas”, filmie powszechnie uznawanym za sukces, to nie została zaproszona do sequela.

Zmierzam do tego – otóż jak to się stało, że Heather Graham po prostu się nie udało. Inaczej, cytując Billa Simmonsa: „Why didn’t she make it? I mean she make it, but she didn’t make it”. Może była słabą aktorką, nie wiem, nie znam się na tym aż tak bardzo. Dla mnie była ok. Chodzi mi też o to – teoretycznie, na papierze miała wszystko: urodę, powiedzmy że umiejętności i trochę szczęścia. Ale patrząc na rankingi, media, plotki, wiodące role nigdy jej się nie udało. Nigdy nie weszła na wyższy poziom, nie mówiąc o tym najwyższym,. Typowy przykład „tak, ale…”. Nie kończ. Nie mam na to specjalnie wytłumaczenia, prócz tego że czasem tak po prostu bywa.

Tą przydługą – chyba można to nazwać – anegdotą chciałem zobrazować coś innego i łagodnie przejść do NBA. W offseason, zastanawiając się nad tym kto jest najbardziej underrated gościem w lidze, przypomniałem sobie „Boogie Nights”. Do głowy przyszło mi pytanie: więc kto jest Heather Graham NBA? Kto teoretycznie ma na papierze wiele by zajść wysoko, ale z niejasnych przyczyn nigdy tam nie dotrze? Pierwszą osobą, która przyszła mi do głowy był Paul Millsap, ale cholera nie będę pisał całego artykułu na temat Paula Millsapa. Jest jednym z tych gości, gdy patrzysz na jego grę i mówisz „oh, ok” po czym przechodzisz dalej, bo wiesz na co go stać i gdzie ma sufit. Po prostu jest gdzie jest i niech tak zostanie.

Dlatego zacząłem szukać dalej i przypomniałem sobie kogo wskazałem na najbardziej underrated gracza ligi. Paul Millsap 2.0., tylko koszykarsko bardziej sexy, aka Derrick Favors. Pasuje niemal idealnie – gra gdzieś na uboczu, robi duże rzeczy, które nie są aż tak duże na tle najlepszych, ale większe niż 90% ligi. Niewielu nawet zdaje sobie sprawę, że to robi. Jest tym gościem, który powinien skończyć karierę z kilkoma (4-6) występami w meczu gwiazd, ale prawdopodobnie nigdy tak się nie stanie.

Bo są lepsi i zawsze będą lepsi.

Ale zeszły sezon Favorsa, nieważne jak dobry, przeszedł gdzieś poza radarami opinii publicznej NBA. Nawet w Utah, co samo w sobie jest sprzeczne, uwagę zabierali mu na przemian Hayword z Gobertem. Notował 16ppg, 8.2rpg, 1.5apg, 1.7bpg i 52.5% i tylko trzech ludzi w NBA miało lepsze statystyki. Elita: Pau Gasol, Brew Davisa i Boogie – Picasso obecnie malujący płoty w Sacramento. Do tego dochodziła elitarna obrona kosza, jedna z najlepszych – zatrzymywał rywali na 43.8%, co było szóstym wynikiem w lidze z zawodników, którzy rozegrali ponad 1000 minut.

I robi to samo gówno w tym sezonie.

Więc może to jest problem? Może w tym wszystkim jest za solidny? Gdzieś brakuje efektu „wow” – w końcu ma ruchy jak weteran z dwunastoletnim doświadczeniem w lidze. Gdy pierwszy raz zobaczyłem Favorsa w akcji myślałem, że jest w NBA od zawsze.  Nie tylko ze względu na wygląd gościa, który mógł uczestniczyć w wydarzeniach z „Full Metal Jacket”, ale dlatego że wszystko co robi jest dobre, pożyteczne, może aż za mądre? Jego go-to-move to mid-range jumper z linii rzutów wolnych, który jest niesamowicie efektywny, ale tym nie przyciągasz mas na halę czy przed telewizory. Nawet jego gra jest odzwierciedleniem miejsca, w którym zarabia:

Uwielbiam spokój panujący w Utahtłumaczy FavorsTo jednocześnie zła i dobra rzecz. Kiepskim jest to, gdy po wygranym meczu chcesz wyjść na miasto, zrobić cokolwiek i w zasadzie nie ma gdzie pójść. Z drugiej strony możesz skupić się na swojej pracy, karierze lub czymkolwiek innym.

Inną rzeczą, która „szkodzi” mu bardziej niż solidność to PR. Cichy, bez spektakularnych highlightów, ciężko pracujący gość. Poniekąd to mu zaszkodziło by dostać się do szerokiej kadry USA, gdzie powołani zostali zdecydowanie słabsi Kenneth Faried – dunki, Mason Plumlee – Duke, Mike Krzyzewski, biały czy młody czterdziestoletni Michael Carter-Williams.

Przez chwilę byłem sfrustrowanyopowiada Favors o braku powołaniaale szybko mi przeszło. Wybrali gości, których chcieli. Jedyne co mogę zrobić to pracować jeszcze ciężej, rozwijać swoją grę i udowodnić swoją rację na parkiecie.

„Muszę pracować ciężej” – mantra powtarzana przez zawodników, w przypadku Favorsa z pewnością jak najbardziej prawdziwa, ale… nudna. Kibice mówią, że to chcą usłyszeć od zawodników, ale… w rzeczywistości nie chcą, liczą na coś ciekawszego. Był solidny do tego stopnia, że został pominięty przez kadrę USA. Spłycam.

Z drugiej strony jego stopniowy rozwój wskazywałby, że jest na drodze do powiedzmy top20 ligi, tylko… no właśnie czy aby na pewno? Wszystko robi jak należy i wydaje się, że w końcu musi zrobić ten jakościowy skok, ale co jeżeli to co obserwujemy teraz to miejsce, w którym się zatrzyma?

Moja teoria na temat Favorsa jest taka, że poniekąd oglądamy gościa, który ma bardziej defensywne predyspozycje, ale w pewnym momencie to mu nie wystarczyło. Naturalnie chciał czegoś więcej, chciał po prostu wygrywać mecze po ofensywnej stronie parkietu i on miał być tego centralnym punktem. Stąd kolejno poprawiał się w post, pracował nad jump-shotem, zwiększał zasięg by za jakiś czas prawdopodobnie dodać i trójkę do swojego arsenału. 

To powolny, czasami miałki proces, ale w pewnym momencie Favors powinien być zawodnikiem kompletnym. Innymi słowy, pracuje by zamienić się w lepszego Paula Millsapa. I w żadnym wypadku nie jest to zła rzecz.

Jednak wciąż będzie mu czegoś brakowało i jak się głębiej nad tym zastanowisz nie będziesz wiedział co to jest. Bo w końcu patrząc na Graham, Favorsa czy nawet Millsapa teoretycznie jest to kompletny pakiet.

Może tej jednej elitarnej cechy?

Albo to trochę jak niedziałająca żaróweczka w lampkach bożonarodzeniowych czy jeden niepasujący ciuch na ślicznej dziewczynie - po prostu tam jest, bo gdzieś coś poszło nie tak. Małe rzeczy, które nawet nie zdajesz sobie sprawy, że przeszkadzają. 

Ale przeszkadzają. Może to właśnie to?

A może po prostu żadne z nich nigdy nie było tak dobre?

Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku tego wszystkiego. Ale wiecie co? Nie obchodzi mnie to. Jak lubię oglądać filmy z Heather Graham, tak samo lubię patrzeć na balet Derricka Favorsa. A że prawdopodobnie nigdy nie spełnią swojego potencjału? Cóż, bywa.

poniedziałek, 14 września 2015

Mecz po meczu – zapowiedź sezonu Bucks 2015/16, część 2



Sezon trwa w najlepsze, choć tylko tutaj. Bucks na półmetku sezonu są 23-18, więc jest nieźle. Pora na część drugą.

15.01. Hawks – Bucks 97-105 (24-18)

Tuż po ogłoszeniu kalendarza NBA, pierwsze co zrobiłem to zakreśliłem w kółeczko mecze z Hawks, bo to jest coś co robi kibic każdej drużyny w lidze. Nie? Nie?

Nie wiem czemu, ale mogą grać tak jak rok temu, a i tak będę miał do nich jakąś awersję.

Dennis Schröder sprawia, że ten mecz ma jakiś sens i idzie z ławki na 20-10-5. Al Horford nie może w tym spotkaniu zagrać ze względu na niegroźną kontuzję. Hawks nie mają odpowiedzi na Giannisa po raz pierwszy grającego większe minuty w small-ballu na centrze.

16.01. Bucks – Hornets 90-91 (24-19)

Ta porażka boli, bo nie powinieneś przegrywać z Hornets, ale co zrobisz. Frank Kamiński ma problemy z przebiciem się do rotacji, choć dostaje 22 minuty na 10 punktów. Mecz jest brzydki, lecz ratuje go – proszę o włączenie maszyny losującej – Jeremy Lamb. 29 punktów i game winner? Czy to ty NBA?

19.01. Bucks – Heat 105-99 (25-19)

Styczeń to taki miesiąc, gdy kolana Dwayne’a Wade’a powoli nie wytrzymują natłoku spotkań w NBA i tak się właśnie złożyło, że Flash nie gra. Justise Winslow wskakuje dzięki temu do pierwszej piątki i zalicza bardzo dobry występ na 23 punkty i 7 zbiórek. Whiteside w trzeciej kwarcie nie wytrzymuje ciśnienia i wylatuje po brzydkim faulu na Antku, który jest jak ho-ho-hold me back. Jabari Parker wykorzystuje to i kończy mecz z 27 punktami.

22.01. Bucks – Rockets 103-114 (25-20)

Jeden z ulubionych meczów Jamesa Hardena, w którym kończy z linijką 8-28-46, czytaj: 8 trafionych rzutów, 28 trafionych rzutów wolnych na 44 punktów.

23.01. Bucks – Pelicans 88-92 (25-21)

Anthony Davis jest rzeczywiście tak dobry jak wszyscy mówią. Problemem w jego przypadku pozostaje to, że ma wokół siebie praktycznie najkrótszą kadrę na zachodzie.

O przepraszam, przecież przyszedł Kendrick Perkins – podpowiada tłum.

To nie przeszkadza Davisowi w zdobyciu 42 punktów na frontcourcie Bucks. Pels postanowili grać większość zagrywek na Brew i jak się okazało przyniosło to skutek.

26.01. Magic – Bucks 90-102 (26-21)

Pojedynek rozgrywających bez rzutu – Payton vs MCW – wygrywa ten drugi na rzuty wolne. Carter-Williams jest 7/11 z linii, Payton tylko 4/10.

28.01. Bucks – Grizzlies 77-80 (26-22)

IT’S NOT BASKETBALL – krzyczał Jeff Van Gundy po tym jak obie drużyny trafiły łącznie 32% swoich rzutów. Jeszcze na 5 minut przed końcem Kozły prowadzą 5 punktami i mecz zapowiada się na blow-out, jednak Miśki odpowiadają 8 punktami z rzędu tym samym zamykając spotkanie.

29.01. Heat – Bucks 100-85 (26-23)

Bucks w kolejnym meczu nie mogą znaleźć rytmu strzeleckiego. Jason Kidd nie potrzebnie też się uparł by prowadzić dużo zagrywek przez MCW, który kończy z 10 punktami przy 14 rzutach.

1.02. Bucks – Kings 119-90 (27-23)

Kozły odpowiadają w niesamowitym stylu, jednak miało to dużo wspólnego z tym co się ostatnio wydarzyło w Sacramento. Ci całkiem nieźle wystartowali, lecz w połowie stycznia przegrali 4 mecze z rzędu, co dla właściciela było nie do pomyślenia. Dlatego też Vivek Ranadive postanowił, że sam przejmie zespół i poprowadzi go do mistrzostwa. Pierwszą decyzją nowego trenera było przesunięcie do pierwszej piątki, zarząd Kings, Peję Stojakovica i Vlade Divaca.

Mam nadzieję, że tchną w nas nowego ducha walki – mówił Vivek na pomeczowej konferencji.

Czemu zdecydował się pan na grę DeMarcusem Cousinsem na pozycji rozgrywającego? – pytali wścibscy dziennikarze.

Trust the process – z pewną dozą tajemnicy odpowiadał Ranadive – Next question?

2.02. Bucks – Blazers 88-79 (28-23)

Żadna z drużyn nie może znaleźć odpowiedniego rytmu, jednak Bucks udaje się wygrać głównie dlatego, bo skład Blazers jest rozpaczliwie słaby. Damian Lillard nie ma swojego najlepszego dnia i przestrzela 7 kolejnych rzutów.

5.02. Bucks – Jazz 85-87 (28-24)

Jazz gonią się z Pelicans o 7 miejsce na zachodzie. Rudy Gobert notuje 5 bloków na Gregu Monroe, a Derrick Favors eksploduje na 33 punkty. Fatalna postawa Treya Burke’a, który trafia 5 z 17 rzutów, pozwala utrzymać się Bucks w grze.

9.02. Celtics – Bucks 92-99 (29-24)

Skoro przed chwilą byliśmy przy Jazz to co by było gdyby ci w drafcie 2014 wybrali Marcusa Smarta zamiast Dante Exuma?

11.02. Wizards – Bucks 105-112 (30-24)

Bucks wychodzi w tym meczu wszystko. MCW startuje na ławce, przez co Giannis zaczyna na pozycji rozgrywającego. Kończy mecz z 19 punktami, 11 asystami i 10 zbiórkami.

All-star break

Giannis po raz pierwszy załapuje się na mecz gwiazd jako rezerwowy. Jabari Parker gra w meczu pierwszo z drugo roczniakami. Michael Carter-Williams, obok Elfrida Paytona, Andre Drummonda, DeAndre Jordana i Rajona Rondo startuje w (nowym) konkursie rzutów wolnych.

19.02. Hornets – Bucks 80-85 (31-24)

Ten mecz był jak ugryzienie pestki w winogronie, jednak Greg Monroe zgłasza trochę za późno kandydaturę do meczu gwiazd. Z 32 punktami i 15 zbiórkami prowadzi Bucks do trzeciego zwycięstwa z rzędu.

20.02. Bucks – Hawks 99-103 (31-25)

Po prostu przejdźmy dalej.

22.02. Lakers – Bucks 94-102 (32-25)

Kobe oddaje 25 rzutów, tym razem D’Angelo stoi pusty w rogu i z utęsknieniem fantazjuje o piłce. A więc tak ona wygląda – pomyślał, gdy w końcu niepilnowany otrzymał podanie. Za długo składał się do rzutu, przez co Giannis szybkim ruchem ręki przechwycił piłkę, po czym siedmioma krokami wyprowadził kontrę i zadunkował nad Człowiekiem.

Początek końca – skomentował po meczu ten moment smutny jak foka w tropikach Roy Hibbert.

25.02. Bucks – Celtics 100-105 (32-26)

Doszedłem do wniosku, że Boston przynajmniej ten jeden mecz Bucks urwie, więc proszę – oto on.

27.02. Pistons – Bucks 92-97 (33-26)

Ersan Ilyasova dostaje owację od kibiców zgromadzony w Bradley Center, jednak tym razem nie może znaleźć rytmu i nie trafia pierwszych pięciu rzutów. Monroe prowadzi Bucks do zwycięstwa zdobywając 27 punktów, z czego 15 w ostatniej kwarcie.

29.02. Rockets – Bucks 101-100 (33-27)

Houston ze względu na stratę grubych zawodników – Chucka Hayesa i Joey’ego Dorseya – idzie po Big Baby’ego Davisa. Ten w 3 kwarcie jest nie do zatrzymania, gdy trafia 4 rzuty z rzędu:

Nie miałem takiego flow od 2009 roku, kiedy z chłopakami zatrzymaliśmy się w przybocznym Red Lobster – mówił rozradowany na konferencji.
W 4 kwarcie oddał pałeczkę Jamesowi Hardenowi, którego akcja 2+1 przesądziła o zwycięstwie Rakietek.

2.03. Pacers – Bucks 91-101 (34-27)

Patrzysz z rana w telegazetę a tam Chris Copeland z 20 punktami. Sceny.

4.03. Timberwolves – Bucks 85-102 (35-27)

Ten bilans jest coś za dobry…

6.03. Thunder – Bucks 104-95 (35-28)

...więc trzeba go popsuć. Kalendarz zaczyna się robić ciężki.

7.03. Bucks – Bulls 89-104 (35-29)


9.03. Heat – Bucks 91-88 (35-30)

…….

12.03. Pelicans – Bucks 100-94 (35-31)

.............a więc tak wygląda życie w konferencji zachodniej.

13.03. Bucks – Nets 107-101 (36-31)

Hello Brooklyn! Nets pojawiają się w idealnym momencie by przerwać serię 4 porażek. Ci – choć nie mają już większych szans – nie chcą odpuścić walki o playoffy, bo niby czemu skoro i tak oddają pick do Bostonu. Tak czy siak Giannis w końcu odpala na 20 punktów, 7 zbiórek i 4 asysty, a Khris Middleton niszczy Nets siedmioma trójkami.

15.03. Raptors – Bucks 90-103 (37-31)

Greivis Vasquez ze swoim hej, pamiętacie? byłem kiedyś całkiem niezły występem. 7/9 za trzy złożyło się na 26 punktów i kolejne w tym sezonie shimmy.

17.03. Grizzlies – Bucks 100-94 (37-32)

Miśki są po części takimi lepszymi Bucks, więc Grizzlies nie przegrają ze swoją słabszą wersją. Przynajmniej nie tutaj.

20.03. Jazz – Bucks 90-93 (38-32)

Kozły dość niespodziewanie pokonują Jazz. Kidd znowu decyduje się na wystawienie Giannisa na PG i przesunięcie Vasqueza do pierwszej piątki, a Middletona na trójkę. To prowadzi do tego, że Bucks znajdują formę strzelecką z dystansu, a Trey Burke nie może poradzić sobie z długimi łapami Antka. Rodney Hood zdobywa 25 punktów, w tym 2 trójki z rzędu w końcówce, jednak niepilnowany Giannis trafia na +3 na 5 sekund do końca, po czym w ostatniej akcji blokuje trójkę Haywarda.

21.03. Bucks – Pistons 77-75 (39-32)

Nie ma nic fajnego w typowym dla wschodniej konferencji slugfeście.

23.03. Bucks – Cavaliers 89-113 (39-33)

Ani w typowym łomocie.

25.03. Bucks – Hawks 101-90 (40-33)

W grze z Hawks też nie ma nic fajnego, ale ten mecz przynajmniej Bucks wygrywają. W zeszłym sezonie oglądałem ze znajomym, który nie ogląda koszykówki wcale, mecz Thunder w Atlancie. I uświadomił mi jak bardzo irytujący jest muzyk/ organista Hawks (proszę bardzo). Tzn. zdaje sprawę z jego osiągnięć itd., ale czy on musi grać przy każdym posiadaniu obu drużyn? Nawet gdy jakiś nieśmiały szmer, coś co ma przypominać doping, dobiega z trybun ten zdaje się to zagłuszać swoją grą. Nigdzie indziej czegoś takiego nie ma.

26.03. Hornets – Bucks 80-89 (41-33)

Hawks i Hornets pod rząd? C’mon NBA, ułatwcie życie i tak nielicznym sympatykom Bucks.

30.03. Suns – Bucks 104-110 (42-33)

Dziękuje NBA. Co poniektórzy kibice zgromadzeni w Bradley Center czekali z transparentami Please come back, Brandon! Cała otoczka tego meczu sprawia, że Michael Carter-Williams eksploduje na 30 punktów, 12 asyst i 7 zbiórek. Zupełnie jakby grał swój pierwszy mecz w NBA.

1.04. Magic – Bucks 93-99 (43-33)

Bucks nie przegrywają w tym sezonie z Magic. W sumie nie wiem nawet czemu.

3.04. Bulls – Bucks 117-112 OT (43-34)

Nikola Mirtoic idzie po career-high na 42 punkty. Jabari Parker trafia rzut na dogrywkę, jednak Czarnogórzec trafia 3 trójki w dogrywce i jest po meczu.

5.04. Cavaliers – Bucks 95-108 (44-34)

LeBron James, Kevin Love, Kyrie Irving odpoczywają przed playoffami. Cavaliers do czasu stawiają opór, bo nie wiedzieć czemu Mo Williams ma 31 punktów wraz z końcem trzeciej kwarty. Potem jednak ten nie zdobywa żadnego i Kozły wygrywają.

8.04. Bucks – Celtics 99-100 (44-35)

Boston walczy do końca o playoffy i Marcus - Stop Shooting Fucking Threes – Smart długą trójką zapewnia Celtics zwycięstwo.

10.04. Bucks – Sixers 114-58 (45-35)

Sam Hinkie tym razem robi wszystko by zabezpieczyć pierwszy pick. Dlatego też Will Smith rozpoczyna mecz jako rozgrywający, a Mark Walhberg na centrze. Z ławki wchodzi także tajemniczy prospekt z drugiej ligi greckiej Sammis Hinkopulos. Nerlens Noel, Jahill Okafor i Nik Stauskas odpoczywają pod pretekstem kontuzji na przyszły sezon.

11.04. Bucks – Magic 103-92 (46-35)

Magic też już o nic nie walczą, więc Bucks udaje się ten mecz wygrać. Giannis zdobywa 25 punktów, 8 asyst i 4 zbiórki.

13.04. Pacers – Bucks 101-87 (46-36)

W ostatnim meczu sezonu Pacers wygrywają z Bucks i dzięki temu rzutem na taśmę wchodzą do playoffów z 8 miejsca. Bucks kończą sezon na 6 pozycji. Tym samym zmierzą się w pierwszej rundzie z Washington Wizards.

Dziękuje za przeczytanie.