Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabari Parker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabari Parker. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 listopada 2016

Plusy i Minusy (1)

Dla tych co pamiętają początki mojego bloga to cykl „plusy i minusy” jest powrotem, dla tych co nie – nowością. Jak sama nazwa wskazuje, wpisy będą oparte na tym co mi się podobało w NBA, a co nie. Teksty nie mają bezpośredniego podziału, ale przy lekturze łatwo domyślić się co było plusem, a co minusem. Wracam do tej formuły, bo jest wygodna: chciałbym napisać o wydarzeniu x, ale jest za krótkie na oddzielny wpis, a za długie na tweeta. To miejsce pasuje do tego idealnie.
Uwaga: uzbierało mi się wyjątkowo dużo obrazków.
Julius Randle bandwagon
Lakers na początku sezonu są moją ulubioną drużyną do oglądania (Sixers z JoJo spadli na drugie miejsce, Nuggets awansowali na trzecie). Czuć powiew świeżości po Byronie Scotcie. Choć młodzi zawodnicy popełniają błędy to wygrywają i przegrywają razem – ogrywają się, co na pewno jest plusem.
Najbardziej na starcie zdziwił mnie Julius Randle, który ma czoło na tyle duże, że mogłoby służyć jako pas startowy dla samolotów. Skrzydłowy Lakers przede wszystkim ma przyjemne czucie piłki i widać, że dobrze czuje się w rozegraniu. Ogólnie dużo widzi na parkiecie i potrafi odegrać piłkę w odpowiednim momencie – tutaj też wykazuje sporą uniwersalność, bo są to nie tylko podania ze szczytu, ale też w tłoku, czy transition.

Druga rzecz, która zwróciła moją uwagę to łatwość Randle’a przy atakowaniu kosza w sytuacjach 1v1. Tutaj pomaga mu płynny kozioł. Potrafi wykorzystać korzystny dla siebie match-up i przepchać się do kosza w tłoku, zachowując przy tym zaskakującą jak na wysokiego grację. Wprawdzie Randle nie jest dobrym obrońcą – w końcu to dla niego dopiero drugi sezon w NBA – ale w ataku umie już dużo i jest na czym zawiesić oko.

Innymi słowy, Randle mnie kupił i czekam na dalszy progres. Mały bonusowy plusik dla Larry’ego Nance’a za tę zasłonę.

Emmanuel Mudiay w pick and rollu
Rozgrywający Nuggets dzięki swojej szybkości ma ogromną łatwość w przedostawaniu się do obręczy. Problemem jest wykańczanie akcji pod koszem – w zeszłym sezonie trafił 41,2% swoich rzutów, w obecnym – mała próbka – 39.1%. Wykazuje jednak ogromny potencjał w tym aspekcie i nie sposób mi z niego zrezygnować. Bo, gdy mu żre, to wygląda obiecująco.
Gdy nie, jest straszny.
W pick and rollu na piłce potrafi dużo – rozegrać, trafić szwankującego jumperka, czy właśnie zaatakować obręcz. Te momenty wykazał w meczu z Blazers, gdy pomyślałem to jest to. Tak ma to wyglądać. W 3 kwarcie tego spotkania niszczył dwójkowymi akcjami do spółki z Kennethem Fariedem ekipę z Portland. Poniżej zawarłem wszystko o czym wspomniałem, żeby pokazać tę wszechstronność Mudiaya: atak na kosz, za chwilę rzut z mid-range i przytomne odegranie do Kennetha Farieda.

Gdyby tylko potrafił utrzymać ten poziom, Nuggets – przy kilku mniejszych zmiennych – mogliby śmiało walczyć o play-offy. Naprawdę niewiele zabrakło, by drużyna z Denver wygrała swoje pierwsze 3 mecze.
Obrona Joela Embiida
To ile umie Embiid po niecałych trzech latach rozłąki z koszykówką – wow. Wspomnę o jego defensywie. Sixers z Kameruńczykiem na parkiecie tracą 94,8 punkty na 100 posiadań. Bez? 110,1. Co mi się rzuciło w oczy to czytanie gry przez Embiida.
Poniższy manewr podwojenia rozgrywającego przeciwnika wykonywał także w pre-season. Tutaj zamknął drogę Elfridowi Paytonowi i do spółki z Sergio Rodriguezem odebrał piłkę zawodnikowi Magic.
Druga rzecz – to jak miękko Embiid porusza się na nogach. The Process został przy obronie pick and rolla – wiedział, że Dennis Schroeder nie ma wielkiego zagrożenia rzutowego – i zaczekał na ruch przeciwnika. Gdy Embiid wyszedł z sytuacją 1v1 przeciwko rozgrywającemu Hawks, na tyle szybko się przemieszczał, że ten nie miał jak oddać rzutu.
Jeszcze jedno – Embiid jest wielki. W 3 pierwszych meczach zawodnicy próbujący kończyć na nim akcję tuż przy koszu trafiali 27,3%. Średnia wynosi 55,1%. Po prostu nie bardzo jest jak przerzucić wielkoluda – Millsap na załączonym obrazku próbuje świecą o tablicę zdobyć punkty, ale to się nie udaje. Takich akcji było zdecydowanie więcej, gdzie sam fakt, że jesteś decyduje o przestrzeleniu rzutu przez przeciwnika.
Nikogo nie obchodzi Jeff Teague
Nowy rozgrywający Pacers zaczął ten sezon katastrofalnie. Pomijając, że nie wiem jak można było oddać George’a Hilla za Jeffa Teague’a – będę podkreślał na każdym kroku jak niedoceniany jest Hill – to były gracz Hawks po prostu nie może się wstrzelić. W 4 meczach trafił 12,5% swoich rzutów i 6.7% trójek. Jest 1/15 z dystansu, cóż zdarza się. Tylko niepokojące może być, że pozycje, które ma z reguły czyste. Np.
Albo:
Next one:
Nie będzie odkrywcze jeżeli powiem, że Teague po prostu musi takie sytuacje wykorzystywać. Bez tego Pacers nie staną się taką drużyną jaką oczekują, a Teague dalej nie będzie respektowany na dystansie.
Bucks – tłok pod koszem, a rzut za 3
Śmiesznie wygląda Giannis składający się do rzutu za 3. W meczu z Pelicans był 1 na 6 z dystansu, ale ten jeden rzut, który wpadł okazał się daggerem i zamknął spotkanie dla Bucks. Pelicans przyjęli słuszną taktykę, by odpuszczać koło linii za 3 Greka oraz Jabariego Parkera. Tutaj Greek Freak jest skutecznie prowokowany do rzutu, ale warto zwrócić uwagę jak daleko jest obrońca od Giannisa.
A tutaj Jabari (trafił):
Ta drużyna byłaby lepsza o jakieś 5-10 zwycięstw w sezonie, gdyby któryś z młodych skrzydłowych Bucks zaczął trafiać za 3. Na powyższych obrazkach defensor znacznie się wycofuje, a to neguje miejsce pod koszem do wszelkiego rodzaju ścięć. Nawet niekoniecznie dobra obrona wie o tym i zrobi wszystko, by szczególnie Giannis oddał jump-shot, aniżeli przedostał się do obręczy. Kwestia też na ile Grek będzie w stanie znaleźć strzelców w rogach parkietu.
To sytuacja, gdy obrońca – Buddy Hield – jedynie wycofywał się w stronę kosza, byle tylko zmusić Giannisa do rzutu, a nie lay-upu. Udało się, Greek Freak oddał trudny jumper po obrocie.
Ale. Coś co Bucks i Giannis mogą robić, gdy rywal zadekuje paint to rozrzucenie piłki na dystans. Bo nawet jeżeli drużyna z Milwaukee jest osłabiona przez brak Khrisa Middletona, to wciąż ma kilku niezłych snajperów za 3. Jest Delly, Mirza, czy Malcolm Brogdon, który wprawdzie nie może się wstrzelić z dystansu, ale pokazał się z na tyle dobrej strony, że wolę jego niż Rashada Vaughna.
Wracając do clue, w poniższej akcji na Giannisie skupionych jest pięciu – aż napisałem słownie – obrońców. Aż się prosi, by podać do wołającego o piłkę Delly’ego, co Grek dokładnie robi. Australijczyk trafia za 3 i wykorzystuje, że rywal zrobił wszystko byle tylko Giannis nie dostał się do obręczy.
WTF defensywa Warriors
Dwie podobne sytuację, jak obrona Warriors olała na dystansie strzelca, który w zeszłym sezonie trafiał 42% rzutów za 3. Byłem trochę w szoku jak to widziałem, nawet mając na uwadze, że GSW sobie bimba i fragmentami przechodzi obok meczów.
Zaczyna się od pick and rolla Suns. Dudley stawia zasłonę dla rozgrywającego i Warriors decydują się na podwojenie ball-handlera.
Dudley ucieka na linię za trzy, a Tyson Chandler, który nie nadążył za kontrą, w końcu dotarł na połowę Warriors i postawił kluczową zasłonę na Durancie. Bledsoe dalej kozłuje piłkę i w teorii ma na sobie dwóch obrońców. Biegnie w stronę linii rzutów wolnych. Zaza patrzy w grzybie.  
I to jest najbardziej szokująca część tej akcji. Bledsoe zaatakował przestrzeń między pomalowanym, a linią za 3 i zdecydował się na odegranie do Dudleya, który… jest sam. Jesteś sam to nie przyjdzie pies z kulawą nogą – to o Anthonym Davisie rapował kiedyś Małolat. Ma czystą pozycję i przetwarza ją na trójkę.
Druga sytuacja jest bliźniaczo podobna, różni się drobnymi szczegółami. Tym razem rozgrywający Suns – tutaj Brandon Knight – gra dwójkową akcję z Tysonem Chandlerem. Ball-handler znowu zostaje podwojony w pick and rollu, co naturalne zważywszy na zagrożenie jakie oferuje center Suns swoim rzutem. Kevin Durant odpowiada za Jareda Dudleya.
Tutaj jest kluczowe zagranie ze strony drużyny z Phoenix. Po tym jak Brandon Knight zaatakował pomalowane, Tyson Chandler postawił bardzo mądrą zasłonę bez piłki na KD. Inna sprawa, że Durant był za daleko od krytego zawodnika i nie do końca wiadomo po co decydował się na podążanie za piłką – Knight i tak nie miał jak podać rollującego Tysona.
Reszta jest znana. Knight podaje do wolnego Dudleya, który splaszuje trójkę jakby był złotym chłopcem. Warto pochwalić, że Suns potrafili wykorzystać takie prezenty Warriors.
Dziękuję za przeczytanie.

poniedziałek, 10 października 2016

Przewodnik Kibica 16/17: Milwaukee Bucks

Milwaukee Bucks po sezonie 14/15, w którym awansowali do play-offów mieli już nie spoglądać się za siebie. W przeciągu roku zrobili skok od najgorszej drużyny NBA na 15 zwycięstw do 5 miejsca na wschodzie i 41 wygranych. Wszyscy zachwycali się drugą najlepszą obroną w NBA, zasięgiem poszczególnych zawodników i przede wszystkim potencjałem: 20-letni Giannis Antetokounmpo pokazywał zalążki na gwiazdę, Khris Middleton udowadniał, że może być kimś więcej niż tylko solidnym starterem, a przecież w kolejnym sezonie miał wrócić jeszcze Jabari Parker, który przez kontuzje przedwcześnie skończył rozgrywki.
Ale często niedocenianym aspektem sukcesu zespołu była długość składu. Zaza Pachulia, Jared Dudley, nawet Ersan Illyasova, czy OJ Mayo dawali solidne minuty i uczyli żółtodziobów codzienności NBA. Latem 2015 pozbyto się pierwszych trzech graczy, by zrobić miejsce w salary-cup dla miśka w post Grega Monroe. I wydaje mi się, że tutaj popełniono błąd, którym było nie tyle podpisanie byłego zawodnika Pistons – to też – ale przede wszystkim wytworzyło się błędne przekonanie, że trzon weteranów jest łatwiej zastępowalny niż w rzeczywistości. Nie był. Bo sukces w sezonie 14/15 był w dużej mierze zasługą całego zespołu, a nie poszczególnych jednostek. Zamieniono trzech produktywnych zawodników jednym, który ze względu na szwankującą obronę i mizerny spacing zespołu nie pasował do podstawowych zawodników. To było trochę tak jak w filmie „Bierz forsę i w nogi”, w którym żona głównego bohatera mówi mu, że będą mieli dziecko i to jest jej prezent dla niego z okazji świąt, na co ten odpowiada, że chciał tylko krawat.
Nagle okazało się także, że najstarszym graczem pierwszej piątki Bucks jest 25-letni Greg Monroe. Choć talent poszczególnych zawodników nadal był momentami fun-to-watch, tak całość nie potrafiła się do końca dotrzeć i koniec końców Bucks rozczarowali na 33 zwycięstwa w sezonie 15/16. Brakowało postępów rzutowych Giannisa, Parkera i MCW i nagle okazało się, że jedynym godnym zaufania strzelcem za 3 jest Khris Middleton. Oczekiwania się nieco ostudziły, hype opadł i zaczęły pojawiać się pytania: czy Jabari Parker i Greak-Freak mogą ze sobą grać? Jaki jest sufit zespołu? Czy Jason Kidd nie ma przypadkiem za dużej wolności przy budowaniu składu (on stał za ściągnięciem Monroe i optował za dodaniem w drafcie 2015 – ten sam agent – Rashada Vaughna gdy zarząd wyraźnie naciskał na Bobby’ego Portisa, który ostatecznie trafił do Chicago)?
Sezon 16/17 miał pomóc wyjaśnić realną siłę Milwaukee Bucks i przywrócić przyjemność z oglądania w akcji młodych Koziołków, gdy nagle okazało się, że najlepszy zawodnik drużyny z Wisconsin poprzedniego sezonu – Khris Middleton – wypadł do marca. Szanse na play-offy znacznie zmalały i na barki Giannisa i Parkera spadła jeszcze większa odpowiedzialność. Czy podołają?
Rotacja:
PG: Matthew Dellavedova, Michael Carter-Williams, Orlando Johnson
SG: Khris Middleton (kontuzja), Malcolm Brogdon, Rashad Vaughn, Jason Terry, Jabari Brown
SF: Giannis Antetokounmpo, Michael Beasley, Steve Novak, JJ O’Brien
PF: Jabari Parker, Mirza Teletovic, Thon Maker
C: Miles Plumlee, Greg Monroe, John Henson
Pierwsza Piątka: Zacznijmy od najważniejszych kwestii. Giannis Antetokounmpo i Jabari Parker to niezaprzeczalnie siła Bucks. Obaj mieli bardzo obiecujące końcówki sezonu, zaraz po ASG. W tym okresie Grek, grając już jako podstawowy rozgrywający zespołu, notował średnio w 28 meczach: 19 punktów, 8.6 zbiórki, 7.2 asysty, 1.4 przechwytu i 1.9 bloku. Zdarzało się, że kryty bezpośrednio przez niższych point-guarów terroryzował przeciwników swoim zasięgiem i wzrostem.
To były pojedyncze fragmenty, bo atak z Giannisem na 1 stał. Dlatego na początku sezonu wydaje się, że Grek będzie prowadził grę z pozycji niskiego skrzydłowego. O ile Giannis może karcić przeciwnika w transition, semi-transition i dostając się pod kosz, tak problemem jest jego rzut i zasięg rzutowy. Momentami ten wygląda przyzwoicie i płynnie, ale dopóki jego forma rzutowa się nie ustabilizuje, rywale nadal będą mu przechodzili pod zasłonami i prowokowali do rzutów z dalszych odległości.
W pick-and-rollu na piłce zdobywał so-so 0.81 punktu na posiadanie, ale spodziewam się, że takich akcji będzie znacznie więcej, szczególnie, że Mason Plumlee jako człowiek od stawiania zasłon i rollowania do kosza to znacznie lepsza opcja niż mniej mobilny Greg Monroe. Dlatego też jeden-z-x-braci-Plumlee będzie starterem w Milwaukee, ewentualnie bardziej atletyczny i lepszy w defensywie John Henson. Jednak to z białym centrem Giannis wytworzył sobie lepszą chemię do dwójkowych akcji, co ma też odzwierciedlenie w statystykach. Plumlee pod koszem kończył solidne 61.7% i jako roller zdobywał świetne 1.44 punktu na posiadanie, przy kolejno 58.8% i 1.09 Hensona.
Przez wyczyny Giannisa, nieco umknęło to jak dobry był po meczu gwiazd Jabari Parker. W 28 meczach zaliczył średnio 19 punktów, 6.1 zbiórki, 2.2 asysty, 1.1 przechwytu na 50% z gry. W końcu można było dostrzec w nim dlaczego przed draftem 2014 był stawiany jako najbardziej NBA-ready zawodnik spośród całej klasy. I choć może nie był to jeszcze ten poziom, którego się po nim spodziewano, tak dał sygnał, że sezon niekoniecznie należy spisać na straty. Dał się poznać jako świetny slasher do kosza z niezłą grą w post (1.00ppp) i przyzwoitym rzutem z mid-range.
By Parker mógł stać się plusowym graczem i może nawet wejść na poziom All-stara musi zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, przydałoby się dołożyć rzut za 3. W zeszłym sezonie bał się rzucać z dystansu, trafił tylko 25.7% przy 0.5 próby na mecz. To jest o tyle zaskakujące, że w NCAA miał nieźle funkcjonującą trójkę (38/106). To także znacznie ułatwiłoby funkcjonowanie duetu Giannis-Jabari i otworzyłoby nowe możliwości na obwodzie Bucks. Po drugie, dobrze by było, gdyby Jabari stał się lepszym obrońcą. Gdy przeciwnik był pilnowany przez skrzydłowego Bucks trafiał średnio o 4.6p% więcej niż zazwyczaj. O ile Bucks w drugiej części sezonu byli mocno zależni od Parkera w ataku, tak obrona niesamowicie zyskiwała, gdy ten siedział na ławce. Nie wiem tylko, czy Parker ma do końca warunki, by stać się przynajmniej przeciętnym defensorem. Brakuje mu nieco zasięgu i wzrostu by bronić silniejszych rywali na 4, a przeciwko 3/ niskim-4 mobilności, ale liczę, że pewne rzeczy w pozycjonowaniu uda mu się poprawić. W każdym razie, jest najpewniejszą opcją punktową Bucks ze starterów i powinien przeistoczyć się w go-to-guya drużyny na przestrzeni sezonu.
Pierwszą piątkę uzupełnią podpisany w off-season z Cleveland Matthew Dellavedova – idealny zawodnik do gry z Giannisem jako off-guard, który nie potrzebuje piłki w rękach by być efektywnym, plus rozciągnie skostniały spacing drużyny i doda obronę – i… no właśnie, do końca nie wiadomo kto może zastąpić kontuzjowanego Khrisa Middletona. Możliwości jest kilka, ale żadna nie napawa szczególnym optymizmem. Bucks mają jedną z najgorszych rotacji na pozycjach 2/3 w lidze. Gdybym miał wybierać bezpośrednie zastępstwo, postawiłbym na 24-letniego debiutanta Malcolma Brogdona. Nie ma się co spodziewać po nim fajerwerków, ale nie powinien być wielkim obciążeniem w defensywie. W NCAA imponował w obronie. Ma niezły zasięg i wzrost, a co więcej mógłby rozciągnąć grę swoją trójką. W Virginii trafiał bardzo dobre 39.1% za 3. Wydaje mi się, że będzie lepszą opcją niż tragiczny w poprzednim sezonie drugoroczniak Rashad Vaughn. Ten zawodził w niemal każdym aspekcie swojej gry. W średnio 14.3 min trafiał 30.5% z gry i 29.3% za 3, dokładając do tego jedną z najgorszych w NBA obron. W Real-plus-minus tylko Archie Goodwin miał gorszy współczynnik wśród rzucających obrońców niż właśnie Vaughn. Mimo tego udało mu się przebić granicę 1000 minut w swoim pierwszym sezonie. Trudno znaleźć jakiś punkt zaczepienia, by powierzyć mu rolę startera, bo jak na typowego strzelca, jest po prostu za słabym strzelcem.
Istnieje możliwość, że Jason Kidd nie znajdzie zastępstwa dla Middletona jeden do jednego i wstawi do piątki strech-4 Mirzę Teletovica. Wtedy ustawienie wyglądałoby tak: Delly-Giannis-Jabari-Mirza-Plumlee. Odkąd Bośniak jest większym zagrożeniem za 3 niż którykolwiek z rzucających obrońców Bucks, taki wariant miałby zaskakująco dużo sensu. Zostałby zapewniony tak potrzebny spacing, a od początku grałaby sprawdzona i pewna opcja. To także pozwoliłoby przebywać jednocześnie na parkiecie dwóm zawodnikom na tę samą pozycję razem (Parker-Mirza) z powodzeniem dla drużyny. Bucks chcą grać Parkerem jak najwięcej, ale w zasadzie nie mogą sobie pozwolić na ograniczoną rolę tak dobrego strzelca jak Teletovic, przy tak ograniczonym shootingu zespołu. Nie zdziwią mnie też line-upy, gdy Milwaukee przejdzie niżej i duet Parker-Mirza zostanie przesunięty na pozycję 4-5.
Rezerwowi: Choć ławka Bucks jest nieco wąska to znajduje się na niej kilka solidnych opcji. Greg Monroe jako rezerwowy powinien grillować w post przeciwko innym rezerwowym line-upom. Indywidualnie nie miał tak złego sezonu jak wskazywałaby towarzysząca mu narracja, ale przede wszystkim potrzebował piłki, by być efektywnym, nie dodając wiele w obronie. Przez to też zabierał kolejne posiadania w ataku, które można było zagrać na Parkera, Middletona, czy Giannisa i na parkiecie przebywało zbyt wielu graczy domagających się piłki. Pierwsza piątka powinna oprzeć swoją grę na kontrach, atletyzmie i szybkości, przez co Moose nie do końca wpasowuje się w ten profil. A tak, Monroe będzie mógł funkcjonować jako instant-offense z ławki.
Najciekawszym rezerwowym jest dodany w drafcie kto-wie-ilu-letni weteran Thon Maker. Człowiek zagadka. Nie jestem pewien, czy przebije się od razu do rotacji, ale ma potencjał, by rozciągnąć grę z pozycji 4/5 i dodać jakieś rim-protection, hmpf? Do ogólnego zarysu drużyny – zasięg, długość, atletyzm – jak najbardziej pasuje, mierzy 216 cm, tylko problemem może być jego waga. 100 kg, na wysokiego, nawet teraz, to strasznie mało. Trudno też stwierdzić, ile gość bez żadnego doświadczenia, nawet na poziomie NCAA, może dać z marszu drużynie NBA. Inaczej patrzy się na niesprawdzonego 19-letniego zawodnika, a inaczej na 23-latka, który grał tylko na poziomie liceum i nagle okazuje się, że Maker jest obiema tymi postaciami. Jeżeli zaskoczy w NBA, kontrowersyjna kwestia jego wieku zejdzie nieco na bok. Jeżeli nie, to pewnie i tak o niej wszyscy zapomną.
Ławkę uzupełnią Michael – z tunelowym widzeniem na kosz – Beasley, wiecznie młody Michael Carter-Williams i podstarzały Jason Terry, który wprawdzie w obronie ledwo się rusza, tak w ataku zawsze może zapewnić jakąś 3 i będzie pozytywnym głosem w szatni.
Trener: Jason Kidd (bilans: 118-128, w Milwaukee: 74-90)
W czerwcu tego roku Jason Kidd otrzymał przedłużenie kontraktu do sezonu 2019/20 i nie jestem pewien na ile jest to dla Bucks dobra wiadomość. Z jednej strony, byłemu rozgrywającemu udało się w swoim pierwszym sezonie w Milwaukee stworzyć drugą obronę NBA – bez typowego rim-protectora, opartą na przecinaniu passing-lanes, długości i atletyzmie. Atak funkcjonował na zasadzie dobrych i mądrych zagrywek, bo próżno było wtedy szukać w składzie pewnych opcji punktowych. Talent Giannisa pod okiem Kidda także eksplodował. Z drugiej strony, Bucks stali się mocno zależni od swojego trenera. Dali mu dużą swobodę przy decyzjach personalnych co odbiło się na ściągnięciu do klubu takich graczy jak Monroe, MCW, czy Vaughn. Kidd jakby nie zdawał sobie sprawy jak bardzo taki przykładowy Moose, czy Carter-Williams nie pasuje profilem do i tak dziwnego trzonu Middleton-Giannis-Jabari. Mam wrażenie, że gdzieś w tym wszystkim coach Bucks się pogubił i zaburzył linearny rozwój drużyny. W między czasie było jeszcze kilka pomniejszych rzeczy jak brak odpowiedniego zachęcania Parkera do rzutów z dystansu, regres w obronie Middletona, nie-zawsze-takie-jak-być-powinno zaangażowanie w pracę trenerską, czy oddawanie dużej części swoich obowiązków asystentom.
Ryzyko: Rzut za 3, choć może nie będzie już aż tak dużym problemem jak sezon temu – 30 miejsce w oddanych próbach – nadal nim pozostanie. Wszystko obraca się wokół tego jak Kidd będzie rotował ustawieniami i, czy Giannis i przede wszystkim Parker dodadzą rzut trójkę do swojego arsenału. Jeżeli to są dwaj najważniejsi zawodnicy i każdy z nich ma grać po 35 minut na mecz to któryś z nich musi po prostu rozwinąć rzut z dystansu, żeby zabawa miała sens. Ścinanie do kosza jest słodkie, ale co lepsze defensywy spróbują je znacznie utrudnić, tamując paint i wypychając Milwaukee na dystans. Rywal powie: rzucaj. Trójka przynajmniej jednego z nich sprawi, że Bucks zrobią kolejny krok i staną się lepszym zespołem. Większą odpowiedzialność drużyn przeciwnych skupią na sobie też Delly i Mirza – 41% i 39% za 3 w zeszłym sezonie – co wiążę się z większą rolą niż mieli w poprzednich zespołach. Myślę, że podołają, ale zawsze pozostają wątpliwości, szczególnie, że w Milwaukee z zawodników, którzy w zeszłych rozgrywkach trafili więcej niż 30% za 3 żaden nie zagra.
Innym zmartwieniem jest tłok na pozycjach 4/5. Monroe/ Henson/ Plumlee, każdy oferuje nieco inne możliwości, ale na jednej pozycji. Pojawia się kwestia jak Kidd rozdzieli te minuty i czy w trakcie sezonu któryś z wysokich nie zostanie wymieniony. Największą wartość ma Moose, tylko przy absencji Middletona potrzebna jest osoba, która ma łatwość w zdobywaniu punktów. Stąd mimo wszystko zdecydowałbym się na przetrzymanie byłego gracza Pistons i na ewentualny trade zdecydowałbym się w okolicy trade-deadline, jeżeli Bucks do tego czasu odpadną z walki o play-offy.
Niepokojący jest również zastój Michaela Cartera-Williamsa, o którego postępach rzutowych należy raczej zapomnieć. Najprościej mówiąc, gdyby oddał pięć strzałów w 2-Paca, ten nadal by żył. Ma strasznie niepewną grę, bo choć jego wizja gry nie jest najgorsza, tak popełnia zbyt wiele strat. Ze względu na zasięg, wzrost i szybkość jest ok obrońcą. W ataku trudno przypisać mu jakąś rolę – wydawałoby się, że ze swoim wzrostem mógłby szukać punktów w post, ale tutaj zdobywał tragiczne 0.39ppp. Na pewno korzystniej odnalazłby się w drużynie z lepszymi strzelcami.
Jeszcze jedna kwestia to, czy Jason Kidd zdoła poprawić 22 obronę zeszłego sezonu. Wyglądało to źle i poleganie na takich graczach jak Beasley, Moose, czy Vaughn może niewiele zmienić. W składzie znajduje się kilku dobrych obrońców – Delly/ MCW/ Henson – ale to może być za mało by wyskoczyć z trzeciej dziesiątki.
Mocne Strony: Gra w transition/ atletyzm/ zasięg. Giannis i Jabari Parker to jedni z najlepszych zawodników coast-to-coast w lidze. W zeszłym sezonie Bucks zajęli 11 miejsce w punktach z kontry i wydaje mi się, że jest to element, w którym drzemie większy potencjał. Zasadniczo uważam, że im szybciej będą grały Kozły, tym lepszą będą drużyną. Może nie chodzi nawet o tę młodość i zamęczenie przeciwnika, ale Bucks powinni wykorzystywać jak najwięcej okazji, gdy obrona rywala nie jest jeszcze dobrze ustawiona. Wtedy młodzi gracze bez stabilnego rzutu będą mieli więcej miejsca do wszelkiego rodzaju ścięć bezpośrednio do kosza.

czwartek, 11 lutego 2016

Kim jest Jabari Parker?

Jeżeli pamiętacie jeszcze kultowy serial „Przyjaciele” był odcinek, w którym Ross miał poważną dyskusję z Moną, jego ówczesną dziewczyną, o tym dokąd zmierza ich związek. Ross nie chciał tego robić – nie czuł się w takich rozmowach najlepiej, co gorsza nie było dobrej odpowiedzi na postawione pytanie. Dywagował o tym, że zabawnie spędza im się razem czas, ale widząc niezadowoloną minę swojej dziewczyny, dodał coś w stylu, że „sama zabawa nie wystarczy, to musi dokądś zmierzać”. Błądził strasznie i puentą rozmowy było oddanie klucza do swojego mieszkania – nie chciał za bardzo się angażować, a wyszło zupełnie na odwrót.

Piszę o tym, bo ta scena skojarzyła mi się z sytuacją Jabariego Parkera w Milwaukee. Bardzo trudno jest na teraz odpowiedzieć na pytanie dokąd zmierza kariera zawodnika Bucks. Jedna wielka niewiadoma. Sam klub musi zastanowić się na ile warto jest kierować przebudowę w kierunku Parkera. Czy jest w ogóle wystarczająco dobry, by to robić? Czy w przypadku Parkera możemy już doszukiwać się jakiś rozwiązań? Czy takowe w ogóle istnieje?

Podstawowy problem z Jabarim Parkerem jest taki, że za bardzo nie wiemy jakim zawodnikiem chce być. Do NBA przychodził z łatką stricte ofensywnego gracza, jako najbardziej gotowy produkt ze wszystkich zawodników. Zastanawiano się, czy przypadkiem niski skrzydłowy z Duke nie powinien być nr 1 w drafcie, w którym jako pierwszy poszedł Andrew Wiggins. Teraz wygląda to dosyć śmiesznie. Statystycznie blisko mu do Derricka Williamsa w jego drugim sezonie.

Póki co Jabari zawodzi – tak, pamiętam o kontuzji – i winę tutaj ponosi po części zawodnik, ale w dużej mierze sam klub.

Po kolei.

Spacing

Jabari Parker oddaje 54% swoich rzutów tuż spod kosza. Jego największym atutem jest dostawanie się właśnie pod obręcz i w tym celu wykorzystuje wszelkiego rodzaju ścięcia. To jego chleb powszedni. Często ustawia się na linii za 3, dzięki czemu teoretycznie wyciąga spod kosza silnego skrzydłowego przeciwnika. I jeżeli pozostali zawodnicy rozciągają grę to ma to sens. Spójrz na tego wysokiego pick and rolla granego przez Mayo i Monroe’a i zwróć uwagę, gdzie center Bucks wyciągnął Boguta.

Zawodnicy poza akcją – MCW i Middleton – czekali na dystansie, dzięki czemu pod koszem otworzyła się przestrzeń. Jabari dostał podanie w punkt. Draymond Green nawet nie zauważył, że Parker mu się urwał.

Ale tego typu akcje zazwyczaj nie są możliwe. Po pierwsze, w Milwaukee praktycznie nie ma kto rzucać z dystansu. Spacing nie istnieje. Ta drużyna oddaje najmniej jump-shotów w lidze. W docelowej piątce tylko Khris Middleton jest respektowanym strzelcem za 3 – trafia 41%. Michael Carter Williams trafia tylko 30% swoich trójek. Giannis rozwija ten element swojej gry, ale to wciąż 23% z dystansu. Greg Monroe w ogóle nie rzuca za 3, podobnie jak Jabari Parker, który oddał tylko 7 trójek w sezonie i nie trafił żadnej. Przez to, pod koszem robi się tłok – po co kryć zawodnika na dystansie jeżeli wiesz, że nie zagrozi ci rzutem? Przeciwnik o tym wie, dlatego zagęszcza okolice pomalowanego i utrudnia drogę do kosza.

To jeden z takich przykładów – Tony Allen całkowicie odpuścił krycie Giannisa w rogu, a Parker i MCW czekają na półdystansie. Z-Bo nawet nie zwraca uwagi na Jabariego. Skrzydłowy Bucks specjalnie nie może zagrozić bezpośrednio rzutem, w catch&shoot trafia tylko 30%. Pod koszem jest tłoczno jak w pociągu z Władysławowa na Hel. 

Piłka nie chodzi w małych odległościach i przede wszystkim o wiele trudniej jest atakować kosz w takich sytuacjach Parkerowi czy Giannisowi. Jeszcze jeden przykład – znowu Monroe rozprowadza grę, co robi często, ale znowu jest gęsto od zawodników przeciwnika. 

W tej akcji Jabari Parker ścina do kosza, ale Rudy Gobert ustawiony blisko kosza przecina podanie. Derrick Favors nawet nie patrzy w kierunku Parkera, co jest powtarzającą się rzeczą.

Rzut za 3
Gra w NBA dla Jabariego byłaby o wiele łatwiejsza, gdyby rzucał za 3. Ten, jak wspominałem, praktycznie nie oddaje rzutów z dystansu. Jest to o tyle dziwne, że jeszcze w NCAA trafiał 35.8% swoich trójek (38/106). Wydaje się, że prędzej czy później skrzydłowy Bucks doda rzut z dystansu, ale tak drastyczny spadek zaskakuje. W takiej sytuacji najlepiej by było otoczyć Parkera strzelcami z dystansu, ale jak wiemy to póki co nie jest możliwe. Zarówno Monroe i Giannis grają tym lepiej im bliżej kosza, podobnie jak Parker. Ci zawodnicy specjalnie się nie uzupełniają, a długimi fragmentami nawet dublują.

To jest trochę jak z pieczeniem ciasta – jeżeli masz dwa proszki do pieczenia, a nie masz masła to nic z tego nie wyjdzie. Dziwi mnie np. tak łatwe pozbycie się Jareda Dudleya, który dobrze dogadywał się z Giannisem i dodawał tak potrzebny rzut za 3. Na obecności zwyczajnego strech-4/ skrzydłowego z rzutem skorzystałby także Greg Monroe. Parker lepiej współgrałby ze strech-5 i w Milwaukee przydałby się taki gość jak np. Meyers Leonard. Liga zmierza w kierunku jak największej uniwersalności, przesuwa się w kierunku rzutu za trzy i po prostu nie możesz mieć na parkiecie jednocześnie 3 graczy bez rzutu z dystansu. Dołóż do tego rozgrywającego bez rzutu – MCW – i jest już 4. Tak się nie da, w Milwaukee nie ma kto rzucać i tracą na tym praktycznie wszyscy zawodnicy. Potrzeba zmian.

Obrona
Debiutanci często mają kłopoty w defensywie, a jako takiego możemy traktować Parkera, przez to że prawie cały zeszły sezon stracił przez kontuzje. Póki co wygląda to źle. Obrona Bucks często stara się podwajać zawodników, przede wszystkim odcinając drogę do paint, ale przez to zostawia niepilnowaną linię za 3. Liga zdaje się rozszyfrowała tak dobrze działającą w zeszłym sezonie obronę Bucks. Tylko 5 drużyn pozwala na więcej trójek niż Milwaukee i często zdarza się, że ktoś czeka niepilnowany. Taki sposób defensywy jest w ogóle dosyć ryzykowny, mając w składzie negatywnych obrońców jak Greg Monroe czy Jabari Parker. To prowadzi do prostych błędów, zgadnijcie do kogo piłkę poda Damian Lillard?

Ta akcja kończy się czystą trójką z dystansu Al-Farouqa Aminu. Dla Jabariego było już za późno i dosyć niepokojąco często ten jest w obronie zagubiony. Nie ma w zasadzie znaczenia czy broni zawodnika na piłce, czy bez piłki – w obu przypadkach nie za bardzo wie co robić. Po prostu nawet nie tyle jest w złym miejscu na parkiecie, co po prostu nie nadąża. Czasami mam wrażenie, że jest wolny albo trochę pulchniutki. Brakuje mu też masy. Jason Kidd stworzył mis-match w obronie, tak by Parker grając na 4 krył 3 przeciwnika, a Giannis jako 3 był odpowiedzialny za 4. Ale to też niewiele pomaga. Parker łatwo gubi się na zasłonach, przez co rywale lubią grać przez niego pick and rolle lub akcję pick and pop. To prowadzi do czystych pozycji i zobaczcie poniżej skąd Aminu wypuszcza piłkę, a gdzie jest zasięg Parkera.

Gdyby Parker był jedynym gorszym obrońcą w piątce to można by było jeszcze go na kimś schować. Ale pozostaje Monroe, co daje jeden z najgorszych frontcourtów w defensywie w całej NBA. Obaj kiepsko bronią obręczy, do tego Jabari często jest stawiany przed faktem dokonanym - doskoczyć do strzelca czy zostać przy koszu? Nie ma na to dobrej odpowiedzi, szczególnie że przy obręczy i tak nie robi wielkiej różnicy.

Z czasem w defensywie musi być lepszy, ale to będzie długi proces. Na dłuższą metę powinien się lepiej sprawdzić w obronie, grając z nieco zakurzonym Johnem Hensonem.

Reszta
Parker mocno polega jeszcze na grze w mid-range. Prawie 30% jego rzutów pochodzi właśnie z półdystansu, ale wpada już tylko 33%. To kiepski wynik i nie wiem z czego to wynika, bo jump-shot Jabariego wygląda dosyć płynnie. Te rzuty po prostu nie wpadają. Ale nie zmienia to faktu, że im dalej od kosza tym gorzej.

Pokazał kilka razy w tym sezonie swoją grę tyłem do kosza i tutaj zdobywa średnio 0.97 punktu na takie posiadanie. To na pewno pozytywny element, ale nie gra tego typu akcji często – zaledwie 38 razy atakował przez post. Ma niezłą pracę nóg i to jest dobry przykład jak potrafi wykreować sobie rzut w sytuacji 1v1. Na dobrym  obrońcy jakim jest Winslow efektownie zdobył punkty.

Warto jeszcze wspomnieć o grze w transition Parkera, dosyć dobrym czytaniu gry (czyli jednak robi coś dobrze w obronie!) oraz dunkach,  które póki co wychodzą mu najlepiej. Ale póki co ten sezon Jabariego jest dosyć rozczarowujący. Fajnie sprawdza się przy oglądaniu pojedynczych akcji, ale jest graczem bardzo jednowymiarowym. Do tego brakuje mu zasięgu i tak naprawdę trudno być podekscytowanym skrzydłowym, który nie broni, a większość punktów zdobywa spod kosza. To jest tym trudniejsze, oglądając co prezentują poszczególni zawodnicy z draftu 2015.

Co dalej?
Niewielkie są szanse, by za Parkera Milwaukee otrzymało coś tak kuszącego, że zdecydowałoby się go wymienić. Jego wartość nie jest teraz najwyższa, stąd nasuwa się oczywiste rozwiązanie – poszukać nowego klubu dla Monroe’a, MCW i ewentualnie Hensona. Sprowadzić jakiegoś combo-guarda z rzutem i kogoś na pozycję 3/4/5 z trójką. Może wtedy Jabari Parker wyglądał by lepiej?

Pewnie tak, ale wszystko wskazuje na to, że Bucks nie są jeszcze gotowi pozbywać się swojego centra. Podobnie jak w poprzednie lato, znowu bardziej będzie się liczył wizerunek klubu, aniżeli względy sportowe. Jak by to wyglądało, gdyby Milwaukee po pół roku pozbyło się jedynego poważnego wolnego agenta, który od niewiadomo kiedy wybrał drużynę z Wisconsin?

To bardzo śliska sprawa, która nie ma dobrego rozwiązania. Wymienisz Monroe’a i wypełnisz luki, ale potencjalnie odstraszysz przyszłych wolnych agentów. Zostawiając swojego centra dalej będziesz trzymał świetny, ale niepasujący element, który poniekąd hamuje rozwój młodych zawodników. To nawet nie jest nawet wybieranie mniejszego zła, bo obie wersje są złe.

Co do samego Jabariego Parkera nie pozostaje nic innego jak czekanie. Wciąż tak naprawdę niewiele o nim wiemy. A to co widzieliśmy nie jest specjalnie zachęcające. Nie pokazał jeszcze tej jednej rzeczy, w której mógłby być elitarny. To nie wróży dobrze. Ale mimo wszystko liczę na jego stopniowy progres, bo nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że Jabari Parker po prostu nie jest wystarczająco dobry.