Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joel Embiid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joel Embiid. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2017

Plusy i Minusy (6) – Dallas Mavericks są gospodarzami parku rozrywki Westworld

Dolores budzi się. Idzie na ganek porozmawiać ze swoim ojcem, który ostrzega ją przed niebezpieczeństwami czyhającymi na zewnątrz. 
Niektórzy wybierają dostrzeganie tylko brzydoty tego świata, nieładu. Ja wybieram dostrzeganie piękna. Wierzę, że w naszym bycie panuje porządek. Cel. Wiem, że wszystko obróci się tak jak powinno – odpowiada Dolores. 
Potem wyrusza na miasto, gdzie robi zakupy, by pod sklepem upuścić butelkę mleka. I zależnie od tego, kto podniesie ową butelkę – obcy, ukochany Teddy, czy sama Dolores – tak potoczy się scenariusz, którego zakończenie za każdym razem pozostawało identyczne. Reset. Tak więc, następnego dnia Dolores budziła się i niczego nieświadoma powtarzała te same czynności, tkwiąc w pętli. <spoiler> Na wzór powtarzalności zaprogramowany był każdy gospodarz parku rozrywki Westworld i mnóstwo czasu zajęło poszczególnym robotom przypominających ludzi zorientować się, że ich utopijna wizja rzeczywistości to iluzja i wielki przekręt. <koniec spoilera>
Czy Dallas Mavericks – którzy grają od 2011 roku jeden ten sam sezon – są w stanie doznać podobnego olśnienia?
Drużyna z Teksasu ma niepokojąco wiele wspólnego z gospodarzami wspaniałego serialu stacji HBO (Clippers z "Serią Niefortunnych Zdarzeń" od Netflixa). Spójrzcie na to w ten sposób: rokrocznie obserwujemy jak grupa weteranów, zadaniowców i Dirka za wszelką cenę heroicznie próbuje awansować do play-offów, by potem z nich zgodnie z przewidywaniami odpaść już w pierwszej rundzie. Pod wodzą Ricka Carlisle, wyłączając sezon mistrzowski, Mavs wygrali całą jedną serię od 2008 roku, mimo posiadania na ławce top-2 szkoleniowca w NBA. Dallas to po prostu od lat typowy zespół za dobry na czołowy wybór w drafcie – wait for it – a za słaby, by w najważniejszej fazie sezonu sprawić kłopoty klubom z górnej części tabeli. Powstała pętla, która rozgrywki w rozgrywki się powtarza.
Dlaczego więc nie spróbować wyjść z tej martwej strefy na jeden sezon i dać sobie szansę na wyciągnięcie zawodnika potencjalnie zmieniającego oblicze klubu? Mark Cuban wprawdzie takiego gracza w nadchodzącej klasie draftu nie widzi, bo gdyby takowych było dwóch lub trzech, to wtedy WIERZCIE MI skończylibyśmy z dwunastoma zwycięstwami. Jednak okoliczności na wystawienie białej flagi są sprzyjające dla Dallas jak współcześnie nie były nigdy.
Sufit Mavs jest wyjątkowo nisko, przez co ta drużyna aż się prosi o młody talent, który mógłby pomóc w przyszłości osiągnąć coś więcej niż tak cenne do widzenia na początku drabinki. Rozumiem też cel podejścia „byle wejść do play-offów, by poszukać okazji na przejście dalej, bo np. rywalowi przydarzy się kontuzja”, ale tabela na zachodzie ułożyła się tak, że jedyną niewiadomą jest to kto zajmie 8. pozycję i odpadnie po szybkim 0-4 z Warriors. Mavs nie są jedną z tych drużyn jak choćby Timberwolves, dla których awans do play-offów byłby naturalnym krokiem w rozwoju młodzieży i nawet szybkie odpadnięcie w ich przypadku wydaje się nieocenione. Co więcej, draft wygląda na niesamowicie silny, dzięki czemu przy odrobinie szczęścia doszedłby do Harrisona Barnesa drugi zawodnik wokół, którego potencjalnie można by było budować zespół.
Zabawna rzecz jest taka, że Mavericks są na tyle słabi jako całość, że ostatecznie mogą i tak skończyć z top-5 pickiem w drafcie. Byłoby to piękne przekazanie pałeczki od Dirka dla być może nowej twarzy Dallas, tylko ta nieświadomość w walce o cele może doprowadzić, że drużyna wygra 3-4 mecze więcej, dzięki czemu spadnie nieco w loterii. Detale, ale to one decydują, czy kończysz z Justise’em Winslowem, czy Terrym Rozierem (oczywiście musiał trafić rzut na dogrywkę z Portland po tym jak to napisałem).
Harrison Barnes w post
Skrzydłowy Dallas ma bardzo dobry sezon i jest jednym z niewielu jasnych młodzików Mavs – obok Doriana Finneya-Smitha – w rozgrywkach, w których Justin Anderson i Dwight Powell zatrzymali się w koszykarskim rozwoju. Barnes spędza większość czasu na parkiecie, grając jako niska 4 i przepychając się często z silniejszymi od siebie zawodnikami, zupełnie przy tym nie odpuszczając.
Ważnym elementem w arsenale 24-latka są akcje tyłem do kosza. Dla graczy, którzy mają więcej niż trzy posiadania w post na mecz, Barnes zdobywa 4. najwyższą średnią punktów – 0.99. Statystycznie więc, skrzydłowy notuje więcej punktów na posiadanie w post niż tacy gracze jak Boogie Cousins, LeBron James, Anthony Davis lub Al Jefferson, czy Marc Gasol. HB je przede wszystkim w sytuacjach, gdy po prostym pick and rollu wypracowany zostanie switch na niższego zawodnika i mamo jesteś ugotowany – a już szczególnie, kiedy Barnes otrzyma piłkę na lewym bloku skąd trafia 50%. 
Przeciwnik musi wybrać, czy podwajać 24-latka – co dla Mavs powinno być wodą na młyn – czy żyć z trafianymi rzutami Barnesa z post. Gracz Mavs pokazał kilkukrotnie, że potrafi uwolnić się z podwojeń – tych niezdecydowanych, w których chcesz podejść, ale nie wiesz, czy powinieneś – i wypracować czyste trójki dla pozostawianych zawodników, przez co nagle rywal nie oddaje już analitycznie złego rzutu z post, a znakomitą open-3.
Barnes to mądry koszykarz: często wybiera właściwe rozwiązania i dobrze widzieć, że po hejcie, który spadł na niego w koszulce Warriors odnalazł się szybko w nowym klubie.
Są rzadkie sytuacje, gdy center Jazz rozejrzy się wokół i uzna, że najlepszym rozwiązaniem jest wjazd w piłką do kosza.
To nowość w arsenale Francuza i kilka razy w tym sezonie pokazał, że potrafi zaatakować obręcz, jednocześnie kozłując piłkę. Jak wspominał Zach Lowe - piszcząc o Stevenie Adamsie, który wprowadził podobną nowość tylko z większą liczbą kozłów - jest to szczególnie trudne dla 7-footerów, a perfekcja w tym elemencie zajmuje lata.
Mała rzecz, ale kolejne zagrożenie dla przeciwnika i jeszcze jeden czynnik w ogromnym progresie głównego kandydata do nagrody DPOY. Spójrz jak łatwo Gobert wyżej dostał się do kosza: jeden kozioł, ale na tyle długie kroki, że z łatwością minął obrońcę.
Log-jam Sixers aka „gdy wraca Ben Simmons, ale masz za dużo zawodników na jedną pozycję”

Czekam na debiut Bena Simmonsa jak Cartman na debiut Nintento Wii. Najlepszy młody duet w lidze ze zjawiskowym Joelem Embiidem, Australijczykiem, potencjalnie top-5 – miejmy nadzieję rozgrywającym – draftu i ewentualnym wyborem Lakers. Jestem zapisany odkąd Ish Smith z Jahlilem Okaforem w styczniu zeszłego roku byli przez 3 tygodnie moją ulubioną drużyną do oglądania. Ale! W tym dobrobycie nieco problematyczną sytuacją już za chwileczkę będzie podzielenie minut na pozycjach 3 i 4. Spójrzmy jak wygląda to teraz:
Ersan Ilyasova – 28 min / mecz
Dario Sarić – 24min / mecz
Robert Covington – 30 min / mecz
Timothe Luwawu – 10 min/ mecz
Łącznie – 92 min / mecz
Do rozdania 96 minut: resztki, które stąd nie wyszły należą do Jeriana Granta, czy Hollisa Thompsona, ale ich już w klubie nie ma. I teraz pytanie, gdzie w tym wszystkim wcisnąć Simmonsa, który z czasem według zapowiedzi Bretta Browna ma grać również jako rozgrywający, nie point-forword. Załóżmy jednak, że początkowo będzie występował jako priorytetowa 4. Dodajmy do tego limit minut, niech będzie jak u Embiida na wejściu – 24. Więc:
PF, 48 min:
Simmons – 24 min
Ilyasova – 18 min
Sarić – 6 min
SF, 48 min:
Covington – 30 min
Sarić – 18 min
Hm? Ktoś może być poszkodowany. Sariciowi zdarza się grać od przyjścia Ilyasovy poza pozycją, jako niski skrzydłowy, a idealnie by był niską 4. Tylko to miejsce Simmonsa, który jest po Embiidzie najważniejszym zawodnikiem Sixers. Najłatwiej byłoby wyrzucić minuty Ilyasovy, tyle tylko, że:
NetRtg
Embiid, Ilyasova +9.9 w 427 min
Embiid, Sarić +4.6 w 313 min
Kameruńczyk ma nie tyle co świetną koneksję z Turkiem, a po prostu dobrze jest mu grać z kimś kto zapewnia spacing i jest jakimś tam zagrożeniem za 3. Ale trzeba będzie zrezygnować z minut – szczególnie, gdy Simmons zacznie grać ich po 30 – Saricia jako 4 – i wrzucić go poza pozycję na stałe, co nie jest dobrym rozwiązaniem dla nikogo – albo powiedzieć po turecku do widzenia Ilyasovie. I wtedy Sarić – który pokazuje kwadratowo wszystko po trochu, ale jejku jak brakuje mu szlifu – grałby już te 18 minut jako silny skrzydłowy przy wypoczynku Simmonsa i 1/4 czasu poza pozycją. Zobaczymy na co zdecyduje się Brown, bo jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to pojawi się log-jam. Ktoś straci minut, ktoś wypadnie – jak choćby Okafor – poza rotację, bo jest za dużo graczy na jedną pozycję, czy może dojdzie do jakiejś wymiany.
Przesadne rotacje w obronie Bucks
Milwaukee lubi sobie pomagać. W defensywie. I często przesadza w tym aspekcie, przez co atak przeciwnika sprawia wrażenie, że może być jeszcze lepszy niż w rzeczywistości. Chciałem pokazać pewne posiadanie, z którego już zrezygnowałem, ale zmieniłem zdanie, gdy je jeszcze raz zobaczyłem. Jedna z najdziwniejszych akcji w obronie, którą w tym sezonie widziałem. Zaczyna się tak:
Monroe boi się ewentualnego drive’u/ trójki Hardena i czeka wysoko – Giannis wyszedł do Harrella, za którego odpowiada center Bucks, zostawiając wysoko Arizę, co przy szybkości Greka jest zrozumiałe. Lider Rockets gra pick and rolla i oddaje piłkę do wysokiego, ale podejrzane jest to co zrobił w tej akcji Brogdon: czemu wyszedł do pomocy i zostawił wolnego w rogu Beverleya. Czy Harrell został z kimś pomylony, że czterech graczy skupiło na nim swoją uwagę?

Akcja kończy się czystą trójką z prawego rogu. Za dużo pomocy – Bucks naprawdę lubią to przedawkowywać – co jest szczególnie niebezpieczne z taką drużyną jak Rockets, która trafia najwięcej trójek w NBA, a decydujesz się zostawiać strzelców na dystansie kosztem nawet trudno stwierdzić czego. Spooky.

środa, 16 listopada 2016

Plusy i Minusy (2) – Ofensywne kłopoty Justise’a Winslowa

Od początku swojego drugiego sezonu w NBA, Justise Winslow ma ogromne problemy po ofensywnej stronie parkietu. To jedna z kilku przyczyn dlaczego Heat mają drugą od końca efektywność w ataku. Grają koszykówkę 4-1, z czterema skrzydłowymi, co w teorii ma pomóc w tworzeniu miejsca na parkiecie. W praktyce, brakuje zawodników, którzy mogą to wykorzystać i zagrozić swoim rzutem z dystansu.
- Mamy po prostu zbyt wielu graczy, którzy lubią dostawać się do kosza i tam kończyć akcję – mówi Winslow. - Rywale przez to starają się tamować paint.
To o czym wspomina były koszykarz Duke ma jak najbardziej sens. Jednak w dużej mierze przeciwnik może zabarykadować pomalowane, bo jest w stanie sobie pozwolić na odpuszczenie poszczególnych zawodników w rogach. Np. Winslowa, co na poniższym obrazku robi Kawhi Leonard, który wychodzi do pomocy w obronie pick and rolla i całkowicie zostawia „swojego” gracza.
Piłka zostaje rozrzucona do skrzydłowego Heat, ale ten nie decyduje się na rzut za 3 (21,4%), tylko ścięcie. Leonard doskoczył na czas do Winslowa, który szybkim kozłem go minął, ale pod koszem czekał już kolejny obrońca Spurs, przez co próba drugoroczniaka została zablokowana. Gdy Winslow finiszował akcję w paint było pięciu graczy drużyny z San Antonio.
Być może, stąd wynika fakt, że Winslow kończy przy wjazdach pod obręcz tylko 30% (w minionym sezonie 33,8%), a tuż pod koszem 40,6%. To kłopot, szczególnie dla zawodnika ze szwankującym rzutem. W catch and shoot, 20-latek trafia 20,7%, a w pull-upach 32,1% i póki co trudno wypatrywać poprawy. 33% z gry dla zawodnika, który oddaje w twojej drużynie najwięcej rzutów, to nie jest najlepszy prognostyk na przyszłość (chyba, że chcesz tankować, co wcale nie jest wykluczone).
Winslow nie jest jeszcze typem zawodnika, który wykreuje sobie pozycję rzutową, szczególnie z dalszej odległości. Póki co 100% jego trójek była po asyście, przy 96,9% w poprzednich rozgrywkach. Pod sam koniec drugiej kwarty przeciwko Spurs, Heat zagrali akcję po time-oucie na Winslowa. Pick and roll, 20-latek na piłce, następuje switch ze strony obrony SAS – co powinno ułatwić atakującemu – kozioł, kozioł, step back, air-ball. Sama mechanika uwolnienia się wyglądała nieźle, to nie był jeden z tych przypadków, gdzie zasługi odbiera defensor, nie. Tylko złożenie się do rzutu wyglądało zdecydowanie za wolno.
- Musimy wybierać lepsze rozwiązania, kiedy należy rozrzucić piłkę, a kiedy bezpośrednio kończyć – tłumaczy Winslow. Rozgrywanie to jedna z tych rzeczy, w której były gracz Duke robi małe kroczki do przodu. W meczu z Bulls miał efektownego loba do Hassana Whiteside’a, a w spotkaniu ze Spurs sprytne podanie kozłem po pick and rollu na łatwe punkty dla centra Heat.

Winslow będzie spędzał coraz więcej czasu z piłką w rękach i warto się przyglądać jak rozwinie się w tym elemencie. Rzutowo jest źle, ale ofensywa Heat jest wbrew pozorom lepsza ze skrzydłowym na parkiecie – 101,2 pktu na 100 posiadań, gdy Winslow gra i 85,1/ 100, gdy ten jest rezerwowym.
20-latkowi sprzyjają młodość – powinien stawać się tylko lepszy, oraz warunki – wszystko wskazuje, że Heat będą rozwijać swoich zawodników poprzez próbę wygrywania. Pat Riley nie jest specjalnie zaniepokojony ofensywną grą Winslowa i mówi, że ten „będzie jeszcze strzelcem w NBA”. Drugoroczniak już teraz przecież jest jednym z najlepszych obrońców w lidze, więc to jak dobrym zawodnikiem się stanie zależy od poprawy mechaniki rzutu i efektywności w ataku. Podstawy są, brakuje szlifu.
Michael Kidd Gilchrist na niższych zawodnikach
Skrzydłowy Hornets jest kolejnym zawodnikiem ze szwankującym rzutem. MKG nie trafił w tym sezonie jeszcze trójki (0/2), a większość prób spoza pola trzech sekund kończy się niepowodzeniem (6/24). Dzięki temu, przeciwnik może chować swoje najsłabsze ogniwo na 23-latku. Steve Clifford to jednak bardzo mądry trener, który potencjalny problem spróbuje obrócić w przewagę. Więc, gdy Nate McMillan desygnował niskiego (i słabego w defensywie) Montę Ellisa do krycia MKG, trener Hornets postanowił to wykorzystać i rozpisał trzy, czy cztery akcje na początku spotkania na Kidda-Gilchrista w post.
Zawodnikowi Hornets udało się przełożyć te sytuacje na punkty: jumperek, łatwe przedostanie się do kosza, hak, czy wymuszenie faulu. Póki co nie było takich akcji dużo – według NBA.com, MKG zdobył 8 punktów w 4 posiadaniach w post (2x wywalczone wolne i 2x trafiony rzut) – ale dobrze wiedzieć, że w razie potrzeby, Kidd-Gilchrist może karcić słabszych obrońców.
Pick and roll/pop z Jahlilem Okaforem, a z Joelem Embiidem
Oglądając mecz Rockets – Sixers, zdziwiło mnie nieco ustawienie Jahlila Okafora w pick and rollu. Zaraz po tym jak postawił zasłonę dla Sergio Rodrigueza, nastąpiło podwojenie ze strony Rockets na ball-handlerze. Wysoki Sixers nie zrobił jednak wiele, by stworzyć opcję do rozegrania dla Hiszpana. Nie został na półdystansie, a gdy wydawało się, że zaatakuje kosz, to zwolnił. Poniżej widać ustawienie Okafora i swoją drogą dobrą obronę tego pick and rolla przez Rockets.
Akcja została wycofana na skrzydło do Dario Saricia, który odegrał do Okafora na linię rzutów wolnych, ten złapał piłkę jedną ręką, zwolnił, zrobił przegląd pola i zdobył punkty w sytuacji 1v1.
Inaczej jest z Joelem Embiidem, który otwiera nowe możliwości dla Sixers w grze pick and pop. Bo ewentualnie może popować do linii za 3, skąd grozi rzutem. Okaforowi zdarzało się rozciągać aż na dystans – ma miejsce by się rozpędzić – ale obrońca wie, że może sobie pozwolić na odpuszczenie Big Jaha i poczekać na ruch centra. Natomiast Embiid jest realnym zagrożeniem za trzy, skąd trafia 50% przy 2 próbach na mecz. Przez to podwojenia na rozgrywającym mogą być jeszcze bardziej kosztowne, gdy JoJo będzie odpuszczany przy pick and pop, co obronom się nadal przytrafia.
Jednak chodzi tylko o zagrożenie i stworzenie miejsca do zagrania, bo nawet jeżeli JoJo nie zdecyduje się na rzut, to zawsze może trafić na gorzej ustawionego obrońcę, który przecież musi wrócić na swoją pozycję.
Brandon Ingram jako playmaker
Zdarza się, że Luke Walton decyduje się na oddanie piłki w ręce Brandona Ingrama, tak by skrzydłowy wyprowadzał akcje drużyny. To ciekawy zabieg, gdzie Lakers mogą ustawić dwóch strzelców-rozgrywających w rogach i dwóch zawodników bliżej linii rzutów wolnych, którzy mają na celu postawić zasłony bez piłki dla typowych scorerów (wariacja zagrywki Horns, tylko z #3, a nie #1 jako ball-handlerem). Coś takiego:
Dzięki temu, wybiegający gracz z rogu na szczyt/ linię FT, przy dobrej zasłonie może od razu otworzyć sobie dobrą pozycję do rzutu – duże zagrożenie dla takich graczy jak D’Angelo Russell, Jordan Clarkson, Lou Williams, czy Nick Young. Na powyższym przykładzie Lakers zagrali w ten sposób dwukrotnie w jednej akcji: pierw Russell wybiegł na szczyt, nie udało się zgubić obrońcy, więc spróbowali wykonać to samo po drugiej stronie. Tarik Black postawił dobrą zasłonę, dzięki której uwolnił się na czystą pozycję wybiegający Clarkson. Russell zbiegł do środka i potem na szczyt, Clarkson po obwodzie.
Nets spróbowali odpowiedzieć podwojeniem Ingrama.
Wtedy Lakers grali niskim składem, rozstawienie pozostało identyczne. W tej sytuacji jeden ze screenerów wyszedł do pick and rolla, przez co Nets strapowowali Chudego.
Pułapka była na tyle nieskuteczna, że Ingram zdołał odegrać piłkę do Randle’a, który łatwo zgubił Luisa Scolę. Ale defensywa przez to, że nie wyszła skutecznie ze swoim ryzykownym zagraniem została łatwo podziurkowana. Po wyjściu z trapa nagle otworzyły się wolne pozycje.
Dziękuje za przeczytanie.

czwartek, 3 listopada 2016

Plusy i Minusy (1)

Dla tych co pamiętają początki mojego bloga to cykl „plusy i minusy” jest powrotem, dla tych co nie – nowością. Jak sama nazwa wskazuje, wpisy będą oparte na tym co mi się podobało w NBA, a co nie. Teksty nie mają bezpośredniego podziału, ale przy lekturze łatwo domyślić się co było plusem, a co minusem. Wracam do tej formuły, bo jest wygodna: chciałbym napisać o wydarzeniu x, ale jest za krótkie na oddzielny wpis, a za długie na tweeta. To miejsce pasuje do tego idealnie.
Uwaga: uzbierało mi się wyjątkowo dużo obrazków.
Julius Randle bandwagon
Lakers na początku sezonu są moją ulubioną drużyną do oglądania (Sixers z JoJo spadli na drugie miejsce, Nuggets awansowali na trzecie). Czuć powiew świeżości po Byronie Scotcie. Choć młodzi zawodnicy popełniają błędy to wygrywają i przegrywają razem – ogrywają się, co na pewno jest plusem.
Najbardziej na starcie zdziwił mnie Julius Randle, który ma czoło na tyle duże, że mogłoby służyć jako pas startowy dla samolotów. Skrzydłowy Lakers przede wszystkim ma przyjemne czucie piłki i widać, że dobrze czuje się w rozegraniu. Ogólnie dużo widzi na parkiecie i potrafi odegrać piłkę w odpowiednim momencie – tutaj też wykazuje sporą uniwersalność, bo są to nie tylko podania ze szczytu, ale też w tłoku, czy transition.

Druga rzecz, która zwróciła moją uwagę to łatwość Randle’a przy atakowaniu kosza w sytuacjach 1v1. Tutaj pomaga mu płynny kozioł. Potrafi wykorzystać korzystny dla siebie match-up i przepchać się do kosza w tłoku, zachowując przy tym zaskakującą jak na wysokiego grację. Wprawdzie Randle nie jest dobrym obrońcą – w końcu to dla niego dopiero drugi sezon w NBA – ale w ataku umie już dużo i jest na czym zawiesić oko.

Innymi słowy, Randle mnie kupił i czekam na dalszy progres. Mały bonusowy plusik dla Larry’ego Nance’a za tę zasłonę.

Emmanuel Mudiay w pick and rollu
Rozgrywający Nuggets dzięki swojej szybkości ma ogromną łatwość w przedostawaniu się do obręczy. Problemem jest wykańczanie akcji pod koszem – w zeszłym sezonie trafił 41,2% swoich rzutów, w obecnym – mała próbka – 39.1%. Wykazuje jednak ogromny potencjał w tym aspekcie i nie sposób mi z niego zrezygnować. Bo, gdy mu żre, to wygląda obiecująco.
Gdy nie, jest straszny.
W pick and rollu na piłce potrafi dużo – rozegrać, trafić szwankującego jumperka, czy właśnie zaatakować obręcz. Te momenty wykazał w meczu z Blazers, gdy pomyślałem to jest to. Tak ma to wyglądać. W 3 kwarcie tego spotkania niszczył dwójkowymi akcjami do spółki z Kennethem Fariedem ekipę z Portland. Poniżej zawarłem wszystko o czym wspomniałem, żeby pokazać tę wszechstronność Mudiaya: atak na kosz, za chwilę rzut z mid-range i przytomne odegranie do Kennetha Farieda.

Gdyby tylko potrafił utrzymać ten poziom, Nuggets – przy kilku mniejszych zmiennych – mogliby śmiało walczyć o play-offy. Naprawdę niewiele zabrakło, by drużyna z Denver wygrała swoje pierwsze 3 mecze.
Obrona Joela Embiida
To ile umie Embiid po niecałych trzech latach rozłąki z koszykówką – wow. Wspomnę o jego defensywie. Sixers z Kameruńczykiem na parkiecie tracą 94,8 punkty na 100 posiadań. Bez? 110,1. Co mi się rzuciło w oczy to czytanie gry przez Embiida.
Poniższy manewr podwojenia rozgrywającego przeciwnika wykonywał także w pre-season. Tutaj zamknął drogę Elfridowi Paytonowi i do spółki z Sergio Rodriguezem odebrał piłkę zawodnikowi Magic.
Druga rzecz – to jak miękko Embiid porusza się na nogach. The Process został przy obronie pick and rolla – wiedział, że Dennis Schroeder nie ma wielkiego zagrożenia rzutowego – i zaczekał na ruch przeciwnika. Gdy Embiid wyszedł z sytuacją 1v1 przeciwko rozgrywającemu Hawks, na tyle szybko się przemieszczał, że ten nie miał jak oddać rzutu.
Jeszcze jedno – Embiid jest wielki. W 3 pierwszych meczach zawodnicy próbujący kończyć na nim akcję tuż przy koszu trafiali 27,3%. Średnia wynosi 55,1%. Po prostu nie bardzo jest jak przerzucić wielkoluda – Millsap na załączonym obrazku próbuje świecą o tablicę zdobyć punkty, ale to się nie udaje. Takich akcji było zdecydowanie więcej, gdzie sam fakt, że jesteś decyduje o przestrzeleniu rzutu przez przeciwnika.
Nikogo nie obchodzi Jeff Teague
Nowy rozgrywający Pacers zaczął ten sezon katastrofalnie. Pomijając, że nie wiem jak można było oddać George’a Hilla za Jeffa Teague’a – będę podkreślał na każdym kroku jak niedoceniany jest Hill – to były gracz Hawks po prostu nie może się wstrzelić. W 4 meczach trafił 12,5% swoich rzutów i 6.7% trójek. Jest 1/15 z dystansu, cóż zdarza się. Tylko niepokojące może być, że pozycje, które ma z reguły są czyste. Np.
Albo:
Next one:
Nie będzie odkrywcze jeżeli powiem, że Teague po prostu musi takie sytuacje wykorzystywać. Bez tego Pacers nie staną się taką drużyną jaką oczekują, a Teague dalej nie będzie respektowany na dystansie.
Bucks – tłok pod koszem, a rzut za 3
Śmiesznie wygląda Giannis składający się do rzutu za 3. W meczu z Pelicans był 1 na 6 z dystansu, ale ten jeden rzut, który wpadł okazał się daggerem i zamknął spotkanie dla Bucks. Pelicans przyjęli słuszną taktykę, by odpuszczać koło linii za 3 Greka oraz Jabariego Parkera. Tutaj Greek Freak jest skutecznie prowokowany do rzutu, ale warto zwrócić uwagę jak daleko jest obrońca od Giannisa.
A tutaj Jabari (trafił):
Ta drużyna byłaby lepsza o jakieś 5-10 zwycięstw w sezonie, gdyby któryś z młodych skrzydłowych Bucks zaczął trafiać za 3. Na powyższych obrazkach defensor znacznie się wycofuje, a to neguje miejsce pod koszem do wszelkiego rodzaju ścięć. Nawet niekoniecznie dobra obrona wie o tym i zrobi wszystko, by szczególnie Giannis oddał jump-shot, aniżeli przedostał się do obręczy. Kwestia też na ile Grek będzie w stanie znaleźć strzelców w rogach parkietu.
To sytuacja, gdy obrońca – Buddy Hield – jedynie wycofywał się w stronę kosza, byle tylko zmusić Giannisa do rzutu, a nie lay-upu. Udało się, Greek Freak oddał trudny jumper po obrocie.
Ale. Coś co Bucks i Giannis mogą robić, gdy rywal zadekuje paint to rozrzucenie piłki na dystans. Bo nawet jeżeli drużyna z Milwaukee jest osłabiona przez brak Khrisa Middletona, to wciąż ma kilku niezłych snajperów za 3. Jest Delly, Mirza, czy Malcolm Brogdon, który wprawdzie nie może się wstrzelić z dystansu, ale pokazał się z na tyle dobrej strony, że wolę jego niż Rashada Vaughna.
Wracając do clue, w poniższej akcji na Giannisie skupionych jest pięciu – aż napisałem słownie – obrońców. Aż się prosi, by podać do wołającego o piłkę Delly’ego, co Grek dokładnie robi. Australijczyk trafia za 3 i wykorzystuje, że rywal zrobił wszystko byle tylko Giannis nie dostał się do obręczy.
WTF defensywa Warriors
Dwie podobne sytuację, jak obrona Warriors olała na dystansie strzelca, który w zeszłym sezonie trafiał 42% rzutów za 3. Byłem trochę w szoku jak to widziałem, nawet mając na uwadze, że GSW sobie bimba i fragmentami przechodzi obok meczów.
Zaczyna się od pick and rolla Suns. Dudley stawia zasłonę dla rozgrywającego i Warriors decydują się na podwojenie ball-handlera.
Dudley ucieka na linię za trzy, a Tyson Chandler, który nie nadążył za kontrą, w końcu dotarł na połowę Warriors i postawił kluczową zasłonę na Durancie. Bledsoe dalej kozłuje piłkę i w teorii ma na sobie dwóch obrońców. Biegnie w stronę linii rzutów wolnych. Zaza patrzy w grzybie.  
I to jest najbardziej szokująca część tej akcji. Bledsoe zaatakował przestrzeń między pomalowanym, a linią za 3 i zdecydował się na odegranie do Dudleya, który… jest sam. Jesteś sam to nie przyjdzie pies z kulawą nogą – to o Anthonym Davisie rapował kiedyś Małolat. Ma czystą pozycję i przetwarza ją na trójkę.
Druga sytuacja jest bliźniaczo podobna, różni się drobnymi szczegółami. Tym razem rozgrywający Suns – tutaj Brandon Knight – gra dwójkową akcję z Tysonem Chandlerem. Ball-handler znowu zostaje podwojony w pick and rollu, co naturalne zważywszy na zagrożenie jakie oferuje center Suns swoim rzutem. Kevin Durant odpowiada za Jareda Dudleya.
Tutaj jest kluczowe zagranie ze strony drużyny z Phoenix. Po tym jak Brandon Knight zaatakował pomalowane, Tyson Chandler postawił bardzo mądrą zasłonę bez piłki na KD. Inna sprawa, że Durant był za daleko od krytego zawodnika i nie do końca wiadomo po co decydował się na podążanie za piłką – Knight i tak nie miał jak podać rollującego Tysona.
Reszta jest znana. Knight podaje do wolnego Dudleya, który splaszuje trójkę jakby był złotym chłopcem. Warto pochwalić, że Suns potrafili wykorzystać takie prezenty Warriors.
Dziękuję za przeczytanie.

wtorek, 27 września 2016

Przewodnik Kibica 2016/17: Philadelphia 76ers

Podczas roastu 76ers na r/nba jeden z użytkowników napisał, że film "Filadelfia" z Tomem Hanksem pierwotnie miał być o mężczyźnie umierającym powolną śmiercią od oglądania meczów Sixers, ale twórcy uznali ten motyw za zbyt depresyjny, więc zmienili go na AIDS. Czas na nowe. To może być sezon, w którym klub z Filadelfii przestanie być zbiorem memów, a stanie się konkurencyjnym dla innych zespołem. Proces Sixers wchodzi w drugą, przyspieszoną i znacznie przyjemniejszą fazę. Pora sprawdzić na ile wykiełkują zebrane nasiona.
W szeregach Sixers można wyczuć sporo optymizmu jak na drużynę, która w poprzednim sezonie wygrała 10 z możliwych 82 meczów. Jednak nie ma się co dziwić. W końcu po trzyletnim tankowaniu, procentowo najgorszej frekwencji w lidze, ten zespół zdaje się mieć może nie tyle ręce i nogi, co przynajmniej tułów i głowę.
Obecny stan rzeczy to głównie owoc pracy Sama Hinkiego, w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Choć sam proces był długimi fragmentami bolesny to dzięki niemu udało się zgarnąć numer 1 w poprzednim drafcie i prawdopodobnie największy talent w postaci Bena Simmonsa - niską 4, wprawdzie bez rzutu, lecz z wizją gry i wspaniałym podaniem, co już zdążyliśmy zobaczyć podczas ligi letniej. Do zdrowia powraca Joel Embiid po tym jak dwa i pół roku temu przedwcześnie skończył sezon na uniwersytecie w Kansas. Od tego czasu konieczne były dwie operacje prawej stopy, które uniemożliwiły Kameruńczykowi grę w profesjonalną koszykówkę. Pozostało nam jedynie obserwowanie nielicznych highlightów, które wyciekały z jego treningów, czy śledzenie mediów społecznościowych, w których jedynie Rysiek Jefferson na Snapchacie może mu się równać. Jednak Embiid nareszcie ma wrócić i pytanie jak dużą rdzę pozostawiły po sobie niecałe trzy lata odpoczynku od poważnej koszykówki.
Oczekiwania, choć nieco ostudzone przez szereg niefortunnych okoliczności, nadal są spore. Embiid to jeden z tych tzw. późnych talentów. Zaczął grać w basket dopiero w wieku 16 lat, ale już w NCAA, mając 19 lat, dał się poznać jako dominator. W niemal każdym meczu dodawał od siebie coś nowego, a tempo jego rozwoju było naprawdę imponujące. Jeżeli w przypadku Kameruńczyka - pobożne życzenie - dopisze zdrowie to wciąż ma potencjał na bycie najlepszym zawodnikiem Sixers. Bo jest to talent na miarę Karla-Anthony’ego Townsa czy Anthony’ego Davisa. Ale przede wszystkim musi być zdrowy, by z Simmonsem stworzyć przyszłość Sixers.
Żeby nie było też tak dobrze, w Filadelfii pozostaje nierozwiązany problem na pozycji centra i jest to po części wina Sama Hinkiego. Zobaczcie o ile łatwiej byłoby Sixers, gdyby w 2015 roku w drafcie - wtedy jeszcze GM Szóstek - postawił na PG/ SG lub gdyby Lakers nie wygrali z nr 2 D’Angelo Russella. Już sezon wcześniej można było stworzyć jakiś zalążek: pick and rolle np. Mudiaya z Noelem, który w tych kombinacjach wyglądał bardzo dobrze z zawodnikiem pokroju Isha Smitha. A tak pojawił się tylko log-jam.
Postawienie na Jahlila Okafora sprawiło, że obecnie będzie trzech graczy - każdy z nich potrzebuje czasu - na tę samą pozycję. I żaden prawdopodobnie nie będzie mógł ze sobą grać (może Embiid-Noel). Wydaje się, że któryś z dwójki Okafor/ Noel zostanie wymieniony, być może jeszcze przed startem sezonu, tylko kwestią pozostaje to co uda się Sixers otrzymać w zamian. Najlepiej, aby do Filadelfii trafił rozgrywający/ rzucający obrońca wiekowo zbliżony do Simmonsa, Embiida i Noela/ Okafora, tak by trzon zespołu wszedł w swój prime-time w mniej więcej tym samym czasie.
Łatwiej jednak powiedzieć niż zrobić, głównie dlatego, że mało która drużyna ma wakat na pozycji centra i jednocześnie coś interesującego do zaproponowania. Sixers tak naprawdę nigdy nie mieli też jakiejkolwiek przewagi negocjacyjnej, w końcu każdy GM w NBA wie, że Philly potrzebuje rozluźnienia wśród wysokich. Jeżeli miałoby dojść do wymiany to mam wrażenie, że wartość Okafora jest w tym momencie wyższa, tylko zapotrzebowanie na rynku na centrów o podobnych parametrach - bestia w post bez obrony i trójki - nie wygląda dla byłego zawodnika Duke obiecująco. Prościej byłoby znaleźć nowy dom dla Noela, którego zdecydowanie łatwiej można wpasować do jakiejkolwiek drużyny. Jego zestaw umiejętności - rim-runner z obroną - jest mało inwazyjny i nie wymaga wielkich roszad w składzie. Wystarczy dobry w pick and rollach rozgrywających i strech-4, aby Noel mógł działać w podobnej roli jak Tyson Chandler, czy DeAndre Jordan.
Dla samych zainteresowanych, jak i Sixers, byłoby dobrze, gdyby do wymiany doszło jeszcze przed sezonem, tak by nie łudzić się, że posiadanie trzech wartościowych graczy na tę samą pozycję ma sens. Każdy z nich potrzebuje gry w jak najlepszych dla siebie warunkach, inaczej wpłynie to niekorzystnie na ich rozwój, czego przykładem może być poprzedni sezon Sixers i męczarnie jakie przeżywali ze sobą Noel i Okafor, przebywając razem na parkiecie.
Nie ma gwarancji, że projekt, który rozpoczął Sam Hinkie i kontynuuje w przyspieszonym tempie i innym formacie Bryan Colangelo wypali. Wciąż pozostaje sporo niepewności, czy całość będzie funkcjonować, ale przynajmniej widać już jakiś zalążek: ten sezon powinien pokazać, że w Filadelfii są zawodnicy - na bardzo wczesnym etapie swojej kariery - którym można zaufać i przede wszystkim wokół, których można budować normalny zespół.
Rotacja:
PG: Jerryd Bayless, Sergio Rodriguez, Ben Simmons, TJ McConnell
SG: Gerald Henderson, Timothe Luwawu, Hollis Thomson, Nik Stauskas
SF: Robert Convington, Dario Saric, Timothe Luwawu, Jerami Grant
PF: Ben Simmons, Dario Saric, Robert Convington, Richaun Holmes, Elton Brand
C: Nerlens Noel, Jahlil Okafor, Joel Embiid
Pierwsza Piątka: Możliwości/ zmian jest sporo. Sixers nie będą już składem D-League, a drużyną koszykówki z perspektywicznymi zawodnikami otoczonymi przeciętnymi weteranami. Ben Simmons będzie podstawowym rozgrywającym Sixers z pozycji numer 4, stąd na 1 dobrym uzupełnieniem powinien być Jerryd Bayless. Ten niekoniecznie potrzebuje piłkę w rękach by być przydatnym: w poprzednim sezonie trafiał lepiej za trzy (43,7%) niż z gry (42,3%) i wystąpi w podobnej roli jak w Milwaukee obok Giannisa Antetokounmpo - rozgrywającego. Z tą różnicą, że teraz będzie szukał trójek po podaniach Bena Simmonsa.
Dario Saric, kolejny skrzydłowy z dobrym czuciem piłki, wydaje się, że zacznie sezon z ławki: Chorwat może prowadzić grę rezerwowych. Stąd na pozycji niskiego skrzydłowego postawiłbym na Roberta Covingtona.
To będzie jego czwarty sezon zawodnika, który stylem gry przypomina wyrób prosto z Doliny Krzemowej. Wprawdzie Covington trafiał zaledwie 39% z gry i 35% za trzy, to jego częstotliwość rzutów za trzy w stosunku do rzutów za dwa sprzyja mocno analityce. W zeszłym sezonie oddawał średnio 7,2 trójek na mecz, przy tylko 3,4 próbach za dwa. Jego liczba rzutów na mecz raczej spadnie i kwestia, by potrafił je lepiej przetwarzać. Dobrym prognostykiem są sytuacje catch&shoot, w których trafiał efektywne 57% i generalnie jest zawodnikiem, który mocno polega na wykreowaniu mu dogodnych pozycji rzutowych. Przede wszystkim wyróżnia się jednak w obronie: w poprzednich rozgrywkach był 3 w kategorii Defensive Real Plus Minus, tuż za Kawhim Leonardem i LeBronem Jamesa. Jest w stanie kryć kilka pozycji i to też jeszcze jeden powód, by - przynajmniej na początku - zaczynał przed Dario Saricem, który może mieć kłopot z kryciem atletycznych graczy. Z czasem myślę, że Simmons - o czym wspominał Brett Brown - będzie występował jako 1, co stworzyłoby miejsce dla Chorwata jako niskiej 4.
Ewentualnie, Brown może próbować niekonwencjonalnych ustawień z dwoma wysokimi, Simmonsem jako rozgrywającym i Saricem na 3. Taki line-up mocno zabierałby i tak skomplikowany w tej drużynie spacing, ale - nie wiem… - może pozwoliłoby wykorzystać potencjał najlepszych posiadanych zawodników. Gdy niemal każdy szuka small-ballu, ciekawym eksperymentem byłoby pójście w drugą stronę i sprawdzenie big-ballu, szczególnie przy zawodnikach jakimi dysponuje Brett Brown.
Rezerwowi: Wszystko wskazuje, że Nerlens Noel zacznie sezon w pierwszej piątce  i - jeżeli nie dojdzie do wymiany - Jahlil Okafor będzie pierwszą opcją w ataku z ławki, co w teorii nie jest złym pomysłem. Przy jego umiejętnościach w grze 1v1 będzie mógł dalej karcić centrów rywali w ataku, a w obronie - przeciwko rezerwowym - jego braki nie będą tak widoczne. Inna sprawa jak Okafor przyjąłby rolę rezerwowego w takim zespole jak Sixers. Joel Embiid z ławki przy restrykcjach minutowych ma sens i podobnie jak Okafor, przeciwko rezerwowym line-upom będzie mógł grillować, co więcej: jego wejście do NBA przebiegnie płynniej. Na początku nie zostanie rzucony na głęboką wodę, tylko powoli zacznie łapać utracony rytm.
Dario Saric z ławki nie będzie aż tak dublował się z Simmonsem, chociaż zobaczymy dużo line-upów, w których ta dwójka zagra obok siebie. Kwestia na ile pewny będzie rzut za 3 Chorwata: w zeszłym sezonie w Eurolidze trafiał solidne 40%, w dwóch wcześniejszych rozgrywkach po 31%. Nieco niepokojące mogły być Igrzyska w Rio, podczas których trafił ledwie 26% rzutów za 3. Dał się jednak poznać jako przyszłościowy all-around player i w zasadzie to chorwacki Ben Simmons z na pewno lepszym rzutem za 3. Problemem Sarica pozostaje jednak to, że Sixers dodali do składu jego bardziej utalentowaną wersję.
Na pewno dobrą rzeczą jest większa liczba w składzie ball-handlerów. W zeszłych rozgrywkach najlepszym kozłującym był Ish Smith, teraz jest przynajmniej 3 zawodników z wartościowym rozegraniem. Prócz wspomnianych Simmonsa i Sarica rotację poszerzono o Sergio Rodrigueza: 30-letniego PG reprezentacji Hiszpanii i MVP Euroligi z 2014 roku, który może być najlepszym graczem w pick-and-rollu Sixers. W poprzednim sezonie notował w barwach Realu Madryt 12 punktów i 6,1 asysty na mecz. Trafiał także 41% za trzy i choć ze swoją obroną będzie dużym obciążeniem to przy kulawym spacingu zespołu powinien być z ławki wartościowym wzmocnieniem.
Do rotacji powinien przebić się debiutant Timothe Luwawu: to ten typ 3&D skrzydłowego, który jest obecnie mocno ceniony w obecnej NBA. Istnieje szansa, że zobaczymy ustawienie złożone właśnie z czterech skrzydłowych i centra: Simmons-Luwawu-Covington-Saric-Noel/Embiid, które w teorii wygląda obiecująco w defensywie. Nie byłbym też zdziwiony, gdyby Nik Stauskas wypadł całkowicie z rotacji i musiał powoli szukać nowego klubu w Europie, czy Chinach.
Trener: Brett Brown (47-199). Ani razu nie zdarzyło się, by Brett Brown w swojej trzyletniej przygodzie z Sixers przekroczył granicę 20 zwycięstw w sezonie, bo oczywiście nie taki był cel zespołu. Sytuacja, w której postawiony był przez zarząd trener drużyny z Filadelfii wskazywałaby, że tak naprawdę nie wiemy jakim szkoleniowcem jest Brown. Dawał sygnały, że ma potencjał na bycie bardzo dobrym trenerem, ale ani razu nie mógł pokazać pełni swoich możliwości. W końcu pracował z najgorszym składem w lidze przez trzy lata i choć nie kazano mu wygrywać, dwa razy nie skończył na dnie tabeli, co w ostatecznym rozrachunku nie było najlepszym pomysłem. W ostatnim sezonie chyba był zmuszony do bardziej perfidnego tankowania, szczególnie na początku rozgrywek zdarzało się, że gdy Sixers w końcówkach potrzebowali punktów to Brown podejmował dziwne decyzje i np. sadzał na ławce Okafora. Teraz w końcu powinno być inaczej. Brown będzie miał szanse, aby pokazać co potrafi: skład jakim dysponuje, choć ogromnie daleki od ideału, jest i tak najlepszym jaki otrzymał od GM-ów Sixers.
Ryzyko: Zdrowie Joela Embiida to zawsze ryzyko.
Rzut Bena Simmonsa to problem, który wraz z biegiem sezonu musi być coraz mniejszy. Oglądając Australijczyka podczas ligi letniej, miałem wrażenie, że ten bał się rzucać, nawet gdy był całkowicie odpuszczany przez przeciwników. W NBA nic się nie zmieni, Simmons będzie zostawiany nie tyle nawet na linii za 3, ale też na półdystansie: kwestia, by debiutant włożył mnóstwo pracy w udoskonalenie swojego rzutu. To prowadzi do kolejnego problemu, o którym było głośno podczas pobytu Simmonsa w LSU, czyli jego wątpliwym podejściu. Czasami przechodził obok meczów i nie wyglądał jakby mu zależało, co odbijało się na defensywie i grze Australijczyka.
O tłoku na pozycjach centra wspominałem we wstępie i to coś na co należy zwrócić szczególną uwagę. Na tym polu mogą pojawić się jakieś niesnaski, czy wycieki do mediów, że dany zawodnik jest niezadowolony ze swojej liczby minut. Nerlens Noel już wspominał, że cała sytuacja z trzema starterami wśród centrów jest głupia i nie ma żadnego sensu. Co więcej, wymierzył cios w zarząd, dodając, że wraz z odejściem Sama Hinkiego można się było spodziewać jakichkolwiek ruchów ze strony rodziny Colangelo.
Nerlensowi Noelowi kończy się po sezonie kontrakt i center - o ile będzie jeszcze w klubie - może zacząć kręcić nosem i szukać ucieczki, jeżeli Sixers nie zaproponują mu maksymalnej umowy.
Warto dodać jeszcze pucz, który odbył się z pomocą Adama Silvera i przejęcie sterów Sixers przez rodzinę Colangelo. Pozostał spory niesmak przy “odejściu” Sama Hinkiego z klubu i ciekawy będzie kierunek jaki zostanie obrany przez zarząd. Czy Sixers zaczną szukać bardziej doraźnych rozwiązań już teraz, czy na spokojnie zgarną wysoki wybór w drafcie 2017 i wtedy wejdą w tryb “win-now”. W zanadrzu posiadają chroniony w top-3 pick Lakers.
Mocne strony: Potencjał i powiew świeżości. Sixers to zespół na początku drogi i choć będzie wiele nocy, kiedy wyraźnie będą odstawać od przeciwników, to w końcu powinniśmy zobaczyć kierunek, w którym zmierza ta drużyna. Może sam zespół nie powala, jednak oglądanie takich zawodników jak Simmons, Embiid, czy Saric będzie przyjemne niezależnie od wyników. Szczególnie w tych dwóch pierwszych nazwiskach drzemie talent, którego dawno w Filadelfii nie widziano.
Obrona, przy optymalnym zestawieniu powinna także - nie do przesady - stać się mocną strona. Brett Brown w sezonie 14/15 z ogórków i Nerlensa Noela stworzył 12 defensywę NBA, więc przy lepszym personelu może ponownie wskoczyć do drugiej dziesiątki.
Podoba mi się też, że do drużyny już od początku sezonu dodano weteranów takich jak Brand, Henderson, czy Bayless, którzy nie zahamują rozwoju młodych graczy, a pozytywnie wpłyną na atmosferę i grę poszczególnych zawodników. U Sama Hinkiego próżno było tego szukać. Młodzi byli rzucani z miejsca na głęboką wodę i brakowało doświadczonych głosów w szatni.