Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giannis Antetokounmpo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giannis Antetokounmpo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 stycznia 2017

Plusy i Minusy (5) - Szabelki na czołg Kyriego Irvinga

Kyrie Irving jest jednym z najbardziej polaryzujących graczy w NBA, przez co określenie jego realnej wartości sprawia wiele trudności. Niełatwo stwierdzić, czy jest lepszym – na pewno innym – zawodnikiem niż Kyle Lowry czy John Wall, ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia. Liczy się tylko tyle, że idealnie pasuje do LeBrona Jamesa.
Kreacja pozycji i elitarny shot-making to dwie najbardziej unikalne zalety 24-letniego rozgrywającego – prawdopodobnie nikt w lidze nie ma tak rozwiniętych umiejętności gry na koźle i kończenia w wydawałoby się niemożliwych sytuacjach jak właśnie Irving. Te cechy – choć ułatwiają życie na co dzień – zyskują jeszcze bardziej na znaczeniu w bliskich meczach w dalszej fazie sezonu. Takich okazji może być niewiele, ale są bardzo cenne – wystarczy spojrzeć kto oddał najważniejszy rzut w 2016 roku, czy kto zapewnił zwycięstwo Cavaliers w starciu z Warriors w Boże Narodzenie. Irving żyje z wielkich spotkań, im większa stawka, tym jego akcje rosną: - Nieznane zazwyczaj przeraża innych. Rozumiem. Ale strach nie jest realny, to tylko wytwór naszej wyobraźni – mówił w rozmowie z ESPN Uncle Drew, niejako tłumacząc dlaczego w końcówkach meczów jest tak gorący.
Nie ma potrzeby, by Irving przejmował kontrolę tempa spotkań, bo przy LeBronie po prostu nie jest to konieczne. To tylko teoretyzowanie, ale wydaje mi się, że o ile poszczególna drużyna byłaby lepsza z Lowrym lub Wallem niż Irvingiem w roli pierwszej opcji, tak zespół z LeBronem i Irvingiem byłby lepszy niż z LeBronem i Lowrym lub Wallem.
A jeżeli pojawia się zarzut w stronę zawodnika, że nie robi kroku naprzód, będąc już na szczycie, jako zdobywca mistrzostwa, to te oskarżenie niejako jest wadliwe albo przynajmniej traci na znaczeniu. 24-latek może nigdy nie zostać top-5 zawodnikiem w NBA, ale myślę, że jako mistrz świata, mistrz olimpijski i posiadacz pierścienia za tytuł jakoś się z tym pogodzi.
Giannis: Slenderman
Jesteśmy w trakcie obserwacji jak Giannis – podobnie jak Dolores z „Westworld” – powoli uświadamia sobie, że „ten świat nie należy do nich, należy do nas”. Czasami sobie myślę, że istnieje jakieś 5% szansy, że 22-letni skrzydłowy jest maszyną i w pewnym momencie się zbuntuje, zupełnie jak roboty w wyżej wymienionym serialu. Natomiast dałbym 15% szans na to, że Grek wraz z sobie podobnymi – Rudym Gobertem, czy Joelem Embiidem – niespodziewanie zniknie z naszego życia i wróci na swoją planetę. Rzeczy, które w tym sezonie robi Giannis nie są normalne, praktycznie w każdym meczu pokazuje coś, czego jeszcze wcześniej nie widziałem. Wiemy, że 22-latek dysponuje ogromnym zasięgiem ramion, ale dobitka, którą przedstawił przeciwko Thunder to coś w stylu „Slendermana”, czy rozciągających się rąk Inspektora Gadżeta.
Nie wiem, czy jest ktoś w NBA, kto zebrał i dobiłby piłkę, będąc całkowicie poza pozycją, do tego walcząc z dobrze ustawionym Stevenem Adamsem. This shit is scary.
Zmiany krycia Lakers
Nie jestem wielkim fanem, gdy drużyna stara się zmieniać krycie w niemal każdej, nawet najprostszej akcji. Jest to szczególnie frustrujące w sytuacjach, gdy potencjalny switch to wpuszczenie w maliny drugiego zawodnika. Dziwią mnie szczególnie zmiany krycia tuż po przekroczeniu linii środkowej przez kozłującego – przecież taki manewr już na początku zabiera przewagę broniącym.
(Wolves i Wizards nadziali się na to w końcówkach z Rockets, gdzie główny obrońca leniwie przekazywał krycie Hardena kolejno Bjelicy i Morrisowi – zgadnijcie jak to się kończyło. Thibs po jednej z takich akcji – to była już dogrywka – wziął przerwę na żądanie i Wiggins więcej nie switchował w pick and rollu, tylko wtedy już było za późno).
Lakers są właśnie jedną z tych drużyn, która nieustannie zmienia krycie, o czym mówi Luke Walton: - Nasza obrona była tak zła, że zdecydowaliśmy „wiecie co? Po prostu wszystko switchujmy” – powiedział trener Jeziorowców dla ESPN-u. Walton przyznaje, że to może być efektywna strategia dla jego drużyny (Ingram jest długi, Randle/ Nance Jr. mobilni, Clarkson wysoki), Zach Lowe o tym także wspomniał (broniąc się, że proces stania się nie-tragiczną defensywą w przypadku Lakers może zająć lata), ale… w tym wszystkim jest pewna luka.
To są tego typu akcje, gdzie atak rywala, nawet ten teoretycznie mniej utalentowany, będzie mógł wykorzystać, to co zabierają zmiany krycia. Lakers chcą switchować wszystko i to jeden z takich przykładów gdzie przekazanie zawodnika następuje na początku akcji. Winslow wbiega na kryjącego Dragicia D’Angelo i rozgrywający Lakers nawet nie próbuje powrócić do Słoweńca, tylko zostaje na Winslowie.
I co robi atak Miami chwilę później? Piłka idzie do Winslowa w post, który ma na sobie niższego i słabszego D’Angelo (1.07 ppp oddawane na bloku). Następuje rozpoznanie switchu, a Winslow zdobywa punkty (który btw zrobił career-high z Lakers, dzięki jedzeniu na zmianach krycia):
Teoretycznie siłowanie się w post, nawet z gorszym obrońcą, to lepsza sytuacja dla obrony niż oddanie przeciwnikowi jakiejkolwiek trójki. Rozumiem. Gorzej jednak, gdy defensywa – szczególnie tak niedoświadczona jak Lakers – decyduje się na nieśmiałe podwojenia i przez niezdecydowanie zostawia wolnego zawodnika na dystansie. Np. Dallas potrafiło to wykorzystać. Harrison Barnes jako mądry zawodnik wiedział kiedy iść 1v1 z D’Angelo, a kiedy dograć na open-3 do odpuszczonego zawodnika. Inny problem jest taki, że rozgrywający Lakers jest spóźniony nawet w sytuacjach, gdy zmiana krycia ma hm… pomóc nie być mu spóźnionym:
Powyżej widać kilka rzeczy:
1) Luol Deng widzi, że D’Angelo przejmie krycie, więc odpuszcza Winslowa i przechodzi do Dragicia.
2) Winslow trafiał 20% za 3 i 16,7% w pull-up trójkach, więc jako obrońca masz czas, by się dobrze ustawić i wycofać, zaczekać na wjazd do kosza skrzydłowego Miami, bo wiesz, że to zrobi. O to spóźnienie D’Angelo mi chodzi, który na starcie jest na straconej pozycji, bo stoi za wysoko i Winslow na koźle bez problemu go objeżdża. Drugoroczniak Heat nie miałby tego kroku przewagi, gdyby rozgrywający Lakers został trzy kroki głębiej. To jest ten know-how, który przychodzi za czasem.
3) Gdy Winslow dostaje się już niemal do kosza, następuje jeszcze jedno przekazanie krycia – Mozgov wychodzi do skrzydłowego Miami i nie pozwala mu na skończenie pod obręczą. Ale tutaj wyszło coraz lepsze kreowanie akcji przez Winslowa, który w tym sezonie rzucał loby i czasem grał jako rozgrywający. Zobacz jeszcze, gdzie kończy D’Angelo – przez to, że Mozgov przeszedł na Wisnlowa, Whiteside jest „kryty” przez liliputa i z tym już nic nie da się zrobić, nie faulując.
Fake Mylesa Turnera
Center Pacers ma bardzo dobry sezon i być może, gdyby grał w innym miejscu niż prerie Indiany, to złapałby większy hype. Notuje średnio ponad 15 punktu (15,4), 7 zbiórek (7,3) i 2 bloki (2,4) – tylko Joel Embiid, Anthony Davis, Hassan Whiteside i Giannis mogą pochwalić się cyferkami na podobnym poziomie. Do tego trafia 53,4% z gry i aż 40% za 3 przy 1.6 próbach z dystansu. Turner złapał fajną pewność siebie przy swoim rzucie, dzięki czemu pozwala sobie na drobną pozytywną zarozumiałość. Patrz co robi drugoroczniak przed oddaniem rzutu:
20-latek zrobił mały fake na Dwyanie Wadzie! Pokazał weteranowi piłkę jakby miał podać piłkę do wolnego Paula George’a na linii za 3, a zamiast tego oddał słodki jumper z półdystansu. Dobra, pożyteczna, umiejętność w coraz szerszym arsenale młodego zawodnika.  
Gdzie wypchnąć Isaiaha Thomasa
Isaiah Thomas – THE LITTLE GUY – stał się zabójczy w sytuacjach, gdy obrońca rywala popełni najmniejszy błąd w pick and rollu – defensor przejdzie pod zasłoną, czy zgubi się na niej, przez co zostawi furtkę do przedarcia się w pomalowane/ na półdystans/ pull-up 3. Szczególnie trudno bronić sytuacje, w których kieszonkowy rozgrywający przedrze się do środka i naprzeciwko niego zostanie tylko wysoki rim-protector. Jedną z ofiar IT2 był Hassan Whiteside, który w pick and rollu, dzięki swoim umiejętnościom pod koszem, nie wychodził do rywala przy zmianach krycia, tylko cofał się do obręczy, zostawiając w ten sposób miejsce na rzut z dalekiego mid-range/ floatera z linii rzutów wolnych, wyłączając jednocześnie lay-up z najbliższej odległości. Tak jak tutaj.
To nie jest do końca złe rozwiązanie – lepiej pozwolić rywalowi na nawet niekryty floater, który Isaiah w tej sytuacji trafi, aniżeli prosty lay-up, bo pojawia się możliwość, że Whiteside zostanie po prostu przez szybszego zawodnika. A tak wysoki będzie czekał na potencjalne zagrożenie tuż pod koszem. Heat w trakcie meczu spróbowali dostosować się do Celtics i ich rozgrywającego, który kilkukrotnie wykorzystywał tę samą zagrywkę do zdobycia punktów. Center Miami nadal pozostawał nisko, ale większą rolę odgrywał najbliższy gracz obok pick and rolla, którego zadaniem było odcięcie rozgrywającemu możliwości ścięcia do środka. Coś takiego – spójrz na zawodnika z czerwoną strzałką, którego sama obecność sprawiała, że IT2 wbiegał w mniej wygodną stronę, po prostu nie na wprost kosza.
Tu IT2 nadal miał czystą pozycję z półdystansu, ale jej nie przetworzył. Wydaje mi się, że to dobra obrona, mając w składzie takiego centra jak właśnie Whiteside, muszącego radzić sobie z tak szybkim graczem jak Isaiah. Wciąż, 27-latek może spróbować zaatakować do-kosza, mimo obecności trzeciego zawodnika i jeżeli uda mu się przedrzeć, a defensor do niego wyjdzie, otworzy się miejsce dla strzelca za 3. Wybierz swoją truciznę w tym wypadku jak najbardziej się sprawdza, bo coś trzeba wykluczyć i Eric Spoelstra zdecydował się, że pozwoli IT2 na rzuty z mid-range. Ciekawą rzecz w obronie pick and rolla Isaiah&x pokazali Jazz, kiedy grali HEDGE na rozgrywającym Celtics. Zaczyna się od tego, że Jaylen Brown ustawił się, by wykonać zasłonę dla próbującego zbiec do środka Isaiaha (1), ALE kryjący go Joe Johnson nie zważał na debiutanta, tylko błyskawicznie wybiegł w stronę kozłującego nie po to, by zmienić krycie, a odciąć IT2 stronę na wprost do kosza (2).
Zadziałało – rozgrywający musiał zrobić krok do tyłu i oddać piłkę do Browna. Natomiast obrona zdążyła wrócić do stanu początkowego – Neto dalej krył IT2, a Johnson Browna, który nie zdążył wykorzystać ułamku sekundy na trójkę/ ścięcie, gdy weteran wracał do jego krycia. Posiadanie kończy się stratą – Brown próbuje po koźle rozrzucić grę, ale podanie jest niecelne.

wtorek, 22 listopada 2016

Plusy i Minusy (3) - Łapanie lobów z Clintem Capelą

Prawdopodobnie największym wygranym przesunięcia Jamesa Hardena na pozycję pełnoprawnego rozgrywającego jest Clint Capela. 22-letni center wytworzył sobie znakomitą chemię z liderem Rockets. W końcu, każdy Chewbacca potrzebuje swojego Hana Solo. Harden rzuca loby, a Capela pakuje je z góry. Nic prostszego.
Houston Rockets grają zasadniczo nieskomplikowaną koszykówkę. Znajdź gwiazdę, otocz ją trzema strzelcami za 3 i wysokim, biegającym od kosza do kosza, kończącym podania z góry i broniącym obręczy. Wyłączasz w ten sposób nieefektywne w kanciapach ludzi z kartką i ołówkiem rzuty z półdystansu, a skupiasz się wyłącznie na więcej wartych trójkach i mało ryzykownych punktach tuż spod kosza. Może wydawać się, że ten mocno analityczny styl gry wyłącza wszelką zabawę z piękna sportu, ale Capela i przede wszystkim Harden sprawili, że oglądanie koszykówki Rockets przynosi dużo przyjemności.
Duet Harden&Capela na 100 posiadań zdobywa dobre 114,4 punktu, a traci można z tym żyć 102,6. Na 58 asystowanych trafień szwajcarskiego centra, aż 41 kończących podań pochodziło od Brody. Jednym z najbardziej imponujących zagrań tej dwójki są podania Jamesa Hardena niemal z połowy parkietu do latającego nad obręczą Capeli. Naprawdę niewielu zawodników w lidze byłoby w stanie dograć piłkę z równie ogromną precyzją, z tak dużej odległości. Szalenie efektywne, a przy tym niesamowicie efektowne.
Przy uwalnianiu się Capeli widoczny jest schemat. Jeden ze strzelców Rockets stoi w rogu, Harden kozłuje przy linii środkowej, a trójka pozostałych zawodników wykonuje małą zagrywkę bez piłki. W sytuacji 3vs3 ważne jest to jak uwalnia się Szwajcar. Ryan Anderson rozbiega się na dystans, tym samym wyciągając swojego obrońcę, a pozostały strzelec – w tym wypadku Eric Gordon – biegnie w stronę przeciwnika kryjącego w danym przypadku centra Rockets. W ten sposób, Capela obiega gracza swojej drużyny, który właśnie postawił mu zasłonę bez piłki, na której zostaje przeciwnik. Dzięki temu, 22-latek może bez przeszkód skończyć fantastyczne podanie Hardena. Jeszcze raz, droga do uwolnienia Capeli pozostaje ta sama.
Jest fun. Wysoki Rockets sprawia wrażenie inteligentnego koszykarsko gościa, co widać po sposobie w jaki urywa się obronie rywala, czy jak ku temu wykorzystuje ustawienie przeciwnika. To jest w dużej mierze możliwe także ze względu na zagrożenie jakie stwarza Anderson swoją trójką i tym, że w zasadzie nie można byłego zawodnika Pelicans zostawić wolnego na dystansie. Szczegóły, o których piszę, można dostrzec na poniższym obrazku. Capela wskazuje Andersonowi, gdzie ma się ustawić. Pokazuje, by rozciągnął na linię za 3, co silny skrzydłowy robi. Kryjący Andersona obrońca wychodzi za nim, a Capela wykorzystuje zawodnika Spurs jako swego rodzaju zasłonę i go obiega na łatwe punkty.
Dużą rolę w tej sytuacji odegrał fakt, że Kyle Anderson, który w tej konkretnej sytuacji pilnował Capelę, postanowił pomóc Aldridge’owi, który odpowiadał za Hardena. Przez to dwóch graczy miał na sobie brodaty lider Rockets, a Capela pozostał sam, co sprytnie wykorzystał, kończąc lob od gwiazdy Rockets.
Jeszcze jedną ciekawą rzeczą, którą często wykorzystują Rockets są posiadania, gdy Anderson&Capela stawiają równocześnie zasłony dla Hardena i się rozbiegają – pierwszy na dystans, drugi do kosza.
Jest to o tyle trudna sytuacja do obrony, że w razie podwojenia ball-handlera ktoś pozostanie wolny. Więc defensywa wybiera w zasadzie mniejsze zło: zostawić bez krycia gracza trafiającego 40% swoich trójek, czy pozwolić na łatwe punkty tuż spod kosza. Pick your, prawda, poison.
DeMar DeRozan, król półdystansu
Rzucający obrońca Toronto Raptors to całkowite przeciwieństwo tego na czym swoją koszykówkę opierają Houston Rockets. DeMar DeRozan żyje tam, gdzie Rockets mają swoją strefę 51, czyli na półdystansie. Wystarczy powiedzieć, że 27-latek oddał więcej rzutów z mid-range w tym sezonie, niż dwie drużyny w NBA. Pierwszą jest właśnie drużyna z Teksasu, a drugą Brooklyn Nets, którzy pod Kennym Atkinsonem starają się grać nowoczesną koszykówkę.
Jednak to co robi DeRozan jest o tyle niesamowite, że w czasach analityki, dopracował do perfekcji wydawałoby się tak nieanalityczny rzut jakim jest jump-shot z półdystansu. Gdyby zawodnik Raptors miał przydomek z „Gry o Tron” to byłoby to coś w stylu: „DeMar DeRozan – King of the North, Midrange of the Truth”.
Rzucający obrońca Toronto trafia 47,4% z półdystansu i balansuje na cienkiej granicy, gdzie 2>3 (w uproszczeniu: 50% za 2 = 33% za 3, tylko takie podejście wyklucza np. rzuty wolne). Do tego znajduje się w gronie czterech zawodników, którzy wywalczają więcej niż 10 rzutów osobistych na mecz. Już w poprzednim sezonie DeRozan rozwinął ogrom cyrkowych ruchów, które w obecnym jeszcze bardziej dopracował do perfekcji. Spin-move’y, herky-jerky rzuty, kołowrotki – to wszystko ułatwia w tak wysokim % z gry i nieustannym przedostawaniu się na linię wolnych.
Ale to także prowadzi do tego, że DeRozan częściej musi walczyć z większą liczbą kryjących go zawodników. W sytuacjach 1vs1 defensor, szczególnie w sezonie regularnym, zazwyczaj jest ugotowany. Dlatego gracz jedynaka z Kanady musiał nauczyć się wychodzenia z podwojeń. Nie zawsze się udaje, ale gdy DeRozan wydostanie się z pułapki Raptors mogą skarcić przeciwnika, za to, że któregoś ich koszykarza zostawili wolnego. Jak tutaj, gdy DDR podaje do Bebe Nougeiry, który uwalnia na czystą trójkę Terrence’a Rossa.
Raptors wykorzystali za późny powrót do obrony Warriors.
Cavaliers traktowali momentami DeRozana jeszcze agresywniej, nawet potrajając 27-latka. Mistrzowie NBA starali się uniemożliwiać skuteczną możliwość rzutu dla zawodnika Raptors i zamykali praktycznie wszystkie rozwiązania do rozegrania. To przykład świetnej defensywy Cavs w pick and rollu, gdzie nastąpiła zmiana krycia. Droga do kosza jest niemal zamknięta, a gracze Cavs sprytnie ustawili się, by wyłączyć DeRozanowi wszystkie „passing lanes”.
Cała sytuacja kończy się przechwytem podania LeBrona Jamesa i dunkiem w kontrze.
To jednak kolejny sezon, gdy Raptors opierają swój atak na grze 1vs1 i to wychodzi (kopiuj, wklej). W dużej mierze dlatego, że DeRozan jest znowu odrobinę lepszy.
Kolejna „jak ją zatrzymać?!” akcja Warriors – Zaza jako Bogut
Steve Kerr wymyślił dosyć prosty, i przy dostępnym personelu bardzo skuteczny, sposób na wykorzystanie w ataku Zazy Pachulii. W akcji bierze udział 3 zawodników. Center Warriors dostaje piłkę w okolicy post, a dwójka graczy – nazwijmy ich Steph Curry i Draymond Green – robiega się w przeciwległe strony: jeden na dystans, drugi do kosza. Początek wygląda tak:
I tutaj są dwie wersje. W pierwszej zawodnik, który ma potencjalnie zaatakować obręcz, stawia zasłonę dla bombardiera z dystansu. Automatycznie obrońca, który kryje Curry’ego powinien zgubić się na zasłonie, przez co nastąpi switch/ podwojenie i Green będzie przez chwilę wolny. Boom:
Drugi wariant jest bardzo podobny, tyle tylko, że strzelec za 3 stawia zasłonę dla ścinającego. W tym wypadku Curry postawił pick dla Duranta – jeszcze gorzej dla rywala – i choć Giannis nie dał się nabrać na zagrywkę, to i tak skrzydłowy Warriors był za szybki, a Grek miał za daleką drogę do kosza. Boom x2:

Być może lepsza defensywa będzie w stanie przynajmniej spowolnić tę zagrywkę, szczególnie przy wariancie z Greenem. Najlepiej tak, by Zaza musiał oddać rzut. Problem polega przede wszystkim na tym, że bierze udział w niej Splasz Brat (Durant, czy Klay mogą występować w roli Curry’ego z tych akcji) i kolejne defensywy skupiają się na odcięciu mu trójki. Dzięki temu otwiera się droga dla innych zawodników, a Gruzin, trochę z podobną funkcją jak Bogut, ma na tyle dobre podanie, by odpowiednio zagrać piłkę do wybiegającego kolegi.
Giannis znajdujący igłę w stogu siana
Jakiś czas temu wspominałem o sytuacjach, gdy Giannis Antentokounmpo jest podwojony, czy potrojony przez obrony rywala i jak próbował pokonywać takie przeszkody rozrzutami do wolnych kolegów. Skrzydłowy Bucks, im bliżej obręczy się znajduje, tym większą uwagę obrońców skupia na sobie, bo tam stanowi największe zagrożenie. Prócz przeglądu pola, który stopniowo się poprawia, point-Giannis ma od czasu do czasu podania w tłoku, które przechodzić nie powinny – a przechodzą – na łatwe punkty dla innych graczy Milwaukee. Przy koordynacji Greek Freaka, jego zasięgu i wielkich susach, te zagrania są warte tego, by Grecja nadal pozostała państwem.
Drugie połowy Timberwolves
Nie mam wytłumaczenia na to co wyprawiają szczeniaczki w drugich połowach (głównie w trzecich kwartach, choć z Celtics wypuścili zwycięstwo w 4. kwarcie, gdy przez jedenaście i pół minuty trafili dwa rzuty na sześć punktów). Aż tak wychodzi brak doświadczenia, by po przerwie zapomnieć jak się gra w koszykówkę? A może to nieobecność w szatni Kevina Garnetta? Spójrzcie na te liczby:
To wygląda jak statystyki dwóch zupełnie innych zespołów. Nie chcę na ten temat więcej pisać, bo jest to dosyć przygnębiające, że taka fajna drużyna – która pokazuje jak dobrze potrafi grać – przegrywa kolejne mecze w niewytłumaczalny sposób.
Dziękuję za przeczytanie.

czwartek, 3 listopada 2016

Plusy i Minusy (1)

Dla tych co pamiętają początki mojego bloga to cykl „plusy i minusy” jest powrotem, dla tych co nie – nowością. Jak sama nazwa wskazuje, wpisy będą oparte na tym co mi się podobało w NBA, a co nie. Teksty nie mają bezpośredniego podziału, ale przy lekturze łatwo domyślić się co było plusem, a co minusem. Wracam do tej formuły, bo jest wygodna: chciałbym napisać o wydarzeniu x, ale jest za krótkie na oddzielny wpis, a za długie na tweeta. To miejsce pasuje do tego idealnie.
Uwaga: uzbierało mi się wyjątkowo dużo obrazków.
Julius Randle bandwagon
Lakers na początku sezonu są moją ulubioną drużyną do oglądania (Sixers z JoJo spadli na drugie miejsce, Nuggets awansowali na trzecie). Czuć powiew świeżości po Byronie Scotcie. Choć młodzi zawodnicy popełniają błędy to wygrywają i przegrywają razem – ogrywają się, co na pewno jest plusem.
Najbardziej na starcie zdziwił mnie Julius Randle, który ma czoło na tyle duże, że mogłoby służyć jako pas startowy dla samolotów. Skrzydłowy Lakers przede wszystkim ma przyjemne czucie piłki i widać, że dobrze czuje się w rozegraniu. Ogólnie dużo widzi na parkiecie i potrafi odegrać piłkę w odpowiednim momencie – tutaj też wykazuje sporą uniwersalność, bo są to nie tylko podania ze szczytu, ale też w tłoku, czy transition.

Druga rzecz, która zwróciła moją uwagę to łatwość Randle’a przy atakowaniu kosza w sytuacjach 1v1. Tutaj pomaga mu płynny kozioł. Potrafi wykorzystać korzystny dla siebie match-up i przepchać się do kosza w tłoku, zachowując przy tym zaskakującą jak na wysokiego grację. Wprawdzie Randle nie jest dobrym obrońcą – w końcu to dla niego dopiero drugi sezon w NBA – ale w ataku umie już dużo i jest na czym zawiesić oko.

Innymi słowy, Randle mnie kupił i czekam na dalszy progres. Mały bonusowy plusik dla Larry’ego Nance’a za tę zasłonę.

Emmanuel Mudiay w pick and rollu
Rozgrywający Nuggets dzięki swojej szybkości ma ogromną łatwość w przedostawaniu się do obręczy. Problemem jest wykańczanie akcji pod koszem – w zeszłym sezonie trafił 41,2% swoich rzutów, w obecnym – mała próbka – 39.1%. Wykazuje jednak ogromny potencjał w tym aspekcie i nie sposób mi z niego zrezygnować. Bo, gdy mu żre, to wygląda obiecująco.
Gdy nie, jest straszny.
W pick and rollu na piłce potrafi dużo – rozegrać, trafić szwankującego jumperka, czy właśnie zaatakować obręcz. Te momenty wykazał w meczu z Blazers, gdy pomyślałem to jest to. Tak ma to wyglądać. W 3 kwarcie tego spotkania niszczył dwójkowymi akcjami do spółki z Kennethem Fariedem ekipę z Portland. Poniżej zawarłem wszystko o czym wspomniałem, żeby pokazać tę wszechstronność Mudiaya: atak na kosz, za chwilę rzut z mid-range i przytomne odegranie do Kennetha Farieda.

Gdyby tylko potrafił utrzymać ten poziom, Nuggets – przy kilku mniejszych zmiennych – mogliby śmiało walczyć o play-offy. Naprawdę niewiele zabrakło, by drużyna z Denver wygrała swoje pierwsze 3 mecze.
Obrona Joela Embiida
To ile umie Embiid po niecałych trzech latach rozłąki z koszykówką – wow. Wspomnę o jego defensywie. Sixers z Kameruńczykiem na parkiecie tracą 94,8 punkty na 100 posiadań. Bez? 110,1. Co mi się rzuciło w oczy to czytanie gry przez Embiida.
Poniższy manewr podwojenia rozgrywającego przeciwnika wykonywał także w pre-season. Tutaj zamknął drogę Elfridowi Paytonowi i do spółki z Sergio Rodriguezem odebrał piłkę zawodnikowi Magic.
Druga rzecz – to jak miękko Embiid porusza się na nogach. The Process został przy obronie pick and rolla – wiedział, że Dennis Schroeder nie ma wielkiego zagrożenia rzutowego – i zaczekał na ruch przeciwnika. Gdy Embiid wyszedł z sytuacją 1v1 przeciwko rozgrywającemu Hawks, na tyle szybko się przemieszczał, że ten nie miał jak oddać rzutu.
Jeszcze jedno – Embiid jest wielki. W 3 pierwszych meczach zawodnicy próbujący kończyć na nim akcję tuż przy koszu trafiali 27,3%. Średnia wynosi 55,1%. Po prostu nie bardzo jest jak przerzucić wielkoluda – Millsap na załączonym obrazku próbuje świecą o tablicę zdobyć punkty, ale to się nie udaje. Takich akcji było zdecydowanie więcej, gdzie sam fakt, że jesteś decyduje o przestrzeleniu rzutu przez przeciwnika.
Nikogo nie obchodzi Jeff Teague
Nowy rozgrywający Pacers zaczął ten sezon katastrofalnie. Pomijając, że nie wiem jak można było oddać George’a Hilla za Jeffa Teague’a – będę podkreślał na każdym kroku jak niedoceniany jest Hill – to były gracz Hawks po prostu nie może się wstrzelić. W 4 meczach trafił 12,5% swoich rzutów i 6.7% trójek. Jest 1/15 z dystansu, cóż zdarza się. Tylko niepokojące może być, że pozycje, które ma z reguły są czyste. Np.
Albo:
Next one:
Nie będzie odkrywcze jeżeli powiem, że Teague po prostu musi takie sytuacje wykorzystywać. Bez tego Pacers nie staną się taką drużyną jaką oczekują, a Teague dalej nie będzie respektowany na dystansie.
Bucks – tłok pod koszem, a rzut za 3
Śmiesznie wygląda Giannis składający się do rzutu za 3. W meczu z Pelicans był 1 na 6 z dystansu, ale ten jeden rzut, który wpadł okazał się daggerem i zamknął spotkanie dla Bucks. Pelicans przyjęli słuszną taktykę, by odpuszczać koło linii za 3 Greka oraz Jabariego Parkera. Tutaj Greek Freak jest skutecznie prowokowany do rzutu, ale warto zwrócić uwagę jak daleko jest obrońca od Giannisa.
A tutaj Jabari (trafił):
Ta drużyna byłaby lepsza o jakieś 5-10 zwycięstw w sezonie, gdyby któryś z młodych skrzydłowych Bucks zaczął trafiać za 3. Na powyższych obrazkach defensor znacznie się wycofuje, a to neguje miejsce pod koszem do wszelkiego rodzaju ścięć. Nawet niekoniecznie dobra obrona wie o tym i zrobi wszystko, by szczególnie Giannis oddał jump-shot, aniżeli przedostał się do obręczy. Kwestia też na ile Grek będzie w stanie znaleźć strzelców w rogach parkietu.
To sytuacja, gdy obrońca – Buddy Hield – jedynie wycofywał się w stronę kosza, byle tylko zmusić Giannisa do rzutu, a nie lay-upu. Udało się, Greek Freak oddał trudny jumper po obrocie.
Ale. Coś co Bucks i Giannis mogą robić, gdy rywal zadekuje paint to rozrzucenie piłki na dystans. Bo nawet jeżeli drużyna z Milwaukee jest osłabiona przez brak Khrisa Middletona, to wciąż ma kilku niezłych snajperów za 3. Jest Delly, Mirza, czy Malcolm Brogdon, który wprawdzie nie może się wstrzelić z dystansu, ale pokazał się z na tyle dobrej strony, że wolę jego niż Rashada Vaughna.
Wracając do clue, w poniższej akcji na Giannisie skupionych jest pięciu – aż napisałem słownie – obrońców. Aż się prosi, by podać do wołającego o piłkę Delly’ego, co Grek dokładnie robi. Australijczyk trafia za 3 i wykorzystuje, że rywal zrobił wszystko byle tylko Giannis nie dostał się do obręczy.
WTF defensywa Warriors
Dwie podobne sytuację, jak obrona Warriors olała na dystansie strzelca, który w zeszłym sezonie trafiał 42% rzutów za 3. Byłem trochę w szoku jak to widziałem, nawet mając na uwadze, że GSW sobie bimba i fragmentami przechodzi obok meczów.
Zaczyna się od pick and rolla Suns. Dudley stawia zasłonę dla rozgrywającego i Warriors decydują się na podwojenie ball-handlera.
Dudley ucieka na linię za trzy, a Tyson Chandler, który nie nadążył za kontrą, w końcu dotarł na połowę Warriors i postawił kluczową zasłonę na Durancie. Bledsoe dalej kozłuje piłkę i w teorii ma na sobie dwóch obrońców. Biegnie w stronę linii rzutów wolnych. Zaza patrzy w grzybie.  
I to jest najbardziej szokująca część tej akcji. Bledsoe zaatakował przestrzeń między pomalowanym, a linią za 3 i zdecydował się na odegranie do Dudleya, który… jest sam. Jesteś sam to nie przyjdzie pies z kulawą nogą – to o Anthonym Davisie rapował kiedyś Małolat. Ma czystą pozycję i przetwarza ją na trójkę.
Druga sytuacja jest bliźniaczo podobna, różni się drobnymi szczegółami. Tym razem rozgrywający Suns – tutaj Brandon Knight – gra dwójkową akcję z Tysonem Chandlerem. Ball-handler znowu zostaje podwojony w pick and rollu, co naturalne zważywszy na zagrożenie jakie oferuje center Suns swoim rzutem. Kevin Durant odpowiada za Jareda Dudleya.
Tutaj jest kluczowe zagranie ze strony drużyny z Phoenix. Po tym jak Brandon Knight zaatakował pomalowane, Tyson Chandler postawił bardzo mądrą zasłonę bez piłki na KD. Inna sprawa, że Durant był za daleko od krytego zawodnika i nie do końca wiadomo po co decydował się na podążanie za piłką – Knight i tak nie miał jak podać rollującego Tysona.
Reszta jest znana. Knight podaje do wolnego Dudleya, który splaszuje trójkę jakby był złotym chłopcem. Warto pochwalić, że Suns potrafili wykorzystać takie prezenty Warriors.
Dziękuję za przeczytanie.

poniedziałek, 10 października 2016

Przewodnik Kibica 16/17: Milwaukee Bucks

Milwaukee Bucks po sezonie 14/15, w którym awansowali do play-offów mieli już nie spoglądać się za siebie. W przeciągu roku zrobili skok od najgorszej drużyny NBA na 15 zwycięstw do 5 miejsca na wschodzie i 41 wygranych. Wszyscy zachwycali się drugą najlepszą obroną w NBA, zasięgiem poszczególnych zawodników i przede wszystkim potencjałem: 20-letni Giannis Antetokounmpo pokazywał zalążki na gwiazdę, Khris Middleton udowadniał, że może być kimś więcej niż tylko solidnym starterem, a przecież w kolejnym sezonie miał wrócić jeszcze Jabari Parker, który przez kontuzje przedwcześnie skończył rozgrywki.
Ale często niedocenianym aspektem sukcesu zespołu była długość składu. Zaza Pachulia, Jared Dudley, nawet Ersan Illyasova, czy OJ Mayo dawali solidne minuty i uczyli żółtodziobów codzienności NBA. Latem 2015 pozbyto się pierwszych trzech graczy, by zrobić miejsce w salary-cup dla miśka w post Grega Monroe. I wydaje mi się, że tutaj popełniono błąd, którym było nie tyle podpisanie byłego zawodnika Pistons – to też – ale przede wszystkim wytworzyło się błędne przekonanie, że trzon weteranów jest łatwiej zastępowalny niż w rzeczywistości. Nie był. Bo sukces w sezonie 14/15 był w dużej mierze zasługą całego zespołu, a nie poszczególnych jednostek. Zamieniono trzech produktywnych zawodników jednym, który ze względu na szwankującą obronę i mizerny spacing zespołu nie pasował do podstawowych zawodników. To było trochę tak jak w filmie „Bierz forsę i w nogi”, w którym żona głównego bohatera mówi mu, że będą mieli dziecko i to jest jej prezent dla niego z okazji świąt, na co ten odpowiada, że chciał tylko krawat.
Nagle okazało się także, że najstarszym graczem pierwszej piątki Bucks jest 25-letni Greg Monroe. Choć talent poszczególnych zawodników nadal był momentami fun-to-watch, tak całość nie potrafiła się do końca dotrzeć i koniec końców Bucks rozczarowali na 33 zwycięstwa w sezonie 15/16. Brakowało postępów rzutowych Giannisa, Parkera i MCW i nagle okazało się, że jedynym godnym zaufania strzelcem za 3 jest Khris Middleton. Oczekiwania się nieco ostudziły, hype opadł i zaczęły pojawiać się pytania: czy Jabari Parker i Greak-Freak mogą ze sobą grać? Jaki jest sufit zespołu? Czy Jason Kidd nie ma przypadkiem za dużej wolności przy budowaniu składu (on stał za ściągnięciem Monroe i optował za dodaniem w drafcie 2015 – ten sam agent – Rashada Vaughna gdy zarząd wyraźnie naciskał na Bobby’ego Portisa, który ostatecznie trafił do Chicago)?
Sezon 16/17 miał pomóc wyjaśnić realną siłę Milwaukee Bucks i przywrócić przyjemność z oglądania w akcji młodych Koziołków, gdy nagle okazało się, że najlepszy zawodnik drużyny z Wisconsin poprzedniego sezonu – Khris Middleton – wypadł do marca. Szanse na play-offy znacznie zmalały i na barki Giannisa i Parkera spadła jeszcze większa odpowiedzialność. Czy podołają?
Rotacja:
PG: Matthew Dellavedova, Michael Carter-Williams, Orlando Johnson
SG: Khris Middleton (kontuzja), Malcolm Brogdon, Rashad Vaughn, Jason Terry, Jabari Brown
SF: Giannis Antetokounmpo, Michael Beasley, Steve Novak, JJ O’Brien
PF: Jabari Parker, Mirza Teletovic, Thon Maker
C: Miles Plumlee, Greg Monroe, John Henson
Pierwsza Piątka: Zacznijmy od najważniejszych kwestii. Giannis Antetokounmpo i Jabari Parker to niezaprzeczalnie siła Bucks. Obaj mieli bardzo obiecujące końcówki sezonu, zaraz po ASG. W tym okresie Grek, grając już jako podstawowy rozgrywający zespołu, notował średnio w 28 meczach: 19 punktów, 8.6 zbiórki, 7.2 asysty, 1.4 przechwytu i 1.9 bloku. Zdarzało się, że kryty bezpośrednio przez niższych point-guarów terroryzował przeciwników swoim zasięgiem i wzrostem.
To były pojedyncze fragmenty, bo atak z Giannisem na 1 stał. Dlatego na początku sezonu wydaje się, że Grek będzie prowadził grę z pozycji niskiego skrzydłowego. O ile Giannis może karcić przeciwnika w transition, semi-transition i dostając się pod kosz, tak problemem jest jego rzut i zasięg rzutowy. Momentami ten wygląda przyzwoicie i płynnie, ale dopóki jego forma rzutowa się nie ustabilizuje, rywale nadal będą mu przechodzili pod zasłonami i prowokowali do rzutów z dalszych odległości.
W pick-and-rollu na piłce zdobywał so-so 0.81 punktu na posiadanie, ale spodziewam się, że takich akcji będzie znacznie więcej, szczególnie, że Mason Plumlee jako człowiek od stawiania zasłon i rollowania do kosza to znacznie lepsza opcja niż mniej mobilny Greg Monroe. Dlatego też jeden-z-x-braci-Plumlee będzie starterem w Milwaukee, ewentualnie bardziej atletyczny i lepszy w defensywie John Henson. Jednak to z białym centrem Giannis wytworzył sobie lepszą chemię do dwójkowych akcji, co ma też odzwierciedlenie w statystykach. Plumlee pod koszem kończył solidne 61.7% i jako roller zdobywał świetne 1.44 punktu na posiadanie, przy kolejno 58.8% i 1.09 Hensona.
Przez wyczyny Giannisa, nieco umknęło to jak dobry był po meczu gwiazd Jabari Parker. W 28 meczach zaliczył średnio 19 punktów, 6.1 zbiórki, 2.2 asysty, 1.1 przechwytu na 50% z gry. W końcu można było dostrzec w nim dlaczego przed draftem 2014 był stawiany jako najbardziej NBA-ready zawodnik spośród całej klasy. I choć może nie był to jeszcze ten poziom, którego się po nim spodziewano, tak dał sygnał, że sezon niekoniecznie należy spisać na straty. Dał się poznać jako świetny slasher do kosza z niezłą grą w post (1.00ppp) i przyzwoitym rzutem z mid-range.
By Parker mógł stać się plusowym graczem i może nawet wejść na poziom All-stara musi zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, przydałoby się dołożyć rzut za 3. W zeszłym sezonie bał się rzucać z dystansu, trafił tylko 25.7% przy 0.5 próby na mecz. To jest o tyle zaskakujące, że w NCAA miał nieźle funkcjonującą trójkę (38/106). To także znacznie ułatwiłoby funkcjonowanie duetu Giannis-Jabari i otworzyłoby nowe możliwości na obwodzie Bucks. Po drugie, dobrze by było, gdyby Jabari stał się lepszym obrońcą. Gdy przeciwnik był pilnowany przez skrzydłowego Bucks trafiał średnio o 4.6p% więcej niż zazwyczaj. O ile Bucks w drugiej części sezonu byli mocno zależni od Parkera w ataku, tak obrona niesamowicie zyskiwała, gdy ten siedział na ławce. Nie wiem tylko, czy Parker ma do końca warunki, by stać się przynajmniej przeciętnym defensorem. Brakuje mu nieco zasięgu i wzrostu by bronić silniejszych rywali na 4, a przeciwko 3/ niskim-4 mobilności, ale liczę, że pewne rzeczy w pozycjonowaniu uda mu się poprawić. W każdym razie, jest najpewniejszą opcją punktową Bucks ze starterów i powinien przeistoczyć się w go-to-guya drużyny na przestrzeni sezonu.
Pierwszą piątkę uzupełnią podpisany w off-season z Cleveland Matthew Dellavedova – idealny zawodnik do gry z Giannisem jako off-guard, który nie potrzebuje piłki w rękach by być efektywnym, plus rozciągnie skostniały spacing drużyny i doda obronę – i… no właśnie, do końca nie wiadomo kto może zastąpić kontuzjowanego Khrisa Middletona. Możliwości jest kilka, ale żadna nie napawa szczególnym optymizmem. Bucks mają jedną z najgorszych rotacji na pozycjach 2/3 w lidze. Gdybym miał wybierać bezpośrednie zastępstwo, postawiłbym na 24-letniego debiutanta Malcolma Brogdona. Nie ma się co spodziewać po nim fajerwerków, ale nie powinien być wielkim obciążeniem w defensywie. W NCAA imponował w obronie. Ma niezły zasięg i wzrost, a co więcej mógłby rozciągnąć grę swoją trójką. W Virginii trafiał bardzo dobre 39.1% za 3. Wydaje mi się, że będzie lepszą opcją niż tragiczny w poprzednim sezonie drugoroczniak Rashad Vaughn. Ten zawodził w niemal każdym aspekcie swojej gry. W średnio 14.3 min trafiał 30.5% z gry i 29.3% za 3, dokładając do tego jedną z najgorszych w NBA obron. W Real-plus-minus tylko Archie Goodwin miał gorszy współczynnik wśród rzucających obrońców niż właśnie Vaughn. Mimo tego udało mu się przebić granicę 1000 minut w swoim pierwszym sezonie. Trudno znaleźć jakiś punkt zaczepienia, by powierzyć mu rolę startera, bo jak na typowego strzelca, jest po prostu za słabym strzelcem.
Istnieje możliwość, że Jason Kidd nie znajdzie zastępstwa dla Middletona jeden do jednego i wstawi do piątki strech-4 Mirzę Teletovica. Wtedy ustawienie wyglądałoby tak: Delly-Giannis-Jabari-Mirza-Plumlee. Odkąd Bośniak jest większym zagrożeniem za 3 niż którykolwiek z rzucających obrońców Bucks, taki wariant miałby zaskakująco dużo sensu. Zostałby zapewniony tak potrzebny spacing, a od początku grałaby sprawdzona i pewna opcja. To także pozwoliłoby przebywać jednocześnie na parkiecie dwóm zawodnikom na tę samą pozycję razem (Parker-Mirza) z powodzeniem dla drużyny. Bucks chcą grać Parkerem jak najwięcej, ale w zasadzie nie mogą sobie pozwolić na ograniczoną rolę tak dobrego strzelca jak Teletovic, przy tak ograniczonym shootingu zespołu. Nie zdziwią mnie też line-upy, gdy Milwaukee przejdzie niżej i duet Parker-Mirza zostanie przesunięty na pozycję 4-5.
Rezerwowi: Choć ławka Bucks jest nieco wąska to znajduje się na niej kilka solidnych opcji. Greg Monroe jako rezerwowy powinien grillować w post przeciwko innym rezerwowym line-upom. Indywidualnie nie miał tak złego sezonu jak wskazywałaby towarzysząca mu narracja, ale przede wszystkim potrzebował piłki, by być efektywnym, nie dodając wiele w obronie. Przez to też zabierał kolejne posiadania w ataku, które można było zagrać na Parkera, Middletona, czy Giannisa i na parkiecie przebywało zbyt wielu graczy domagających się piłki. Pierwsza piątka powinna oprzeć swoją grę na kontrach, atletyzmie i szybkości, przez co Moose nie do końca wpasowuje się w ten profil. A tak, Monroe będzie mógł funkcjonować jako instant-offense z ławki.
Najciekawszym rezerwowym jest dodany w drafcie kto-wie-ilu-letni weteran Thon Maker. Człowiek zagadka. Nie jestem pewien, czy przebije się od razu do rotacji, ale ma potencjał, by rozciągnąć grę z pozycji 4/5 i dodać jakieś rim-protection, hmpf? Do ogólnego zarysu drużyny – zasięg, długość, atletyzm – jak najbardziej pasuje, mierzy 216 cm, tylko problemem może być jego waga. 100 kg, na wysokiego, nawet teraz, to strasznie mało. Trudno też stwierdzić, ile gość bez żadnego doświadczenia, nawet na poziomie NCAA, może dać z marszu drużynie NBA. Inaczej patrzy się na niesprawdzonego 19-letniego zawodnika, a inaczej na 23-latka, który grał tylko na poziomie liceum i nagle okazuje się, że Maker jest obiema tymi postaciami. Jeżeli zaskoczy w NBA, kontrowersyjna kwestia jego wieku zejdzie nieco na bok. Jeżeli nie, to pewnie i tak o niej wszyscy zapomną.
Ławkę uzupełnią Michael – z tunelowym widzeniem na kosz – Beasley, wiecznie młody Michael Carter-Williams i podstarzały Jason Terry, który wprawdzie w obronie ledwo się rusza, tak w ataku zawsze może zapewnić jakąś 3 i będzie pozytywnym głosem w szatni.
Trener: Jason Kidd (bilans: 118-128, w Milwaukee: 74-90)
W czerwcu tego roku Jason Kidd otrzymał przedłużenie kontraktu do sezonu 2019/20 i nie jestem pewien na ile jest to dla Bucks dobra wiadomość. Z jednej strony, byłemu rozgrywającemu udało się w swoim pierwszym sezonie w Milwaukee stworzyć drugą obronę NBA – bez typowego rim-protectora, opartą na przecinaniu passing-lanes, długości i atletyzmie. Atak funkcjonował na zasadzie dobrych i mądrych zagrywek, bo próżno było wtedy szukać w składzie pewnych opcji punktowych. Talent Giannisa pod okiem Kidda także eksplodował. Z drugiej strony, Bucks stali się mocno zależni od swojego trenera. Dali mu dużą swobodę przy decyzjach personalnych co odbiło się na ściągnięciu do klubu takich graczy jak Monroe, MCW, czy Vaughn. Kidd jakby nie zdawał sobie sprawy jak bardzo taki przykładowy Moose, czy Carter-Williams nie pasuje profilem do i tak dziwnego trzonu Middleton-Giannis-Jabari. Mam wrażenie, że gdzieś w tym wszystkim coach Bucks się pogubił i zaburzył linearny rozwój drużyny. W między czasie było jeszcze kilka pomniejszych rzeczy jak brak odpowiedniego zachęcania Parkera do rzutów z dystansu, regres w obronie Middletona, nie-zawsze-takie-jak-być-powinno zaangażowanie w pracę trenerską, czy oddawanie dużej części swoich obowiązków asystentom.
Ryzyko: Rzut za 3, choć może nie będzie już aż tak dużym problemem jak sezon temu – 30 miejsce w oddanych próbach – nadal nim pozostanie. Wszystko obraca się wokół tego jak Kidd będzie rotował ustawieniami i, czy Giannis i przede wszystkim Parker dodadzą rzut trójkę do swojego arsenału. Jeżeli to są dwaj najważniejsi zawodnicy i każdy z nich ma grać po 35 minut na mecz to któryś z nich musi po prostu rozwinąć rzut z dystansu, żeby zabawa miała sens. Ścinanie do kosza jest słodkie, ale co lepsze defensywy spróbują je znacznie utrudnić, tamując paint i wypychając Milwaukee na dystans. Rywal powie: rzucaj. Trójka przynajmniej jednego z nich sprawi, że Bucks zrobią kolejny krok i staną się lepszym zespołem. Większą odpowiedzialność drużyn przeciwnych skupią na sobie też Delly i Mirza – 41% i 39% za 3 w zeszłym sezonie – co wiążę się z większą rolą niż mieli w poprzednich zespołach. Myślę, że podołają, ale zawsze pozostają wątpliwości, szczególnie, że w Milwaukee z zawodników, którzy w zeszłych rozgrywkach trafili więcej niż 30% za 3 żaden nie zagra.
Innym zmartwieniem jest tłok na pozycjach 4/5. Monroe/ Henson/ Plumlee, każdy oferuje nieco inne możliwości, ale na jednej pozycji. Pojawia się kwestia jak Kidd rozdzieli te minuty i czy w trakcie sezonu któryś z wysokich nie zostanie wymieniony. Największą wartość ma Moose, tylko przy absencji Middletona potrzebna jest osoba, która ma łatwość w zdobywaniu punktów. Stąd mimo wszystko zdecydowałbym się na przetrzymanie byłego gracza Pistons i na ewentualny trade zdecydowałbym się w okolicy trade-deadline, jeżeli Bucks do tego czasu odpadną z walki o play-offy.
Niepokojący jest również zastój Michaela Cartera-Williamsa, o którego postępach rzutowych należy raczej zapomnieć. Najprościej mówiąc, gdyby oddał pięć strzałów w 2-Paca, ten nadal by żył. Ma strasznie niepewną grę, bo choć jego wizja gry nie jest najgorsza, tak popełnia zbyt wiele strat. Ze względu na zasięg, wzrost i szybkość jest ok obrońcą. W ataku trudno przypisać mu jakąś rolę – wydawałoby się, że ze swoim wzrostem mógłby szukać punktów w post, ale tutaj zdobywał tragiczne 0.39ppp. Na pewno korzystniej odnalazłby się w drużynie z lepszymi strzelcami.
Jeszcze jedna kwestia to, czy Jason Kidd zdoła poprawić 22 obronę zeszłego sezonu. Wyglądało to źle i poleganie na takich graczach jak Beasley, Moose, czy Vaughn może niewiele zmienić. W składzie znajduje się kilku dobrych obrońców – Delly/ MCW/ Henson – ale to może być za mało by wyskoczyć z trzeciej dziesiątki.
Mocne Strony: Gra w transition/ atletyzm/ zasięg. Giannis i Jabari Parker to jedni z najlepszych zawodników coast-to-coast w lidze. W zeszłym sezonie Bucks zajęli 11 miejsce w punktach z kontry i wydaje mi się, że jest to element, w którym drzemie większy potencjał. Zasadniczo uważam, że im szybciej będą grały Kozły, tym lepszą będą drużyną. Może nie chodzi nawet o tę młodość i zamęczenie przeciwnika, ale Bucks powinni wykorzystywać jak najwięcej okazji, gdy obrona rywala nie jest jeszcze dobrze ustawiona. Wtedy młodzi gracze bez stabilnego rzutu będą mieli więcej miejsca do wszelkiego rodzaju ścięć bezpośrednio do kosza.