Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D'Angelo Russell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D'Angelo Russell. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 stycznia 2017

Plusy i Minusy (5) - Szabelki na czołg Kyriego Irvinga

Kyrie Irving jest jednym z najbardziej polaryzujących graczy w NBA, przez co określenie jego realnej wartości sprawia wiele trudności. Niełatwo stwierdzić, czy jest lepszym – na pewno innym – zawodnikiem niż Kyle Lowry czy John Wall, ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia. Liczy się tylko tyle, że idealnie pasuje do LeBrona Jamesa.
Kreacja pozycji i elitarny shot-making to dwie najbardziej unikalne zalety 24-letniego rozgrywającego – prawdopodobnie nikt w lidze nie ma tak rozwiniętych umiejętności gry na koźle i kończenia w wydawałoby się niemożliwych sytuacjach jak właśnie Irving. Te cechy – choć ułatwiają życie na co dzień – zyskują jeszcze bardziej na znaczeniu w bliskich meczach w dalszej fazie sezonu. Takich okazji może być niewiele, ale są bardzo cenne – wystarczy spojrzeć kto oddał najważniejszy rzut w 2016 roku, czy kto zapewnił zwycięstwo Cavaliers w starciu z Warriors w Boże Narodzenie. Irving żyje z wielkich spotkań, im większa stawka, tym jego akcje rosną: - Nieznane zazwyczaj przeraża innych. Rozumiem. Ale strach nie jest realny, to tylko wytwór naszej wyobraźni – mówił w rozmowie z ESPN Uncle Drew, niejako tłumacząc dlaczego w końcówkach meczów jest tak gorący.
Nie ma potrzeby, by Irving przejmował kontrolę tempa spotkań, bo przy LeBronie po prostu nie jest to konieczne. To tylko teoretyzowanie, ale wydaje mi się, że o ile poszczególna drużyna byłaby lepsza z Lowrym lub Wallem niż Irvingiem w roli pierwszej opcji, tak zespół z LeBronem i Irvingiem byłby lepszy niż z LeBronem i Lowrym lub Wallem.
A jeżeli pojawia się zarzut w stronę zawodnika, że nie robi kroku naprzód, będąc już na szczycie, jako zdobywca mistrzostwa, to te oskarżenie niejako jest wadliwe albo przynajmniej traci na znaczeniu. 24-latek może nigdy nie zostać top-5 zawodnikiem w NBA, ale myślę, że jako mistrz świata, mistrz olimpijski i posiadacz pierścienia za tytuł jakoś się z tym pogodzi.
Giannis: Slenderman
Jesteśmy w trakcie obserwacji jak Giannis – podobnie jak Dolores z „Westworld” – powoli uświadamia sobie, że „ten świat nie należy do nich, należy do nas”. Czasami sobie myślę, że istnieje jakieś 5% szansy, że 22-letni skrzydłowy jest maszyną i w pewnym momencie się zbuntuje, zupełnie jak roboty w wyżej wymienionym serialu. Natomiast dałbym 15% szans na to, że Grek wraz z sobie podobnymi – Rudym Gobertem, czy Joelem Embiidem – niespodziewanie zniknie z naszego życia i wróci na swoją planetę. Rzeczy, które w tym sezonie robi Giannis nie są normalne, praktycznie w każdym meczu pokazuje coś, czego jeszcze wcześniej nie widziałem. Wiemy, że 22-latek dysponuje ogromnym zasięgiem ramion, ale dobitka, którą przedstawił przeciwko Thunder to coś w stylu „Slendermana”, czy rozciągających się rąk Inspektora Gadżeta.
Nie wiem, czy jest ktoś w NBA, kto zebrał i dobiłby piłkę, będąc całkowicie poza pozycją, do tego walcząc z dobrze ustawionym Stevenem Adamsem. This shit is scary.
Zmiany krycia Lakers
Nie jestem wielkim fanem, gdy drużyna stara się zmieniać krycie w niemal każdej, nawet najprostszej akcji. Jest to szczególnie frustrujące w sytuacjach, gdy potencjalny switch to wpuszczenie w maliny drugiego zawodnika. Dziwią mnie szczególnie zmiany krycia tuż po przekroczeniu linii środkowej przez kozłującego – przecież taki manewr już na początku zabiera przewagę broniącym.
(Wolves i Wizards nadziali się na to w końcówkach z Rockets, gdzie główny obrońca leniwie przekazywał krycie Hardena kolejno Bjelicy i Morrisowi – zgadnijcie jak to się kończyło. Thibs po jednej z takich akcji – to była już dogrywka – wziął przerwę na żądanie i Wiggins więcej nie switchował w pick and rollu, tylko wtedy już było za późno).
Lakers są właśnie jedną z tych drużyn, która nieustannie zmienia krycie, o czym mówi Luke Walton: - Nasza obrona była tak zła, że zdecydowaliśmy „wiecie co? Po prostu wszystko switchujmy” – powiedział trener Jeziorowców dla ESPN-u. Walton przyznaje, że to może być efektywna strategia dla jego drużyny (Ingram jest długi, Randle/ Nance Jr. mobilni, Clarkson wysoki), Zach Lowe o tym także wspomniał (broniąc się, że proces stania się nie-tragiczną defensywą w przypadku Lakers może zająć lata), ale… w tym wszystkim jest pewna luka.
To są tego typu akcje, gdzie atak rywala, nawet ten teoretycznie mniej utalentowany, będzie mógł wykorzystać, to co zabierają zmiany krycia. Lakers chcą switchować wszystko i to jeden z takich przykładów gdzie przekazanie zawodnika następuje na początku akcji. Winslow wbiega na kryjącego Dragicia D’Angelo i rozgrywający Lakers nawet nie próbuje powrócić do Słoweńca, tylko zostaje na Winslowie.
I co robi atak Miami chwilę później? Piłka idzie do Winslowa w post, który ma na sobie niższego i słabszego D’Angelo (1.07 ppp oddawane na bloku). Następuje rozpoznanie switchu, a Winslow zdobywa punkty (który btw zrobił career-high z Lakers, dzięki jedzeniu na zmianach krycia):
Teoretycznie siłowanie się w post, nawet z gorszym obrońcą, to lepsza sytuacja dla obrony niż oddanie przeciwnikowi jakiejkolwiek trójki. Rozumiem. Gorzej jednak, gdy defensywa – szczególnie tak niedoświadczona jak Lakers – decyduje się na nieśmiałe podwojenia i przez niezdecydowanie zostawia wolnego zawodnika na dystansie. Np. Dallas potrafiło to wykorzystać. Harrison Barnes jako mądry zawodnik wiedział kiedy iść 1v1 z D’Angelo, a kiedy dograć na open-3 do odpuszczonego zawodnika. Inny problem jest taki, że rozgrywający Lakers jest spóźniony nawet w sytuacjach, gdy zmiana krycia ma hm… pomóc nie być mu spóźnionym:
Powyżej widać kilka rzeczy:
1) Luol Deng widzi, że D’Angelo przejmie krycie, więc odpuszcza Winslowa i przechodzi do Dragicia.
2) Winslow trafiał 20% za 3 i 16,7% w pull-up trójkach, więc jako obrońca masz czas, by się dobrze ustawić i wycofać, zaczekać na wjazd do kosza skrzydłowego Miami, bo wiesz, że to zrobi. O to spóźnienie D’Angelo mi chodzi, który na starcie jest na straconej pozycji, bo stoi za wysoko i Winslow na koźle bez problemu go objeżdża. Drugoroczniak Heat nie miałby tego kroku przewagi, gdyby rozgrywający Lakers został trzy kroki głębiej. To jest ten know-how, który przychodzi za czasem.
3) Gdy Winslow dostaje się już niemal do kosza, następuje jeszcze jedno przekazanie krycia – Mozgov wychodzi do skrzydłowego Miami i nie pozwala mu na skończenie pod obręczą. Ale tutaj wyszło coraz lepsze kreowanie akcji przez Winslowa, który w tym sezonie rzucał loby i czasem grał jako rozgrywający. Zobacz jeszcze, gdzie kończy D’Angelo – przez to, że Mozgov przeszedł na Wisnlowa, Whiteside jest „kryty” przez liliputa i z tym już nic nie da się zrobić, nie faulując.
Fake Mylesa Turnera
Center Pacers ma bardzo dobry sezon i być może, gdyby grał w innym miejscu niż prerie Indiany, to złapałby większy hype. Notuje średnio ponad 15 punktu (15,4), 7 zbiórek (7,3) i 2 bloki (2,4) – tylko Joel Embiid, Anthony Davis, Hassan Whiteside i Giannis mogą pochwalić się cyferkami na podobnym poziomie. Do tego trafia 53,4% z gry i aż 40% za 3 przy 1.6 próbach z dystansu. Turner złapał fajną pewność siebie przy swoim rzucie, dzięki czemu pozwala sobie na drobną pozytywną zarozumiałość. Patrz co robi drugoroczniak przed oddaniem rzutu:
20-latek zrobił mały fake na Dwyanie Wadzie! Pokazał weteranowi piłkę jakby miał podać piłkę do wolnego Paula George’a na linii za 3, a zamiast tego oddał słodki jumper z półdystansu. Dobra, pożyteczna, umiejętność w coraz szerszym arsenale młodego zawodnika.  
Gdzie wypchnąć Isaiaha Thomasa
Isaiah Thomas – THE LITTLE GUY – stał się zabójczy w sytuacjach, gdy obrońca rywala popełni najmniejszy błąd w pick and rollu – defensor przejdzie pod zasłoną, czy zgubi się na niej, przez co zostawi furtkę do przedarcia się w pomalowane/ na półdystans/ pull-up 3. Szczególnie trudno bronić sytuacje, w których kieszonkowy rozgrywający przedrze się do środka i naprzeciwko niego zostanie tylko wysoki rim-protector. Jedną z ofiar IT2 był Hassan Whiteside, który w pick and rollu, dzięki swoim umiejętnościom pod koszem, nie wychodził do rywala przy zmianach krycia, tylko cofał się do obręczy, zostawiając w ten sposób miejsce na rzut z dalekiego mid-range/ floatera z linii rzutów wolnych, wyłączając jednocześnie lay-up z najbliższej odległości. Tak jak tutaj.
To nie jest do końca złe rozwiązanie – lepiej pozwolić rywalowi na nawet niekryty floater, który Isaiah w tej sytuacji trafi, aniżeli prosty lay-up, bo pojawia się możliwość, że Whiteside zostanie po prostu przez szybszego zawodnika. A tak wysoki będzie czekał na potencjalne zagrożenie tuż pod koszem. Heat w trakcie meczu spróbowali dostosować się do Celtics i ich rozgrywającego, który kilkukrotnie wykorzystywał tę samą zagrywkę do zdobycia punktów. Center Miami nadal pozostawał nisko, ale większą rolę odgrywał najbliższy gracz obok pick and rolla, którego zadaniem było odcięcie rozgrywającemu możliwości ścięcia do środka. Coś takiego – spójrz na zawodnika z czerwoną strzałką, którego sama obecność sprawiała, że IT2 wbiegał w mniej wygodną stronę, po prostu nie na wprost kosza.
Tu IT2 nadal miał czystą pozycję z półdystansu, ale jej nie przetworzył. Wydaje mi się, że to dobra obrona, mając w składzie takiego centra jak właśnie Whiteside, muszącego radzić sobie z tak szybkim graczem jak Isaiah. Wciąż, 27-latek może spróbować zaatakować do-kosza, mimo obecności trzeciego zawodnika i jeżeli uda mu się przedrzeć, a defensor do niego wyjdzie, otworzy się miejsce dla strzelca za 3. Wybierz swoją truciznę w tym wypadku jak najbardziej się sprawdza, bo coś trzeba wykluczyć i Eric Spoelstra zdecydował się, że pozwoli IT2 na rzuty z mid-range. Ciekawą rzecz w obronie pick and rolla Isaiah&x pokazali Jazz, kiedy grali HEDGE na rozgrywającym Celtics. Zaczyna się od tego, że Jaylen Brown ustawił się, by wykonać zasłonę dla próbującego zbiec do środka Isaiaha (1), ALE kryjący go Joe Johnson nie zważał na debiutanta, tylko błyskawicznie wybiegł w stronę kozłującego nie po to, by zmienić krycie, a odciąć IT2 stronę na wprost do kosza (2).
Zadziałało – rozgrywający musiał zrobić krok do tyłu i oddać piłkę do Browna. Natomiast obrona zdążyła wrócić do stanu początkowego – Neto dalej krył IT2, a Johnson Browna, który nie zdążył wykorzystać ułamku sekundy na trójkę/ ścięcie, gdy weteran wracał do jego krycia. Posiadanie kończy się stratą – Brown próbuje po koźle rozrzucić grę, ale podanie jest niecelne.

środa, 25 listopada 2015

Plusy i minusy NBA (3) - Hashtag Free D'Angelo

Młodzi zawodnicy popełniają błędy. To naturalne. Gdy poszedłeś do swojej pierwszej pracy też popełniałeś błędy. Powinieneś o tym wiedzieć. Powinien o tym też wiedzieć Byron Scott. Albo i nie.

Wyobraź sobie swoją pierwszą pracę. Grasz w koszykówkę, mieszkasz w Los Angeles, na twoje mecze przychodzi szereg gwiazd, do tego możesz uczyć się zawodu od jednego z najlepszych zawodników w historii NBA. Z pozoru wszystko wygląda pięknie. Jednak twoim szefem jest osoba, której nie lubisz – wiesz że nie zasługuje na swoje stanowisko, ale tutaj jest, bo tak się składa, że kiedyś zasłużyła się dla klubu. Wiesz też, że prawdopodobnie nie będzie jej tu za rok, ale to nie jest ważne – grasz w Los Angeles, więc liczy się tu i teraz. Masz przypięty stereotyp, że to co robisz jest na już. Więcej, twoim szefem jest osoba, która deprecjonuje twoje umiejętności po kilku rozegranych meczach. 

Innymi słowy, twoim szefem jest Byron Scott.

Do czasu myślałem, że Porucznik jest niczym więcej jak maskotką, swego rodzaju gąbką, która wszystko wchłonie, bo po prostu nie chcesz by ten podejmował jakiekolwiek decyzje wiążące. Ale niespodziewanie Lakers liczą się ze zdaniem Byrona bardziej niż powinni.

Bo skoro ten sezon i tak jest spisany na straty, daj się rozwijać młodym. Daj im grać w końcówkach spotkań, niech popełniają swoje błędy, nie strasz ich że jak nie poprawią skuteczności to wylądują na ławce – nie o to chodzi. 500 cegieł D’Angelo Russella lepiej zrobi dla przyszłości Lakers niż 500 usprawiedliwionych cegieł Kobiego Bryanta – te nie prowadzą ciebie donikąd. Nie udawaj, że próbujesz wygrywać mecze, bo jeżeli tak, tym gorzej dla ciebie. Nie bądź też zdziwiony, gdy twój rookie rozgrywający nie ma takiego wpływu na drużynę, gdy:

1)gra ze skrzydłowymi, którzy nie pokazują się w obronie, a do tego potrzebują piłkę w rękach – Lou Williams, Kobe, Clarkson, Swaggy P – Russell przez to jest nikim więcej jak widzem, spot-up shooterem, który ma się dostosować.

2)nie ma w składzie wysokich, którzy mogą rozciągnąć grę i rzucić z dystansu ->nie ma miejsca pod koszem, przez co Russell ma utrudnione zadanie, by wjeżdżać pod obręcz.

Nie wiemy jakim zawodnikiem jest D’Angelo Russell w tej NBA i dopóki pewne osoby nie odejdą z tego Los Angeles, możemy się nie dowiedzieć. Wiemy tyle, że ma potencjał. Ale jak niektórzy zawodnicy czy trenerzy sprawiają, że wszyscy wokół są lepsi niż w rzeczywistości – suma większa niż liczba składników – tak Byron Scott sprawia, że jest na odwrót. Czy Byron Scott miał coś wspólnego z drugim sezonem True Detective?

Efekt Franka Kamińskiego/ Zaborczość George’a Karla
Trójka Kemba Walker-Frank Kamiński-Cody Zeller grała ostatnie 20 minut meczu z Kings i w tym czasie była +25. To jest o tyle niesamowite, że to trio wraz z Linem/Lambem/Batumem całkowicie zamordowało small-ball Sacramento, który do momentu pojawienia się na parkiecie Kamińskiego i Zellera działał świetnie. Kamiński krył Rudy’ego Gaya i z wyjątkiem jednej in-your-face trójki radził sobie nadspodziewanie dobrze w defensywie. Do tego wniósł flow w ataku, lepszy ball-movement, a Kings całkowicie gubili się na zasłonach i bezmyślnie zmieniali krycie jak np. tu, gdzie Collison zeswitchował na Kamińskiego.

George Karl próbował prawie wszystkiego – ustawienia z dwoma wysokimi, dwóch rozgrywających, small-ballu czy ultra-small-ballu, który jest jedną z głupszych decyzji trenerskich tego sezonu. W ostatnim posiadaniu Karl zdecydował się na bronienie remisu ustawieniem bez żadnego wysokiego, gdzie Rudy Gay niejako był odpowiedzialny za protekcje obręczy. Nie muszę pisać jak to się skończyło – Kemba minął Rajona Rondo, po czym wjechał pod kosz jak w masło i łatwo zdobył dwa punkty.

Nie żeby Kings w drafcie wybrali centra, który jest stworzony do gry defensywnej… Niechęć Karla do gry Willie Cauley-Steinem jest niewytłumaczalna, szczególnie w momencie, gdy – hej – musimy bronić wyniku, Boogie nie może grać przez uraz i nie mamy obrońcy obręczy. Domyślam się, że po części wynika to z archaicznego podejścia Karla, gdzie każdy rookie musi zasłużyć sobie na grę czy niech czeka na swoją szansę. Dlatego najlepiej go zgnoić, mimo że całe Sacramento krzyczy graj Willie Cauley-Steinem.

Mogliśmy narzekać, że w Sacramento nie było widać ręki trenera, ale czwarta kwarta tego meczu to mały im back George’a Karla.

Zbiórki w Milwaukee
W Milwaukee na początku sezonu szwankuje mnóstwo rzeczy i jedną z nich niezmiennie są zbiórki. Bucks w zeszłym sezonie byli siódmym najgorzej zbierającym teamem w NBA, ale wraz z przyjściem Grega Monroe miało się to zmienić. I owszem, faktycznie coś w tym względzie drgnęło, niestety w drugą stronę. Kozły są najgorzej zbierającą drużyną w lidze i to wygląda naprawdę źle. By to jakoś uzmysłowić, spójrzcie na to posiadanie.

Paul George oddaje szybką trójkę, nie trafia i piłka odbija się od obręczy. Czterech zawodników Bucks w między czasie patrzy jak piłka zręcznie pada łupem Lavoya Allena. Z tego idą łatwe punkty drugiej szansy PG. Powtórzę, nie może być tak, że czterech graczy patrzy jak Lavoy Allen – samotny Lavoy Allen – zbiera obok piłkę. Brakuje koncentracji, często brakuje siły (np. tutaj Parker nie może wyboksować Allena, chociaż tu powinien być Monroe, mając na uwadze, że Mahinmi nie nadążył za akcją) czy szwankuje ustawienie. To nie jest odosobniony przypadek i momentami Bucks wyglądają jakby nie umieli zbierać. Mając na uwadze zasięg ramion zawodników Milwaukee, ich mobilność i skoczność, nie powiem, to zaskakuje. 

Rzut z jednej nogi Mudiaya
Nie widziałem specjalnie dużo meczów Nuggets w tym sezonie, ale nie trudno zauważyć, że Emmanuel Mudiay potrafi naprawdę sporo w grze drive&kick i ma wielką łatwość w dostawaniu się pod kosz. Ale nie o tym. Moją uwagę przykuł jego komiczny rzut z jednej nogi. Coś takiego.

Podczas ataku na kosz Mudiay próbuje znaleźć sobie wolną przestrzeń i po minięciu pierwszego obrońcy decyduje się na rzut. Wyskakuje z lewej nogi, zatrzymuje się w powietrzu i prawą nogą szuka kontaktu z przeciwnikiem – próba wymuszenia faulu. Im dalej od kosza tym te akcje są trudniejsze do finiszowania, jako że rzut rozgrywającego Nuggets to póki co jeden wielki bałagan. Co lepsi obrońcy będą też po prostu oddawali pozycje rzutowe, szczególnie im właśnie dalej od kosza.

Ale tutaj widać ciąg na kosz Mudiaya, który dzięki swojemu atletyzmowi i szybkości będzie miał takich sytuacji coraz więcej. Kwestia na ile poprawi swój rzut i na ile będzie potrafił wymuszać faule, bo łatwość w kreowaniu sobie pozycji rzutowych możemy już momentami dostrzec. 

Backcourt Phoenix
Cichą historią tego sezonu jest Brandon Knight, który sprawia, że Jason Kidd po każdym treningu z Michaelem Carterem Williamsem gdzieś samotnie chlipie w kącie. To znowu ty? Knight w Phoenix znalazł swoją rolę jako shooter i może skupić się bardziej na zdobywaniu punktów. Wciąż nieźle radzi sobie w kreowaniu innych zawodników, ale nie musi robić tego przez cały mecz – tak jak to miało miejsce w Milwaukee, gdzie był głównym rozgrywającym. Ciekawa sprawa z Knightem jest taka, że ten – statystycznie – gra mniej więcej to samo co grał w Milwaukee tylko częściej rzuca, co przekłada się na jego zdobycze punktowe.

Nie powinno być jednak wątpliwości, że to Eric Bledsoe jest centralnym punktem Suns. Już możemy zaobserwować pewien jakościowy skok u combo-guarda Suns. To tylko 13 meczów, w których Bledsoe rzuca więcej trójek i zdobywa średnio o 6,2 punktów na mecz więcej (17->23.2) przy lepszej skuteczności (44,7% ->48%). He’s the man.

Duet Bledsoe-Knight w 26.9min/mecz jest tylko +2.5, ale ich współpraca wygląda coraz lepiej, bo obaj z każdym meczem robią progres. Najlepszym elementem repertuaru tej dwójki jest po prostu tzw. rzut z dupy. 

Nie możesz zostawić im centymetra przestrzeni, bo każdy z nich może zdobyć punkty praktycznie z niczego. To wymęcza przeciwnika w obronie -> nie możesz na chwilę zrelaksować się w defensywie. Świetnie się to ogląda, szczególnie gdy któryś ma swój dzień. 

Stepback Ryana Andersona
Ryan Anderson wykręca świetne cyferki na początku sezonu w Nowym Orleanie i może zdobywać punkty na szereg sposobów. Jest czymś więcej niż tylko trójką z dystansu. Tak jak tutaj, gdzie wykorzystuje swoją przewagę fizyczną nad niższym PJ Tuckerze. 

Anderson dostaje piłkę na dystansie, wykonuje zwód, odbija się od przeciwnika, kroczek do tyłu, oddaje rzut i myk. Dużą rzeczą w tej akcji jest to, że Tucker zrobił wszystko dobrze – nie zostawił miejsca na trójkę, krył blisko i nisko na nogach. Ale stepback Ryana Andersona jest jak kebab o 2 nad ranem w drodze powrotnej z melanżu. Money

Dziękuje za przeczytanie.