Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philadelphia 76ers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philadelphia 76ers. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2017

Plusy i Minusy (6) – Dallas Mavericks są gospodarzami parku rozrywki Westworld

Dolores budzi się. Idzie na ganek porozmawiać ze swoim ojcem, który ostrzega ją przed niebezpieczeństwami czyhającymi na zewnątrz. 
Niektórzy wybierają dostrzeganie tylko brzydoty tego świata, nieładu. Ja wybieram dostrzeganie piękna. Wierzę, że w naszym bycie panuje porządek. Cel. Wiem, że wszystko obróci się tak jak powinno – odpowiada Dolores. 
Potem wyrusza na miasto, gdzie robi zakupy, by pod sklepem upuścić butelkę mleka. I zależnie od tego, kto podniesie ową butelkę – obcy, ukochany Teddy, czy sama Dolores – tak potoczy się scenariusz, którego zakończenie za każdym razem pozostawało identyczne. Reset. Tak więc, następnego dnia Dolores budziła się i niczego nieświadoma powtarzała te same czynności, tkwiąc w pętli. <spoiler> Na wzór powtarzalności zaprogramowany był każdy gospodarz parku rozrywki Westworld i mnóstwo czasu zajęło poszczególnym robotom przypominających ludzi zorientować się, że ich utopijna wizja rzeczywistości to iluzja i wielki przekręt. <koniec spoilera>
Czy Dallas Mavericks – którzy grają od 2011 roku jeden ten sam sezon – są w stanie doznać podobnego olśnienia?
Drużyna z Teksasu ma niepokojąco wiele wspólnego z gospodarzami wspaniałego serialu stacji HBO (Clippers z "Serią Niefortunnych Zdarzeń" od Netflixa). Spójrzcie na to w ten sposób: rokrocznie obserwujemy jak grupa weteranów, zadaniowców i Dirka za wszelką cenę heroicznie próbuje awansować do play-offów, by potem z nich zgodnie z przewidywaniami odpaść już w pierwszej rundzie. Pod wodzą Ricka Carlisle, wyłączając sezon mistrzowski, Mavs wygrali całą jedną serię od 2008 roku, mimo posiadania na ławce top-2 szkoleniowca w NBA. Dallas to po prostu od lat typowy zespół za dobry na czołowy wybór w drafcie – wait for it – a za słaby, by w najważniejszej fazie sezonu sprawić kłopoty klubom z górnej części tabeli. Powstała pętla, która rozgrywki w rozgrywki się powtarza.
Dlaczego więc nie spróbować wyjść z tej martwej strefy na jeden sezon i dać sobie szansę na wyciągnięcie zawodnika potencjalnie zmieniającego oblicze klubu? Mark Cuban wprawdzie takiego gracza w nadchodzącej klasie draftu nie widzi, bo gdyby takowych było dwóch lub trzech, to wtedy WIERZCIE MI skończylibyśmy z dwunastoma zwycięstwami. Jednak okoliczności na wystawienie białej flagi są sprzyjające dla Dallas jak współcześnie nie były nigdy.
Sufit Mavs jest wyjątkowo nisko, przez co ta drużyna aż się prosi o młody talent, który mógłby pomóc w przyszłości osiągnąć coś więcej niż tak cenne do widzenia na początku drabinki. Rozumiem też cel podejścia „byle wejść do play-offów, by poszukać okazji na przejście dalej, bo np. rywalowi przydarzy się kontuzja”, ale tabela na zachodzie ułożyła się tak, że jedyną niewiadomą jest to kto zajmie 8. pozycję i odpadnie po szybkim 0-4 z Warriors. Mavs nie są jedną z tych drużyn jak choćby Timberwolves, dla których awans do play-offów byłby naturalnym krokiem w rozwoju młodzieży i nawet szybkie odpadnięcie w ich przypadku wydaje się nieocenione. Co więcej, draft wygląda na niesamowicie silny, dzięki czemu przy odrobinie szczęścia doszedłby do Harrisona Barnesa drugi zawodnik wokół, którego potencjalnie można by było budować zespół.
Zabawna rzecz jest taka, że Mavericks są na tyle słabi jako całość, że ostatecznie mogą i tak skończyć z top-5 pickiem w drafcie. Byłoby to piękne przekazanie pałeczki od Dirka dla być może nowej twarzy Dallas, tylko ta nieświadomość w walce o cele może doprowadzić, że drużyna wygra 3-4 mecze więcej, dzięki czemu spadnie nieco w loterii. Detale, ale to one decydują, czy kończysz z Justise’em Winslowem, czy Terrym Rozierem (oczywiście musiał trafić rzut na dogrywkę z Portland po tym jak to napisałem).
Harrison Barnes w post
Skrzydłowy Dallas ma bardzo dobry sezon i jest jednym z niewielu jasnych młodzików Mavs – obok Doriana Finneya-Smitha – w rozgrywkach, w których Justin Anderson i Dwight Powell zatrzymali się w koszykarskim rozwoju. Barnes spędza większość czasu na parkiecie, grając jako niska 4 i przepychając się często z silniejszymi od siebie zawodnikami, zupełnie przy tym nie odpuszczając.
Ważnym elementem w arsenale 24-latka są akcje tyłem do kosza. Dla graczy, którzy mają więcej niż trzy posiadania w post na mecz, Barnes zdobywa 4. najwyższą średnią punktów – 0.99. Statystycznie więc, skrzydłowy notuje więcej punktów na posiadanie w post niż tacy gracze jak Boogie Cousins, LeBron James, Anthony Davis lub Al Jefferson, czy Marc Gasol. HB je przede wszystkim w sytuacjach, gdy po prostym pick and rollu wypracowany zostanie switch na niższego zawodnika i mamo jesteś ugotowany – a już szczególnie, kiedy Barnes otrzyma piłkę na lewym bloku skąd trafia 50%. 
Przeciwnik musi wybrać, czy podwajać 24-latka – co dla Mavs powinno być wodą na młyn – czy żyć z trafianymi rzutami Barnesa z post. Gracz Mavs pokazał kilkukrotnie, że potrafi uwolnić się z podwojeń – tych niezdecydowanych, w których chcesz podejść, ale nie wiesz, czy powinieneś – i wypracować czyste trójki dla pozostawianych zawodników, przez co nagle rywal nie oddaje już analitycznie złego rzutu z post, a znakomitą open-3.
Barnes to mądry koszykarz: często wybiera właściwe rozwiązania i dobrze widzieć, że po hejcie, który spadł na niego w koszulce Warriors odnalazł się szybko w nowym klubie.
Są rzadkie sytuacje, gdy center Jazz rozejrzy się wokół i uzna, że najlepszym rozwiązaniem jest wjazd w piłką do kosza.
To nowość w arsenale Francuza i kilka razy w tym sezonie pokazał, że potrafi zaatakować obręcz, jednocześnie kozłując piłkę. Jak wspominał Zach Lowe - piszcząc o Stevenie Adamsie, który wprowadził podobną nowość tylko z większą liczbą kozłów - jest to szczególnie trudne dla 7-footerów, a perfekcja w tym elemencie zajmuje lata.
Mała rzecz, ale kolejne zagrożenie dla przeciwnika i jeszcze jeden czynnik w ogromnym progresie głównego kandydata do nagrody DPOY. Spójrz jak łatwo Gobert wyżej dostał się do kosza: jeden kozioł, ale na tyle długie kroki, że z łatwością minął obrońcę.
Log-jam Sixers aka „gdy wraca Ben Simmons, ale masz za dużo zawodników na jedną pozycję”

Czekam na debiut Bena Simmonsa jak Cartman na debiut Nintento Wii. Najlepszy młody duet w lidze ze zjawiskowym Joelem Embiidem, Australijczykiem, potencjalnie top-5 – miejmy nadzieję rozgrywającym – draftu i ewentualnym wyborem Lakers. Jestem zapisany odkąd Ish Smith z Jahlilem Okaforem w styczniu zeszłego roku byli przez 3 tygodnie moją ulubioną drużyną do oglądania. Ale! W tym dobrobycie nieco problematyczną sytuacją już za chwileczkę będzie podzielenie minut na pozycjach 3 i 4. Spójrzmy jak wygląda to teraz:
Ersan Ilyasova – 28 min / mecz
Dario Sarić – 24min / mecz
Robert Covington – 30 min / mecz
Timothe Luwawu – 10 min/ mecz
Łącznie – 92 min / mecz
Do rozdania 96 minut: resztki, które stąd nie wyszły należą do Jeriana Granta, czy Hollisa Thompsona, ale ich już w klubie nie ma. I teraz pytanie, gdzie w tym wszystkim wcisnąć Simmonsa, który z czasem według zapowiedzi Bretta Browna ma grać również jako rozgrywający, nie point-forword. Załóżmy jednak, że początkowo będzie występował jako priorytetowa 4. Dodajmy do tego limit minut, niech będzie jak u Embiida na wejściu – 24. Więc:
PF, 48 min:
Simmons – 24 min
Ilyasova – 18 min
Sarić – 6 min
SF, 48 min:
Covington – 30 min
Sarić – 18 min
Hm? Ktoś może być poszkodowany. Sariciowi zdarza się grać od przyjścia Ilyasovy poza pozycją, jako niski skrzydłowy, a idealnie by był niską 4. Tylko to miejsce Simmonsa, który jest po Embiidzie najważniejszym zawodnikiem Sixers. Najłatwiej byłoby wyrzucić minuty Ilyasovy, tyle tylko, że:
NetRtg
Embiid, Ilyasova +9.9 w 427 min
Embiid, Sarić +4.6 w 313 min
Kameruńczyk ma nie tyle co świetną koneksję z Turkiem, a po prostu dobrze jest mu grać z kimś kto zapewnia spacing i jest jakimś tam zagrożeniem za 3. Ale trzeba będzie zrezygnować z minut – szczególnie, gdy Simmons zacznie grać ich po 30 – Saricia jako 4 – i wrzucić go poza pozycję na stałe, co nie jest dobrym rozwiązaniem dla nikogo – albo powiedzieć po turecku do widzenia Ilyasovie. I wtedy Sarić – który pokazuje kwadratowo wszystko po trochu, ale jejku jak brakuje mu szlifu – grałby już te 18 minut jako silny skrzydłowy przy wypoczynku Simmonsa i 1/4 czasu poza pozycją. Zobaczymy na co zdecyduje się Brown, bo jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to pojawi się log-jam. Ktoś straci minut, ktoś wypadnie – jak choćby Okafor – poza rotację, bo jest za dużo graczy na jedną pozycję, czy może dojdzie do jakiejś wymiany.
Przesadne rotacje w obronie Bucks
Milwaukee lubi sobie pomagać. W defensywie. I często przesadza w tym aspekcie, przez co atak przeciwnika sprawia wrażenie, że może być jeszcze lepszy niż w rzeczywistości. Chciałem pokazać pewne posiadanie, z którego już zrezygnowałem, ale zmieniłem zdanie, gdy je jeszcze raz zobaczyłem. Jedna z najdziwniejszych akcji w obronie, którą w tym sezonie widziałem. Zaczyna się tak:
Monroe boi się ewentualnego drive’u/ trójki Hardena i czeka wysoko – Giannis wyszedł do Harrella, za którego odpowiada center Bucks, zostawiając wysoko Arizę, co przy szybkości Greka jest zrozumiałe. Lider Rockets gra pick and rolla i oddaje piłkę do wysokiego, ale podejrzane jest to co zrobił w tej akcji Brogdon: czemu wyszedł do pomocy i zostawił wolnego w rogu Beverleya. Czy Harrell został z kimś pomylony, że czterech graczy skupiło na nim swoją uwagę?

Akcja kończy się czystą trójką z prawego rogu. Za dużo pomocy – Bucks naprawdę lubią to przedawkowywać – co jest szczególnie niebezpieczne z taką drużyną jak Rockets, która trafia najwięcej trójek w NBA, a decydujesz się zostawiać strzelców na dystansie kosztem nawet trudno stwierdzić czego. Spooky.

środa, 16 listopada 2016

Plusy i Minusy (2) – Ofensywne kłopoty Justise’a Winslowa

Od początku swojego drugiego sezonu w NBA, Justise Winslow ma ogromne problemy po ofensywnej stronie parkietu. To jedna z kilku przyczyn dlaczego Heat mają drugą od końca efektywność w ataku. Grają koszykówkę 4-1, z czterema skrzydłowymi, co w teorii ma pomóc w tworzeniu miejsca na parkiecie. W praktyce, brakuje zawodników, którzy mogą to wykorzystać i zagrozić swoim rzutem z dystansu.
- Mamy po prostu zbyt wielu graczy, którzy lubią dostawać się do kosza i tam kończyć akcję – mówi Winslow. - Rywale przez to starają się tamować paint.
To o czym wspomina były koszykarz Duke ma jak najbardziej sens. Jednak w dużej mierze przeciwnik może zabarykadować pomalowane, bo jest w stanie sobie pozwolić na odpuszczenie poszczególnych zawodników w rogach. Np. Winslowa, co na poniższym obrazku robi Kawhi Leonard, który wychodzi do pomocy w obronie pick and rolla i całkowicie zostawia „swojego” gracza.
Piłka zostaje rozrzucona do skrzydłowego Heat, ale ten nie decyduje się na rzut za 3 (21,4%), tylko ścięcie. Leonard doskoczył na czas do Winslowa, który szybkim kozłem go minął, ale pod koszem czekał już kolejny obrońca Spurs, przez co próba drugoroczniaka została zablokowana. Gdy Winslow finiszował akcję w paint było pięciu graczy drużyny z San Antonio.
Być może, stąd wynika fakt, że Winslow kończy przy wjazdach pod obręcz tylko 30% (w minionym sezonie 33,8%), a tuż pod koszem 40,6%. To kłopot, szczególnie dla zawodnika ze szwankującym rzutem. W catch and shoot, 20-latek trafia 20,7%, a w pull-upach 32,1% i póki co trudno wypatrywać poprawy. 33% z gry dla zawodnika, który oddaje w twojej drużynie najwięcej rzutów, to nie jest najlepszy prognostyk na przyszłość (chyba, że chcesz tankować, co wcale nie jest wykluczone).
Winslow nie jest jeszcze typem zawodnika, który wykreuje sobie pozycję rzutową, szczególnie z dalszej odległości. Póki co 100% jego trójek była po asyście, przy 96,9% w poprzednich rozgrywkach. Pod sam koniec drugiej kwarty przeciwko Spurs, Heat zagrali akcję po time-oucie na Winslowa. Pick and roll, 20-latek na piłce, następuje switch ze strony obrony SAS – co powinno ułatwić atakującemu – kozioł, kozioł, step back, air-ball. Sama mechanika uwolnienia się wyglądała nieźle, to nie był jeden z tych przypadków, gdzie zasługi odbiera defensor, nie. Tylko złożenie się do rzutu wyglądało zdecydowanie za wolno.
- Musimy wybierać lepsze rozwiązania, kiedy należy rozrzucić piłkę, a kiedy bezpośrednio kończyć – tłumaczy Winslow. Rozgrywanie to jedna z tych rzeczy, w której były gracz Duke robi małe kroczki do przodu. W meczu z Bulls miał efektownego loba do Hassana Whiteside’a, a w spotkaniu ze Spurs sprytne podanie kozłem po pick and rollu na łatwe punkty dla centra Heat.

Winslow będzie spędzał coraz więcej czasu z piłką w rękach i warto się przyglądać jak rozwinie się w tym elemencie. Rzutowo jest źle, ale ofensywa Heat jest wbrew pozorom lepsza ze skrzydłowym na parkiecie – 101,2 pktu na 100 posiadań, gdy Winslow gra i 85,1/ 100, gdy ten jest rezerwowym.
20-latkowi sprzyjają młodość – powinien stawać się tylko lepszy, oraz warunki – wszystko wskazuje, że Heat będą rozwijać swoich zawodników poprzez próbę wygrywania. Pat Riley nie jest specjalnie zaniepokojony ofensywną grą Winslowa i mówi, że ten „będzie jeszcze strzelcem w NBA”. Drugoroczniak już teraz przecież jest jednym z najlepszych obrońców w lidze, więc to jak dobrym zawodnikiem się stanie zależy od poprawy mechaniki rzutu i efektywności w ataku. Podstawy są, brakuje szlifu.
Michael Kidd Gilchrist na niższych zawodnikach
Skrzydłowy Hornets jest kolejnym zawodnikiem ze szwankującym rzutem. MKG nie trafił w tym sezonie jeszcze trójki (0/2), a większość prób spoza pola trzech sekund kończy się niepowodzeniem (6/24). Dzięki temu, przeciwnik może chować swoje najsłabsze ogniwo na 23-latku. Steve Clifford to jednak bardzo mądry trener, który potencjalny problem spróbuje obrócić w przewagę. Więc, gdy Nate McMillan desygnował niskiego (i słabego w defensywie) Montę Ellisa do krycia MKG, trener Hornets postanowił to wykorzystać i rozpisał trzy, czy cztery akcje na początku spotkania na Kidda-Gilchrista w post.
Zawodnikowi Hornets udało się przełożyć te sytuacje na punkty: jumperek, łatwe przedostanie się do kosza, hak, czy wymuszenie faulu. Póki co nie było takich akcji dużo – według NBA.com, MKG zdobył 8 punktów w 4 posiadaniach w post (2x wywalczone wolne i 2x trafiony rzut) – ale dobrze wiedzieć, że w razie potrzeby, Kidd-Gilchrist może karcić słabszych obrońców.
Pick and roll/pop z Jahlilem Okaforem, a z Joelem Embiidem
Oglądając mecz Rockets – Sixers, zdziwiło mnie nieco ustawienie Jahlila Okafora w pick and rollu. Zaraz po tym jak postawił zasłonę dla Sergio Rodrigueza, nastąpiło podwojenie ze strony Rockets na ball-handlerze. Wysoki Sixers nie zrobił jednak wiele, by stworzyć opcję do rozegrania dla Hiszpana. Nie został na półdystansie, a gdy wydawało się, że zaatakuje kosz, to zwolnił. Poniżej widać ustawienie Okafora i swoją drogą dobrą obronę tego pick and rolla przez Rockets.
Akcja została wycofana na skrzydło do Dario Saricia, który odegrał do Okafora na linię rzutów wolnych, ten złapał piłkę jedną ręką, zwolnił, zrobił przegląd pola i zdobył punkty w sytuacji 1v1.
Inaczej jest z Joelem Embiidem, który otwiera nowe możliwości dla Sixers w grze pick and pop. Bo ewentualnie może popować do linii za 3, skąd grozi rzutem. Okaforowi zdarzało się rozciągać aż na dystans – ma miejsce by się rozpędzić – ale obrońca wie, że może sobie pozwolić na odpuszczenie Big Jaha i poczekać na ruch centra. Natomiast Embiid jest realnym zagrożeniem za trzy, skąd trafia 50% przy 2 próbach na mecz. Przez to podwojenia na rozgrywającym mogą być jeszcze bardziej kosztowne, gdy JoJo będzie odpuszczany przy pick and pop, co obronom się nadal przytrafia.
Jednak chodzi tylko o zagrożenie i stworzenie miejsca do zagrania, bo nawet jeżeli JoJo nie zdecyduje się na rzut, to zawsze może trafić na gorzej ustawionego obrońcę, który przecież musi wrócić na swoją pozycję.
Brandon Ingram jako playmaker
Zdarza się, że Luke Walton decyduje się na oddanie piłki w ręce Brandona Ingrama, tak by skrzydłowy wyprowadzał akcje drużyny. To ciekawy zabieg, gdzie Lakers mogą ustawić dwóch strzelców-rozgrywających w rogach i dwóch zawodników bliżej linii rzutów wolnych, którzy mają na celu postawić zasłony bez piłki dla typowych scorerów (wariacja zagrywki Horns, tylko z #3, a nie #1 jako ball-handlerem). Coś takiego:
Dzięki temu, wybiegający gracz z rogu na szczyt/ linię FT, przy dobrej zasłonie może od razu otworzyć sobie dobrą pozycję do rzutu – duże zagrożenie dla takich graczy jak D’Angelo Russell, Jordan Clarkson, Lou Williams, czy Nick Young. Na powyższym przykładzie Lakers zagrali w ten sposób dwukrotnie w jednej akcji: pierw Russell wybiegł na szczyt, nie udało się zgubić obrońcy, więc spróbowali wykonać to samo po drugiej stronie. Tarik Black postawił dobrą zasłonę, dzięki której uwolnił się na czystą pozycję wybiegający Clarkson. Russell zbiegł do środka i potem na szczyt, Clarkson po obwodzie.
Nets spróbowali odpowiedzieć podwojeniem Ingrama.
Wtedy Lakers grali niskim składem, rozstawienie pozostało identyczne. W tej sytuacji jeden ze screenerów wyszedł do pick and rolla, przez co Nets strapowowali Chudego.
Pułapka była na tyle nieskuteczna, że Ingram zdołał odegrać piłkę do Randle’a, który łatwo zgubił Luisa Scolę. Ale defensywa przez to, że nie wyszła skutecznie ze swoim ryzykownym zagraniem została łatwo podziurkowana. Po wyjściu z trapa nagle otworzyły się wolne pozycje.
Dziękuje za przeczytanie.

wtorek, 27 września 2016

Przewodnik Kibica 2016/17: Philadelphia 76ers

Podczas roastu 76ers na r/nba jeden z użytkowników napisał, że film "Filadelfia" z Tomem Hanksem pierwotnie miał być o mężczyźnie umierającym powolną śmiercią od oglądania meczów Sixers, ale twórcy uznali ten motyw za zbyt depresyjny, więc zmienili go na AIDS. Czas na nowe. To może być sezon, w którym klub z Filadelfii przestanie być zbiorem memów, a stanie się konkurencyjnym dla innych zespołem. Proces Sixers wchodzi w drugą, przyspieszoną i znacznie przyjemniejszą fazę. Pora sprawdzić na ile wykiełkują zebrane nasiona.
W szeregach Sixers można wyczuć sporo optymizmu jak na drużynę, która w poprzednim sezonie wygrała 10 z możliwych 82 meczów. Jednak nie ma się co dziwić. W końcu po trzyletnim tankowaniu, procentowo najgorszej frekwencji w lidze, ten zespół zdaje się mieć może nie tyle ręce i nogi, co przynajmniej tułów i głowę.
Obecny stan rzeczy to głównie owoc pracy Sama Hinkiego, w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Choć sam proces był długimi fragmentami bolesny to dzięki niemu udało się zgarnąć numer 1 w poprzednim drafcie i prawdopodobnie największy talent w postaci Bena Simmonsa - niską 4, wprawdzie bez rzutu, lecz z wizją gry i wspaniałym podaniem, co już zdążyliśmy zobaczyć podczas ligi letniej. Do zdrowia powraca Joel Embiid po tym jak dwa i pół roku temu przedwcześnie skończył sezon na uniwersytecie w Kansas. Od tego czasu konieczne były dwie operacje prawej stopy, które uniemożliwiły Kameruńczykowi grę w profesjonalną koszykówkę. Pozostało nam jedynie obserwowanie nielicznych highlightów, które wyciekały z jego treningów, czy śledzenie mediów społecznościowych, w których jedynie Rysiek Jefferson na Snapchacie może mu się równać. Jednak Embiid nareszcie ma wrócić i pytanie jak dużą rdzę pozostawiły po sobie niecałe trzy lata odpoczynku od poważnej koszykówki.
Oczekiwania, choć nieco ostudzone przez szereg niefortunnych okoliczności, nadal są spore. Embiid to jeden z tych tzw. późnych talentów. Zaczął grać w basket dopiero w wieku 16 lat, ale już w NCAA, mając 19 lat, dał się poznać jako dominator. W niemal każdym meczu dodawał od siebie coś nowego, a tempo jego rozwoju było naprawdę imponujące. Jeżeli w przypadku Kameruńczyka - pobożne życzenie - dopisze zdrowie to wciąż ma potencjał na bycie najlepszym zawodnikiem Sixers. Bo jest to talent na miarę Karla-Anthony’ego Townsa czy Anthony’ego Davisa. Ale przede wszystkim musi być zdrowy, by z Simmonsem stworzyć przyszłość Sixers.
Żeby nie było też tak dobrze, w Filadelfii pozostaje nierozwiązany problem na pozycji centra i jest to po części wina Sama Hinkiego. Zobaczcie o ile łatwiej byłoby Sixers, gdyby w 2015 roku w drafcie - wtedy jeszcze GM Szóstek - postawił na PG/ SG lub gdyby Lakers nie wygrali z nr 2 D’Angelo Russella. Już sezon wcześniej można było stworzyć jakiś zalążek: pick and rolle np. Mudiaya z Noelem, który w tych kombinacjach wyglądał bardzo dobrze z zawodnikiem pokroju Isha Smitha. A tak pojawił się tylko log-jam.
Postawienie na Jahlila Okafora sprawiło, że obecnie będzie trzech graczy - każdy z nich potrzebuje czasu - na tę samą pozycję. I żaden prawdopodobnie nie będzie mógł ze sobą grać (może Embiid-Noel). Wydaje się, że któryś z dwójki Okafor/ Noel zostanie wymieniony, być może jeszcze przed startem sezonu, tylko kwestią pozostaje to co uda się Sixers otrzymać w zamian. Najlepiej, aby do Filadelfii trafił rozgrywający/ rzucający obrońca wiekowo zbliżony do Simmonsa, Embiida i Noela/ Okafora, tak by trzon zespołu wszedł w swój prime-time w mniej więcej tym samym czasie.
Łatwiej jednak powiedzieć niż zrobić, głównie dlatego, że mało która drużyna ma wakat na pozycji centra i jednocześnie coś interesującego do zaproponowania. Sixers tak naprawdę nigdy nie mieli też jakiejkolwiek przewagi negocjacyjnej, w końcu każdy GM w NBA wie, że Philly potrzebuje rozluźnienia wśród wysokich. Jeżeli miałoby dojść do wymiany to mam wrażenie, że wartość Okafora jest w tym momencie wyższa, tylko zapotrzebowanie na rynku na centrów o podobnych parametrach - bestia w post bez obrony i trójki - nie wygląda dla byłego zawodnika Duke obiecująco. Prościej byłoby znaleźć nowy dom dla Noela, którego zdecydowanie łatwiej można wpasować do jakiejkolwiek drużyny. Jego zestaw umiejętności - rim-runner z obroną - jest mało inwazyjny i nie wymaga wielkich roszad w składzie. Wystarczy dobry w pick and rollach rozgrywających i strech-4, aby Noel mógł działać w podobnej roli jak Tyson Chandler, czy DeAndre Jordan.
Dla samych zainteresowanych, jak i Sixers, byłoby dobrze, gdyby do wymiany doszło jeszcze przed sezonem, tak by nie łudzić się, że posiadanie trzech wartościowych graczy na tę samą pozycję ma sens. Każdy z nich potrzebuje gry w jak najlepszych dla siebie warunkach, inaczej wpłynie to niekorzystnie na ich rozwój, czego przykładem może być poprzedni sezon Sixers i męczarnie jakie przeżywali ze sobą Noel i Okafor, przebywając razem na parkiecie.
Nie ma gwarancji, że projekt, który rozpoczął Sam Hinkie i kontynuuje w przyspieszonym tempie i innym formacie Bryan Colangelo wypali. Wciąż pozostaje sporo niepewności, czy całość będzie funkcjonować, ale przynajmniej widać już jakiś zalążek: ten sezon powinien pokazać, że w Filadelfii są zawodnicy - na bardzo wczesnym etapie swojej kariery - którym można zaufać i przede wszystkim wokół, których można budować normalny zespół.
Rotacja:
PG: Jerryd Bayless, Sergio Rodriguez, Ben Simmons, TJ McConnell
SG: Gerald Henderson, Timothe Luwawu, Hollis Thomson, Nik Stauskas
SF: Robert Convington, Dario Saric, Timothe Luwawu, Jerami Grant
PF: Ben Simmons, Dario Saric, Robert Convington, Richaun Holmes, Elton Brand
C: Nerlens Noel, Jahlil Okafor, Joel Embiid
Pierwsza Piątka: Możliwości/ zmian jest sporo. Sixers nie będą już składem D-League, a drużyną koszykówki z perspektywicznymi zawodnikami otoczonymi przeciętnymi weteranami. Ben Simmons będzie podstawowym rozgrywającym Sixers z pozycji numer 4, stąd na 1 dobrym uzupełnieniem powinien być Jerryd Bayless. Ten niekoniecznie potrzebuje piłkę w rękach by być przydatnym: w poprzednim sezonie trafiał lepiej za trzy (43,7%) niż z gry (42,3%) i wystąpi w podobnej roli jak w Milwaukee obok Giannisa Antetokounmpo - rozgrywającego. Z tą różnicą, że teraz będzie szukał trójek po podaniach Bena Simmonsa.
Dario Saric, kolejny skrzydłowy z dobrym czuciem piłki, wydaje się, że zacznie sezon z ławki: Chorwat może prowadzić grę rezerwowych. Stąd na pozycji niskiego skrzydłowego postawiłbym na Roberta Covingtona.
To będzie jego czwarty sezon zawodnika, który stylem gry przypomina wyrób prosto z Doliny Krzemowej. Wprawdzie Covington trafiał zaledwie 39% z gry i 35% za trzy, to jego częstotliwość rzutów za trzy w stosunku do rzutów za dwa sprzyja mocno analityce. W zeszłym sezonie oddawał średnio 7,2 trójek na mecz, przy tylko 3,4 próbach za dwa. Jego liczba rzutów na mecz raczej spadnie i kwestia, by potrafił je lepiej przetwarzać. Dobrym prognostykiem są sytuacje catch&shoot, w których trafiał efektywne 57% i generalnie jest zawodnikiem, który mocno polega na wykreowaniu mu dogodnych pozycji rzutowych. Przede wszystkim wyróżnia się jednak w obronie: w poprzednich rozgrywkach był 3 w kategorii Defensive Real Plus Minus, tuż za Kawhim Leonardem i LeBronem Jamesa. Jest w stanie kryć kilka pozycji i to też jeszcze jeden powód, by - przynajmniej na początku - zaczynał przed Dario Saricem, który może mieć kłopot z kryciem atletycznych graczy. Z czasem myślę, że Simmons - o czym wspominał Brett Brown - będzie występował jako 1, co stworzyłoby miejsce dla Chorwata jako niskiej 4.
Ewentualnie, Brown może próbować niekonwencjonalnych ustawień z dwoma wysokimi, Simmonsem jako rozgrywającym i Saricem na 3. Taki line-up mocno zabierałby i tak skomplikowany w tej drużynie spacing, ale - nie wiem… - może pozwoliłoby wykorzystać potencjał najlepszych posiadanych zawodników. Gdy niemal każdy szuka small-ballu, ciekawym eksperymentem byłoby pójście w drugą stronę i sprawdzenie big-ballu, szczególnie przy zawodnikach jakimi dysponuje Brett Brown.
Rezerwowi: Wszystko wskazuje, że Nerlens Noel zacznie sezon w pierwszej piątce  i - jeżeli nie dojdzie do wymiany - Jahlil Okafor będzie pierwszą opcją w ataku z ławki, co w teorii nie jest złym pomysłem. Przy jego umiejętnościach w grze 1v1 będzie mógł dalej karcić centrów rywali w ataku, a w obronie - przeciwko rezerwowym - jego braki nie będą tak widoczne. Inna sprawa jak Okafor przyjąłby rolę rezerwowego w takim zespole jak Sixers. Joel Embiid z ławki przy restrykcjach minutowych ma sens i podobnie jak Okafor, przeciwko rezerwowym line-upom będzie mógł grillować, co więcej: jego wejście do NBA przebiegnie płynniej. Na początku nie zostanie rzucony na głęboką wodę, tylko powoli zacznie łapać utracony rytm.
Dario Saric z ławki nie będzie aż tak dublował się z Simmonsem, chociaż zobaczymy dużo line-upów, w których ta dwójka zagra obok siebie. Kwestia na ile pewny będzie rzut za 3 Chorwata: w zeszłym sezonie w Eurolidze trafiał solidne 40%, w dwóch wcześniejszych rozgrywkach po 31%. Nieco niepokojące mogły być Igrzyska w Rio, podczas których trafił ledwie 26% rzutów za 3. Dał się jednak poznać jako przyszłościowy all-around player i w zasadzie to chorwacki Ben Simmons z na pewno lepszym rzutem za 3. Problemem Sarica pozostaje jednak to, że Sixers dodali do składu jego bardziej utalentowaną wersję.
Na pewno dobrą rzeczą jest większa liczba w składzie ball-handlerów. W zeszłych rozgrywkach najlepszym kozłującym był Ish Smith, teraz jest przynajmniej 3 zawodników z wartościowym rozegraniem. Prócz wspomnianych Simmonsa i Sarica rotację poszerzono o Sergio Rodrigueza: 30-letniego PG reprezentacji Hiszpanii i MVP Euroligi z 2014 roku, który może być najlepszym graczem w pick-and-rollu Sixers. W poprzednim sezonie notował w barwach Realu Madryt 12 punktów i 6,1 asysty na mecz. Trafiał także 41% za trzy i choć ze swoją obroną będzie dużym obciążeniem to przy kulawym spacingu zespołu powinien być z ławki wartościowym wzmocnieniem.
Do rotacji powinien przebić się debiutant Timothe Luwawu: to ten typ 3&D skrzydłowego, który jest obecnie mocno ceniony w obecnej NBA. Istnieje szansa, że zobaczymy ustawienie złożone właśnie z czterech skrzydłowych i centra: Simmons-Luwawu-Covington-Saric-Noel/Embiid, które w teorii wygląda obiecująco w defensywie. Nie byłbym też zdziwiony, gdyby Nik Stauskas wypadł całkowicie z rotacji i musiał powoli szukać nowego klubu w Europie, czy Chinach.
Trener: Brett Brown (47-199). Ani razu nie zdarzyło się, by Brett Brown w swojej trzyletniej przygodzie z Sixers przekroczył granicę 20 zwycięstw w sezonie, bo oczywiście nie taki był cel zespołu. Sytuacja, w której postawiony był przez zarząd trener drużyny z Filadelfii wskazywałaby, że tak naprawdę nie wiemy jakim szkoleniowcem jest Brown. Dawał sygnały, że ma potencjał na bycie bardzo dobrym trenerem, ale ani razu nie mógł pokazać pełni swoich możliwości. W końcu pracował z najgorszym składem w lidze przez trzy lata i choć nie kazano mu wygrywać, dwa razy nie skończył na dnie tabeli, co w ostatecznym rozrachunku nie było najlepszym pomysłem. W ostatnim sezonie chyba był zmuszony do bardziej perfidnego tankowania, szczególnie na początku rozgrywek zdarzało się, że gdy Sixers w końcówkach potrzebowali punktów to Brown podejmował dziwne decyzje i np. sadzał na ławce Okafora. Teraz w końcu powinno być inaczej. Brown będzie miał szanse, aby pokazać co potrafi: skład jakim dysponuje, choć ogromnie daleki od ideału, jest i tak najlepszym jaki otrzymał od GM-ów Sixers.
Ryzyko: Zdrowie Joela Embiida to zawsze ryzyko.
Rzut Bena Simmonsa to problem, który wraz z biegiem sezonu musi być coraz mniejszy. Oglądając Australijczyka podczas ligi letniej, miałem wrażenie, że ten bał się rzucać, nawet gdy był całkowicie odpuszczany przez przeciwników. W NBA nic się nie zmieni, Simmons będzie zostawiany nie tyle nawet na linii za 3, ale też na półdystansie: kwestia, by debiutant włożył mnóstwo pracy w udoskonalenie swojego rzutu. To prowadzi do kolejnego problemu, o którym było głośno podczas pobytu Simmonsa w LSU, czyli jego wątpliwym podejściu. Czasami przechodził obok meczów i nie wyglądał jakby mu zależało, co odbijało się na defensywie i grze Australijczyka.
O tłoku na pozycjach centra wspominałem we wstępie i to coś na co należy zwrócić szczególną uwagę. Na tym polu mogą pojawić się jakieś niesnaski, czy wycieki do mediów, że dany zawodnik jest niezadowolony ze swojej liczby minut. Nerlens Noel już wspominał, że cała sytuacja z trzema starterami wśród centrów jest głupia i nie ma żadnego sensu. Co więcej, wymierzył cios w zarząd, dodając, że wraz z odejściem Sama Hinkiego można się było spodziewać jakichkolwiek ruchów ze strony rodziny Colangelo.
Nerlensowi Noelowi kończy się po sezonie kontrakt i center - o ile będzie jeszcze w klubie - może zacząć kręcić nosem i szukać ucieczki, jeżeli Sixers nie zaproponują mu maksymalnej umowy.
Warto dodać jeszcze pucz, który odbył się z pomocą Adama Silvera i przejęcie sterów Sixers przez rodzinę Colangelo. Pozostał spory niesmak przy “odejściu” Sama Hinkiego z klubu i ciekawy będzie kierunek jaki zostanie obrany przez zarząd. Czy Sixers zaczną szukać bardziej doraźnych rozwiązań już teraz, czy na spokojnie zgarną wysoki wybór w drafcie 2017 i wtedy wejdą w tryb “win-now”. W zanadrzu posiadają chroniony w top-3 pick Lakers.
Mocne strony: Potencjał i powiew świeżości. Sixers to zespół na początku drogi i choć będzie wiele nocy, kiedy wyraźnie będą odstawać od przeciwników, to w końcu powinniśmy zobaczyć kierunek, w którym zmierza ta drużyna. Może sam zespół nie powala, jednak oglądanie takich zawodników jak Simmons, Embiid, czy Saric będzie przyjemne niezależnie od wyników. Szczególnie w tych dwóch pierwszych nazwiskach drzemie talent, którego dawno w Filadelfii nie widziano.
Obrona, przy optymalnym zestawieniu powinna także - nie do przesady - stać się mocną strona. Brett Brown w sezonie 14/15 z ogórków i Nerlensa Noela stworzył 12 defensywę NBA, więc przy lepszym personelu może ponownie wskoczyć do drugiej dziesiątki.
Podoba mi się też, że do drużyny już od początku sezonu dodano weteranów takich jak Brand, Henderson, czy Bayless, którzy nie zahamują rozwoju młodych graczy, a pozytywnie wpłyną na atmosferę i grę poszczególnych zawodników. U Sama Hinkiego próżno było tego szukać. Młodzi byli rzucani z miejsca na głęboką wodę i brakowało doświadczonych głosów w szatni.

czwartek, 3 marca 2016

Dwie niekompatybilne części 76ers

Jahlil Okafor i Nerlens Noel to potencjalnie bardzo dobrzy zawodnicy NBA. Jest tylko jeden problem. Zupełnie do siebie nie pasują.

Budując drużynę poprzez draft, w sporym uproszczeniu, musisz odpowiedź sobie na podstawowe pytanie. Mianowicie czy korzystniej jest wybrać najlepszego dostępnego zawodnika i zgarnąć teoretycznie najcenniejszy asset, czy też lepiej dopasować swój wybór wyłącznie pod potrzeby drużyny.

Oba podejścia są zasadniczo ryzykowne. Zgarniesz gościa dobrze pasującego do zespołu, ale w ten sposób być może pominiesz przyszłą gwiazdę ligi. Z drugiej strony, postawisz na gracza całkowicie nie komponującego się z drużyną, przez co wstrzymasz rozwój poszczególnych zawodników, a zespół będzie gorszy niż suma jego części. Przykładem takiego podejścia jest Sam Hinkie, który mając już w składzie Nerlensa Noela, uznał że jakoś to będzie – coś wymyślimy – i do Doliny Krzemowej NBA ściągnął Jahlila Okafora. W pewnym sensie to nastawienie okazuje się błędne.

Bo tak naprawdę nie chodzi o żadną z wymienionych rzeczy. Liczy się, by w konkretnym celu wybrać twoim zdaniem jak najlepszego zawodnika, a potem stworzyć mu najkorzystniejsze warunki do rozwoju. Na nowego gracza musisz mieć przede wszystkim pomysł. W Filadelfii jest z tym w pewnym sensie kłopot. Cierpi Jahlil Okafor i progres Nerlensa Noela, który grając poza swoją pozycją, mam wrażenie trochę zatrzymał się w miejscu. Obecną sytuację szczególnie tego drugiego najlepiej przedstawiają liczby (ppp – punkty na posiadanie).

Zasadniczo możemy zaobserwować, że Noel traci bardzo dużo w ataku, grając z Okaforem. Spada jego skuteczność, jest mniej wykorzystywany, a drużyna z oboma zawodnikami gorzej broni. Łatwo to wytłumaczyć. Od centra Sixers wymaga się robienia rzeczy, których po prostu robić nie potrafi. Mianowicie, ustawia się go dalej od kosza, gdzie jest skazany na dalsze rzuty, a ze swoim niestabilnym jumperem nie wpływa to dobrze na samego zawodnika, jak i drużynę. Nie ma też na tyle płynnego kozła, by po dryblingu wypracowywać sobie czyste pozycje. W obronie często musi bronić czwórki przeciwnika i znowu – grać dalej od kosza. Nie wyciągniesz maksymalnego potencjału z Noela, jeżeli będziesz go notorycznie odsuwał od obręczy. W ten sposób niweluje się jego największe atuty, czyli rim-protection w defensywie, a w ofensywie wymaga się od niego bycia tym kim po prostu nie jest. Nerlens Noel najlepiej sprawdzi się w roli Andre Drummonda lub DeAndre Jordana, czyli centra otoczonego trzema strzelcami z dystansu i dobrym rozgrywającym. Wtedy jest więcej miejsca na parkiecie, by grać akcje, w których Noel czuje się najlepiej – pick and rolle.

Wystarczy rzucić mu loba na dowolnej wysokości, a ten niemal na pewno zapakuje piłkę z góry. Tuż pod koszem trafia 70.5%, co jest jednym z czołowych wyników w lidze. W pick and rollach Noel zdobywa nieoszałamiające 0.92 ppp, gdzie dla przykładu DeAndre Jordan notuje 1.41, a Andre Drummond 1.11. Ale im lepszy rozgrywający, tym lepszym zawodnikiem stanie się Noel.

Także, dzięki koszykówce z czterema rzucającymi tworzy się nieustanne zagrożenie dla drużyny przeciwnej. Pojawia się klasyczny dylemat – pilnować paint czy zaatakować strzelca za 3. Dobrym przykładem jest poniższa akcja, w której Knicks podwajają w post Noela, dzięki czemu niekryty na szczycie znajduje się Ish Smith. Ten następnie atakuje kosz, ale przez to że 3 graczy jednocześnie rozciąga grę, tworzy się przestrzeń. Rywal jest spóźniony. Rozgrywający Sixers ma wybór – może swobodnie zaatakować obręcz na lay-up lub rozrzucić piłkę do rogu. Prosty pick and roll pozwolił Sixers na samym początku wytworzyć korzystny dla siebie mis-match.

Czy to oznacza, że nie da się grać już na dwóch wysokich? Absolutnie nie. To mogłoby zadziałać, gdyby Jahlil Okafor był co najmniej solidnym obrońcą. Ten jednak jest jednym z najgorszych defensorów w lidze, na pozycji która wymaga od niego przede wszystkim obrony. Na 75 centrów, Okafor plasuje się na 74 miejscu w Defensive Real Plus Minus – gorszy jedynie jest Enes Kanter, co by się zgadzało. Ta statystyka promuje wpływ w defensywie wysokich bardziej niż innych graczy i naprawdę trudno jest być w niej na minusie, ale Jahlil to jeden z siedmiu takich przypadków. Do tego często nie nadąża za akcjami, bo po prostu jest wolny.

W przypadku jego powodzenia ważna jest też umiejętność podawania/ zdobywania asyst. Okafor to dobry podający, ma duże dłonie, więc łatwo kontroluje piłkę, ale często jest samolubny i nie za bardzo szuka łatwiejszych opcji. Jak wspominał w swoim niedawnym podcaście Zach Lowe opierając zespół o bestię w post, twoje powodzenie zależy od tego jak dobrym obrońcą i podającym jest ten zawodnik. Okafor może być plusowy w obu elementach, ale wszystko wskazuje, że do tego jeszcze daleka droga. Dużo też zależy od tego kim się go otoczy. Im więcej wstawi się graczy 3&D obok Jahlila, tym spacing drużyny będzie lepszy, a co za tym idzie płynność w ataku pójdzie w górę.

Póki co z nikim na parkiecie Szóstki nie są tak minusowe jak z byłym zawodnikiem Duke. Gdy Okafor gra, Sixers są gorsi od przeciwnika o 15.2 punktu. A gdy Jaha na parkiecie nie ma, 76ers są gorsi już o 5.4 punktu. To poniekąd przykład tego jak świetny zawodnik w ofensywie 1v1 nie przekłada się na atak całego zespołu. Ekipa z Filadelfii z Okaforem na parkiecie zdobywa średnio 90.2 punktu, natomiast bez 102.6.

Wynika to z wielu przyczyn: złe ustawienia, ograniczone rotacje, ale w ogóle budowa zespołu wokół centra operującego głównie w post, szczególnie takiego bez obrony, jest jednym z najtrudniejszych zadań w NBA. Dużo rzeczy musi jednocześnie kliknąć. Potrzebujesz przede wszystkim odpowiednich ludzi i w takich przypadkach potencjalny sufit zespołu zdaje się ograniczony. Być może, jest to jedna z przyczyn dlaczego Orlando Magic nie mogą zrobić kroku naprzód, grając Nikolą Vucevicem.

Nie oznacza to, że nie warto iść w tym kierunku. Nie oznacza to też, że nie da się zbudować dobrego zespołu wokół Jahlila Okafora. To możliwe, tylko jest to znacznie trudniejsze, bardziej czasochłonne i ryzykowne – bo co jeżeli ten nie rozwinie wystarczająco swoich mankamentów? Wtedy zostałby drugim Alem Jeffersonem. Znacznie łatwiej jest stworzyć drużynę obok takiego gracza jak Nerlens Noel, bo jego wady są do przyjęcia i nie rażą tak bardzo na tej pozycji.  

I jeżeli można mieć o coś pretensje do Sama Hinkiego to o to, że ten sezon jest trochę zmarnowany. Gdy można było rozwijać dwójkową grę Noela z kimś bardziej pod niego pasującym – np. Porzingis, Hezonja, Winslow czy Mudiay – GM Sixers postawił na człowieka wykluczającego się z najlepszym posiadanym zawodnikiem.

Nie przeczę, zarówno Noel i Okafor mają swoją wartość na rynku. Zawsze Sixers będą w stanie któregoś z nich za coś konkretnego wymienić. Ale można było zbudować już jakiś fundament, stworzyć coś co przyjęłoby się także w przyszłości. Tego zabrakło. To nie matematyka czy zgarnianie kolejnych assetów, a chemia. Po prostu. A na nią już nie ma wykresów czy innych statystyk.